http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy Rosja pójdzie śladem zbuntowanego Pikałowa?

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2009-06-02, ostatnia aktualizacja 2009-06-02 14:06

Pikałowo, ciężko dotknięte kryzysem, 25-tysięczne miasteczko w obwodzie leningradzkim znów się buntuje. Około 400 jego mieszkańców dziś rano zebrało się na wiec, a potem zablokowało szosę Sankt-Petersburg - Wołogda.

Miejscowość to podręcznikowy przykład tego, co w Rosji nazywają "monomiastem", czyli miast zbudowanych wokół jednej fabryki lub kilku zakładów tej samej branży. Tu praca jest, a raczej do kryzysu - była w hucie aluminium i współpracujących z nią cementowni oraz fabryce sody i potasu. Od jesieni wszystkie trzy fabryki stoją. Ludzie nie dostają pensji, miejska kotłownia nie działa, w domach nie ma ciepłej wody.

Miejscowi pierwszy raz wyszli na wiec w październiku, potem wiecowali w lutym. 20 maja tłum mieszkańców wziął szturmem i na jakiś czas zajął budynek merostwa domagając się zaległych wypłat, wznowienia pracy kotłowni.

- Przykład Pikałowa może okazać się zaraźliwy. W Rosji mamy około 100 "monomiast". Sytuacja w nich jest wcale nie lepsza. Ich mieszkańcy mogą więc pójść śladem pikałowców i bunt rozleje się po całym kraju - powiedział "Gazecie" Jewgienij Gontmacher, kierownik Ośrodka Polityki Społecznej Instytutu Ekonomii Rosyjskiej Akademii Nauk.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':