Serwis ten to angielskojęzyczny odpowiednik Naszej-klasy. Kiedyś prezydent Nicolas Sarkozy występował tam w garniturze, stojąc obok francuskiej flagi. To samo zdjęcie wisi w wielu budynkach publicznych we Francji. Od kilku dni zamiast tego jest zdjęcie w białej, rozpiętej koszuli.
Nadal można tam przeczytać przemówienia Sarkozy'ego, ale oprócz tego informuje on Francuzów np. o tym, co ostatnio czyta i jakie filmy ogląda. Najwyraźniej gustuje w klasyce. 20 maja napisał, że czyta Guy de Maupassanta, a oglądał Charliego Chaplina.
Na tym nie koniec. Hitem są nagrania, na których pokazuje się półprywatnie. Na jednym, nagranym przy okazji spotkania pierwszej damy Carli Bruni-Sarkozy z czytelniczkami tygodnika "Femme Actuelle", można zobaczyć, jak on prawi jej komplementy, a ona głaszcze go po ręce, a na koniec mówi do niego: "Mon chou chou" (dosłownie: moja kapustko, mniej dosłownie: kochanie, kotku). Na innym filmiku prezydent opowiada o swoich psach Clarze (przywiezionej z wizyty w Quebecu) i Dumbledore.
Sarkozy i jego ekipa zdecydowali się na ten nowy image w internecie, bo - jak powiedział tygodnikowi "L'Express" jeden z doradców prezydenta - "przegraliśmy batalię w sieci". Internet jest głównym miejscem, gdzie anonimowi niezadowoleni wyborcy pozwalają sobie obrażać i ostro krytykować prezydenta.
Batalię o serca internautów przegrywa też jego partia UMP. Według badań Linkfluence cytowanych przez "L'Express" ma 221 strony własne i zwolenników, podczas gdy opozycyjni socjaliści 570. Na forach internetowych słowo "PS" (jak Partia Socjalistyczna) cytowane jest sześć razy częściej niż UMP. Dlatego nie tylko Sarkozy będzie miał nowe strony w internecie. W czerwcu zadebiutować ma gouvernment.fr, na jesieni nowa strona UMP. Także Carla Bruni, która założyła fundację mającą promować kulturę i edukację ma już ekipę pracującą nad stroną carla.fr.
Profile na Facebooku ma wielu francuskich polityków, ale żaden nie może się równać z profilem prezydenta, który ma już ponad 111 tys. zwolenników, nie tylko z Francji, lecz także np. z Polski. To oczywiście nie tylko zwolennicy, lecz także po prostu ci, którzy chcą być informowani o działalności prezydenta.
- Nie podoba mi się takie eksponowanie swojego życia prywatnego, by stać się bardziej popularnym. Faktem jest natomiast, że Sarkozy przywrócił Francję Europie, wnosi nowe pomysły, nową krew. Chcę więc, by informował mnie o swojej działalności - mówi jeden z polskich zwolenników prezydenta i poważny analityk, który prosi, by nie wymieniać jego nazwiska.
Z możliwości promowania się na internetowych serwisach społecznościowych korzystają od dawna politycy amerykańscy, np. na stronie prezydenta Baracka Obamy na Facebooku 6 mln ludzi zadeklarowało się jako jego fani.
W Europie tego typu profile przywódców to nadal nowość. Na Facebooku są m.in.
Angela Merkel i
Donald Tusk, ale nie są to na bieżąco aktualizowane strony. Mają tylko po kilkuset lub kilka tysięcy zwolenników. I absolutnie nie zawierają informacji z życia prywatnego przywódców.
Politycy na Facebooku:
http://www.facebook.com/nicolassarkozy
http://www.facebook.com/barackobama
http://www.facebook.com/pages/Donald-Tusk/50110940643