"Wybory europejskie i lokalne: Partia Pracy stoi przed groźbą wymarcia". Ten tytuł jednego z artykułów znanego portalu komentującego brytyjską politykę Politics.co.uk mówi sam za siebie. Od kilku dni ukazujące się na Wyspach dzienniki piszą o "rzezi", "wymazaniu", "katastrofie", "porażce" premiera i jego Partii Pracy.
Podstawą takich sądów są sondaże przed czwartkowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Choć w zależności od ośrodka badania opinii różnią się one procentowym rozkładem poparcia, to jednak wynika z nich jasno: rządzący od 1997 r. laburzyści wypadną najpewniej z pierwszej dwójki partii, a ich miejsce zajmą Liberalni Demokraci. W najczarniejszym dla lewicy scenariuszu Partia Pracy może spaść na czwarte miejsce za Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) opowiadającą się za wystąpieniem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.
W brytyjskiej polityce nie było tak nerwowo od czasu inwazji na
Irak w 2003 roku. Ale wówczas nie było tak potężnego skandalu jak rozkręcana od początku maja przez "Daily Telegraph" afera z nadużywaniem przez posłów systemu refundacji wydatków.
Jak dotąd złamała ona karierę przewodniczącemu Izby Gmin Michaelowi Martinowi, który wprawdzie nie nadużywał systemu refundacji, ale nie zaangażował się w walkę z tym zjawiskiem.
Lista "ofiar" skandalu powiększa się z dnia na dzień. Jest już na niej m.in. Shahid Malik, zawieszony na czas śledztwa wiceminister sprawiedliwości, a liczni posłowie z Partii Pracy a także Partii Konserwatywnej zapowiedzieli, że złożą mandaty przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi i nie będą ubiegali się o reelekcję.
A wczoraj po południu pojawiły się nieoficjalne informacje, że do dymisji poda się szefowa MSW Jaqui Smith. To właśnie rewelacje o jej mężu oglądającym filmy pornograficzne za pieniądze podatnika w domu poselskim pani minister zapoczątkowały lawinę.
Na odejściu Smith zapewne się nie skończy. Komentatorzy spekulują, że po to by ratować skórę Brown może już w piątek dokonać rekonstrukcji rządu i pozbyć się kilku zamieszanych w skandal ministrów: kanclerza skarbu Alistaira Darlinga, odpowiedzialną za społeczności lokalne Hazel Blears i ministra transportu Geoffa Hoona.
Histeryczne tytuły w gazetach oddają nastroje przed wyborami do europarlamentu i ponad 30 lokalnych samorządów w Anglii. Wielkie kłopoty Partii Pracy trwają już od kilku miesięcy, ale może ona rządzić co najmniej do połowy 2010 roku czyli do czasu gdy premier musi rozpisać wybory.
Mimo nacisków opozycji i sondaży pokazujących, że ludzie chcieliby przedterminowych wyborów premier zapowiada, że nie poda się do dymisji. - Nie odejdę póki nie zreformuję systemu wydatków Izby Gmin i nie odbuduję zaufania do polityki i instytucji - oznajmił w poniedziałek.
Wczoraj rząd powołał Narodową Radę Demokratycznej Odnowy. To ciało złożone ministrów, którzy korzystających z ekspertyz niezależnych fachowców przygotują m.in. podwaliny reformy systemu refundacji wydatków poselskich.