Kaczyński zaprosił dziś do Pałacu Prezydenckiego filmowców i dziennikarzy, którzy chcą zablokować wejście w życie uchwalonej tydzień temu nowej ustawy medialnej (czeka jeszcze na Senat).
W spotkaniu wzięli udział m.in. przedstawiciele: Stowarzyszenia Tłumaczy Audiowizualnych, Związku Pracodawców Mediów Publicznych, Związku Polskich Artystów, Stowarzyszenia Architektów RP, Filmowców Polskich, Związku Kompozytorów Polskich, Związku Artystów Scen Polskich, Związku Polskich Autorów i Kompozytorów, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenia Aktorów Filmowych, Związku Producentów Audio-Video, Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego oraz Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych.
Goście prezydenta nie ukrywali, że Lech Kaczyński pozostaje ich jedynym sojusznikiem.
Bo jeżeli skieruje ustawę do Trybunału Konstytucyjnego - a tak twierdzi jego otocznie i wynika to ze słów samego prezydenta - to utknie tam ona na wiele, wiele miesięcy. TK jest zawalony ustawami, których konstytucyjność ma zbadać.
Prezydent ma do ustawy takie same zastrzeżenia, jak dzisiejsi goście.
Krytykuje likwidację z abonamentu i zastąpienie go finansowanym z budżetu państwa Funduszem Zadań Publicznych (w wysokości ponad 900 mln zł rocznie). Prezydent ma wątpliwości, czy Komisja Europejska zgodzi się na taką formę pomocy publicznej. To będzie jasne po wejściu w życie ustawy, bo dopiero wtedy można wystąpić do KE o zgodę.
Nie podoba mu się przekształcenie regionalnych oddziałów
TVP w spółki skarbu państwa, bo "mogą się po prostu nie utrzymać".
Kwestionuje zapisy dotyczące
KRRiT, bo ustawa zmienią ją w organ opiniodawczy.
Goście prezydenta apelowali, by nie podpisywał "niedobrej ustawy, która prowadzi do likwidacji mediów publicznych", by z TVP pozbyć się b. neonazisty prezesa Piotra Farfała. - Najszybciej można to zrobić odrzucając sprawozdanie KRRiT. Bo uchwalenie tej ustawy, to jakby zrzucić bombę na Woronicza i liczyć, że wśród 10 tys. zabitych będzie i Farfał - mówił szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski.
Sprawozdanie KRRiT leży w Sejmie od 31 marca. Sejm i Senat jest za jego odrzuceniem. Jeśli zrobiłby to i prezydent, KRriT automatycznie przestałaby istnieć. Wtedy trzeba by było powołać nową, a ta wybrałaby nowe rady nadzorcze TVP i Polskiego Radia, a te nowe zarządu. To byłby koniec Farfała w TVP.
Ale nową KRRiT trzeba by wybrać na postawie starej, czyli dziś obowiązującej ustawy. Ta powiada, że pięcioosobowa KRRiT (dwie osoby rekomenduje prezydent, dwie Sejm, jedną Senat) podejmuje decyzje większością 4 głosów. - A to oznacza, że "ludzie" prezydenta musieliby się dogadać z "ludźmi" PO,
PSL i
SLD. A biorąc pod uwagę obecną wojnę między
PiS, prezydentem a rządem jest to mało realne - mówi polityk Platformy - a to oznacza, że KRRiT mogłaby nie być w stanie podjąć żadnej decyzji, więc Farfał rządziłby telewizją publiczną nadal.
- Prezydent na pewno nie dopuści do sytuacji, w której wejdą w życie przepisy zmierzające do likwidacji czy całkowitej marginalizacji mediów publicznych - podsumował spotkanie Andrzej Duda z Kancelarii Prezydenta.