Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Zadrożny jest niewidomy. Mieszka w Warszawie. Dotychczas zawsze chodził na wybory z zaufaną osobą, która na karcie do głosowania stawiała krzyżyk przy nazwisku jego kandydata.
7 czerwca pójdzie na wybory sam. Nie zgodzi się, by inny wyborca mu pomógł. - Jest przecież zasada tajności. Poproszę komisję o zaświadczenie, że nie zagłosowałem. Złożę protest wyborczy - planuje. I namawia inne osoby niewidome, by wzięły udział w - jak to nazywa - eksperymencie wyborczym.
Polski Związek Niewidomych szacuje, że w Polsce jest 200-240 tys. niewidomych. - Największy problem z oddaniem głosu mają samotni, którzy nie mają kogo poprosić o asystowanie przy wyborach. A prawo zabrania, by mężowie zaufania albo członkowie komisji pomagali niewidomym. Samotne osoby nie głosują - mówi Zadrożny.
Nie chce szacować, ile osób włączy się do protestu - kilka czy kilkanaście tysięcy. - Chcę pokazać, że problem istnieje. Nie zrobiono nic, by go rozwiązać - mówi. Wspólnie ze znajomymi od początku 2008 r. proponował Krajowemu Biuru Wyborczemu rozwiązanie z Wielkiej Brytanii: blankiety z wyciętymi małymi kwadracikami. Kładzie się je na karcie do głosowania, odlicza kwadraciki i stawia krzyżyk przy nazwisku wybranego kandydata. Wystarczy, że niewidomy zna jego numer na liście. Takie blankiety muszą być przygotowane dla każdego okręgu wyborczego, bo w każdym okręgu karta do głosowania jest inna.
- W Polsce natknęliśmy się na bezwład urzędników. A przecież wystarczyło, by w lokalu wyborczym był jeden szablon z kwadracikami. To nie są duże koszty - przekonuje Zadrożny.
W proteście, do którego namawia, weźmie też udział Paweł Wdówik, niewidomy kierownik biura ds. osób niepełnosprawnych na Uniwersytecie Warszawskim. - Pójdę sam, poproszę o kartę wyborczą i zapytam, jak mam zagłosować - zapowiada. Przy okazji innych wyborów miał swojego faworyta na listach pewnej partii prawicowej. Jego żona głosowała wtedy na Platformę Obywatelską. - Mówiła mi, że chyba nie da rady postawić krzyżyka na mojej karcie. Oczywiście wiem, że skreśliła, jak chciałem. Ale każdy ma prawo do tajności głosowania. W przypadku osób niewidomych tajność to fikcja - stwierdza.
Beata Tokaj, dyrektor zespołu prawnego i organizacji wyborów w Krajowym Biurze Wyborczym, zapewnia, że zrobiono wszystko, by ułatwić osobom niepełnosprawnym głosowanie. - Ale my nie mamy inicjatywy ustawodawczej, a do wprowadzenia nakładek, jakich domagają się niewidomi, potrzebna jest zmiana prawa - mówi. Potwierdza, że mężowie zaufania i członkowie komisji nie mogą pomagać przy wypełnianiu karty wyborczej. Niewidomym radzi przyjść na wybory z bliską, zaufaną osobą, ewentualnie w lokalu poprosić o pomoc innego wyborcę.
A co, jeżeli protestów wyborczych osób niewidomych będzie bardzo dużo? - Jeżeli sąd dojdzie do wniosku, że w danym okręgu mogło to wpłynąć na wynik wyborów, może tam wybory unieważnić - stwierdza Beata Tokaj.
Zadrożny nie boi się oskarżeń o to, że przez jego protest wybory mogą gdzieś zostać unieważnione. - To przecież nie byłaby moja wina. To tak, jakby ofiarę morderstwa obwiniać o to, że podatnicy ponoszą koszty osadzenia w więzieniu mordercy - kwituje. I dodaje: - Chcę, aby moje podstawowe prawa były respektowane.
Anna Woźniak-Szymańska, prezes Polskiego Związku Niewidomych: - Radzimy sobie w życiu. Wielu z nas skończyło studia, jeździmy sami po świecie. To absurd, że nie możemy sami zagłosować.