Pięciotomowy raport o nadużyciach w zakonnych ośrodkach wychowawczych w Irlandii (do lat 90.) opublikowany 20 maja przez komisję pod przewodnictwem jednego z sędziów sądu najwyższego mówi o molestowaniu seksualnym dzieci, które "przyjmowało skalę endemii" zwłaszcza w zakładach zakonu Bracia Chrystusa. Siostry Miłosierdzia (magdalenki) i inne zgromadzenia żeńskie zostały oskarżone o powszechne bicie, znęcanie się i upokarzanie dziewcząt, które często zmuszano do niewolniczej pracy.
Przygotowywany od dziewięciu lat raport nie był całkowitym zaskoczeniem, bo tabu w sprawie zakonnych sierocińców, szkół i internatów w Irlandii zostało złamane pod koniec lat 90. przez kilka wstrząsających reportaży telewizji, a
Kościół już przed kilku laty przestał zaprzeczać oskarżeniom.
Irlandzki rząd w 2002 r. zawarł z Kościołem porozumienie gwarantujące zakonom ochronę przed pozwami cywilnymi ze strony ofiar w zamian za przekazanie państwu przez władze kościelne gotówki i dóbr materialnych wartości 127 mln euro.
Resztę odszkodowań wziął na siebie
budżet państwa, bo powierzone zakonom ośrodki (pozamykane w latach 90.) były formalnie nadzorowane przez ministerstwo edukacji, które kierowało do nich dzieci. Jak się potem okazało, skala molestowania przerosła najczarniejsze przewidywania rządu, który w 2002 r. spodziewał się maksymalnie 300 mln euro odszkodowań, a wypłacił do dziś już ponad 800 mln euro. Ta suma wkrótce wzrośnie do grubo ponad miliarda - bo choć uznano już roszczenia ok. 12,5 tys. ofiar irlandzkich braci i sióstr zakonnych, to na rozpatrzenie czeka kolejne dwa tysiące wniosków.
- Rozpatrujemy zwiększenie pomocy, ale wolimy rozmawiać bezpośrednio z poszkodowanymi. Renegocjacja porozumienia z rządem z 2002 r. wzbogaciłaby tylko kieszeń państwa, a nie ofiar - ogłosiła przed kilkoma dniami siostra Marie Ann O'Connor, szefowa Konferencji Zakonnej Irlandii (CORI) zrzeszającej m.in. 18 zakonów oskarżanych o molestowanie.
Zakonnicy opowiadają mediom, że postulaty premiera Briana Cowena, który chce zwiększenia ich udziału w odszkodowaniach, grożą im bankructwem (pozwy ofiar molestowania wykończyły finansowo kilka diecezji w
USA). - Czy tego chcą katoliccy Irlandczycy? - pytają w mediach.
Upór władz zakonnych wywołuje wściekłość nie tylko wielu Irlandczyków, którzy z własnych podatków płacą za grzechy zakonników, ale wywołuje też ogromne niezadowolenie diecezjalnych władz Kościoła w Irlandii. - Nie wierzcie ani jednemu słowu o ich ubóstwie! Bądźcie przygotowani na twardą walkę, bo bez zastosowania jakiejś formy przymusu nie uzyskacie od zakonów dodatkowych odszkodowań - apeluje ks. Thomas Doyle, działacz na rzecz ofiar Kościoła.
Za renegocjacją porozumienia o odszkodowaniach opowiedział się m.in. irlandzki prymas kard. Sean Brady oraz abp Diarmuid Martin z Dublina - zaufany współpracownik Benedykta XVI, który po objęciu stołecznej diecezji w 2004 r. zdecydował o pełnej współpracy Kościoła z komisją przygotowującą raport o molestowaniu. Prawo kanoniczne daje jednak zakonom szeroką autonomię wobec biskupów, którzy nie mogą ingerować w ich finanse. Dlatego w Irlandii pojawiają się nawet pomysły uchwalenie ustawy o nacjonalizacji części zakonnych majątków oraz spieniężenia ich na rzecz odszkodowań.
- Zróbcie coś. Rząd i premier mają przecież jakąś władzę w tym kraju. Mam dość słuchania o tych kruczkach w kościelnym prawie. Oni muszą zapłacić! - apelował niedawno 72-letni Michael O'Brien, który w wieku ośmiu lat trafił do zakonnej szkoły zawodowej, gdzie był systematycznie gwałcony i bity. Irlandzkie organizacje pozarządowe wzywają też władze do przyspieszenia procesów karnych wobec żyjących sprawców.