Choć Berlusconi kontroluje jako właściciel trzy największe kanały prywatnej telewizji we Włoszech i jako premier ma wpływ na publiczną telewizję RAI, to nie zdołał zdusić publicznej debaty o swych związkach z Noemi Letizią.
Kiedy przed blisko miesiącem sfotografowano go na 18. urodzinach tej neapolitanki, a 73-letni premier zaczął niejasno tłumaczyć się, że wizyta była związana z wyborami, opozycyjny
dziennik "La Repubblica" oskarżył go o mataczenie i zwodzenie opinii publicznej. - Złożę pozew o rozwód. Nie mogę żyć z ponad 70- letnim mężczyzną, który składa wizyty małoletnim - oświadczyła niedawno na łamach "La Repubbliki" żona premiera Veronica Lario.
Gazeta dwa tygodnie temu postawiła Berlusconiemu dziesięć pytań dotyczących związków z małoletnią modelką, a ponieważ ten odmawia odpowiedzi, przedrukowuje je codziennie na marginesie kolejnych artykułów o premierze. Dziennik zapewnia, że chce wyjaśnić stan zdrowia premiera i jego zdolność do kierowania państwem. Skąd wątpliwości? Powołując się na opinie profesorów geriatrii, "La Repubblica" sugeruje, że Berlusconi może wykazywać "obsesyjne zachowania na tle seksu", co u starszych mężczyzn bywa wynikiem "psychopatologicznej degeneracji osobowości o rysach narcystycznych".
- Premier państwa plącze się w publicznych wyjaśnieniach. Zadaniem prasy jest to wyjaśnić. To test uczciwego dziennikarstwa - tłumaczy szef "La Repubbliki" Ezio Mauro, którego kancelaria premiera oskarżyła o niepohamowaną zazdrość o sukcesy rządzącej centroprawicy i wszczęcie kampanii nienawiści.
Choć inne włoskie gazety są nieco powściągliwsze w atakach na Berlusconiego, to także bezlitośnie wytykają mu sprzeczności w wyjaśnieniach na temat Noemi. Wyjątkiem są w pełni lojalne wobec premiera gazety należące do koncernu Berlusconich.
Choć premier początkowo tłumaczył, że odwiedził dom Noemi pod Neapolem (ta nazywa go "tatuśkiem") wyłącznie z powodu ojca uczestniczącego w przygotowaniach do eurowyborów, to nawet lokalni politycy Ludu Wolności (PDL) - partii Berlusconiego - mieli trudności z potwierdzeniem tej wersji. Natomiast znaleźli się świadkowie, których zdaniem jesienią ub.r. 17-letnia wówczas Noemi towarzyszyła Berlusconiemu podczas rządowego przyjęcia w Rzymie.
"La Repubblica" dotarła przed kilkoma dniami do byłego chłopaka Noemi - 22-letniego Gino Flaminio. Twierdzi on, że Berlusconi wielokrotnie wydzwaniał do dziewczyny, aby wyrazić zachwyt z racji jej "anielskiej twarzy", a potem zaprosił ją na ostatniego sylwestra do swej posiadłości na Sardynii. Okazało się - relacjonuje Flaminio - że Noemi dołączyła tam do 30-40 innych pięknych młodych kobiet. Wprawdzie obrońcy Berlusconiego podważają wiarygodność Flaminio, ale wczoraj "La Repubblica" przytoczyła zapewnienia zastrzegającej anonimowość ciotki Noemi, że "Flaminio mówi samą prawdę".
Włoska centrolewica, która wciąż nie potrafi otrząsnąć się z ubiegłorocznej klęski wyborczej, przyjęła skandal wokół Berlusconiego jako szansę na uszczknięcie mu choćby kilku procent poparcia. - Czy pozwolilibyście, aby wasze dzieci wychowywał taki człowiek jak
Silvio Berlusconi? - pytał przedwczoraj Dario Franceschini, szef opozycyjnej Partii Demokratycznej (PD). Jednak tak personalny atak na premiera wywołał niesmak nawet u części lewicowych publicystów, a troje spośród pięciorga dzieci Berlusconiego po raz pierwszy publicznie stanęło w obronie jego dobrego imienia. - Jak on śmie? Franceschini swoimi słowami obraża także mnie jako córkę głęboko dumną z ojca - stwierdziła Marina Berlusconi.
Premier, który jako lokomotywa PDL startuje do Parlamentu Europejskiego, by potem zrzec się mandatu, zapewniał wczoraj Włochów, że nie miał "nieczystych relacji z małoletnimi". - W przeciwnym razie podałbym się do dymisji - deklarował.
Afera, którą żyją
Włochy, na razie nie zaszkodziła notowaniom Berlusconiego. Najnowsze sondaże dają PDL 40 proc. poparcia, a Partii Demokratycznej - 26 proc.