Kiedy sławni pisarze i publicyści Mario Vargas Llosa, jego syn Alvaro, były meksykański szef
MSZ Jorge Castaneda, publicysta Enrique Krauze, Boliwijczyk Jorge Quiroga i Kolumbijczyk Plinio Apuleyo Mendoza przybywali do Caracas na konferencję poświęconą perspektywom demokracji w Ameryce Łacińskiej, zatrzymywano ich na lotnisku, ostrzegano, by w czasie pobytu milczeli na temat reżimu Chaveza. Niektórym nawet odebrano paszporty.
- Przetrzepano mi bagaż w poszukiwaniu materiałów wywrotowych. Uprzejmie ostrzeżono, że jako obcokrajowiec nie mam prawa się wypowiadać o polityce - mówił peruwiański pisarz Vargas Llosa. - Równie uprzejmie wyjaśniłem, że w ojczyźnie Simona Bolivara, wyzwoliciela Ameryki Południowej, nikt nie może ograniczać mojej swobody wypowiedzi - dodał autor "Rozmów w katedrze".
Na konferencji w Caracas Peruwiańczyk nie gryzł się w język: -
Wenezuela dryfuje w stronę dyktatury komunistycznej, takiej jak kubańska. Dowody to ograniczanie swobód, np. wolności prasy, prześladowanie dziennikarzy, gubernatorów i burmistrzów z opozycji, ograniczanie ich władzy itd.
- Socjalizm XXI wieku Hugo Chaveza to największe zagrożenie dla wolności w Ameryce Łacińskiej - sekundował mu Jorge Quiroga. - Ograniczanie praw człowieka postępuje w Wenezueli. Potwierdzają to Human Rights Watch, Amnesty International, Organizacja Państwa Amerykańskich - mówił Jorge Castaneda.
W końcu do kontrataku przystąpił sam Chavez, którego propagandziści przez kilka dni atakowali konferencję o demokracji jako "sabat sępów i skrajnej prawicy". Dla uczczenia 10-lecia swojego programu "Halo, Panie Prezydencie!" Chavez rozpoczął w czwartek czterodniowy telewizyjny maraton na żywo.
Dotąd przez 10 lat poprowadził 330 "Halo". Każde trwało kilka godzin, najdłuższe - 8 godz. i 15 min. Czwartkowe było nieco krótsze, bo pięciogodzinne. - Szykujcie się! Takiego programu jeszcze nie było, będzie jak telenowela w odcinkach. Wszystko tam będzie: i debata, i krytyka, i śpiewanie - zapowiedział prezydent.
Z mocy prawa pogadanki Chaveza muszą być nadawane przez wszystkie kanały telewizyjne i radiowe - jeśli tylko zażąda tego prezydent. W razie odmowy grożą wysokie grzywny, zawieszenie albo nawet wyłączenie sygnału. Czwartkowy odcinek telenoweli nadały wszystkie cztery kanały publicznej telewizji.
Chavez był w świetnej formie i od razu potwierdził, że są powody, by się go bać. Zażądał od prokuratury, ministrów i sędziów zamknięcia ostatniej niezależnej telewizji prywatnej Globovision: - Dosyć tego trucia ludzi nienawiścią. To sprawa zdrowia publicznego. Pani prokurator Ortega, nie rozumiem. Gdzie pani widziała, by ktoś w telewizji mówił, że prezydent będzie wisiał i nie poszedł siedzieć?! Panie ministrze Cabello, ja czekam. Róbcie, co do was należy, a jak nie, to proszę do dymisji i przyjdzie ktoś odważny. Albo ja sam to zrobię, nic mnie nie obchodzi, co powiedzą. Mnie obchodzi Wenezuela!
W poprzednich latach Chavez używał telewizji do ogłoszenia budowy socjalizmu XXI w., zapowiedział czystkę w państwowym monopolu naftowym PDVSA w 2003 r., pozbywając się stamtąd kilkunastu tysięcy najlepszych fachowców. Także z ekranu telewizora rok temu kazał ministrowi obrony wysłać armię nad granicę z Kolumbią, gdy jej rząd zdemaskował jego tajną współpracę z narkopartyzantką FARC. Przez lata niemal co tydzień wykrywał spiski na swoje życie, mieszał z błotem wrogów i sługusów imperializmu oraz wymyślał prezydentowi
USA George'owi Bushowi od faszystów.
Z ekranów telewizora prowadził też manewry wojskowe, inaugurował inwestycje, opowiadał dowcipy, gawędził o sporcie, kuchni, rodzinie, dzwonił do wybranych na chybił trafił obywateli, dzielił się swoimi kłopotami z niestrawnością i z zapałem śpiewał pieśni ludowe, których zna bez liku.
- To z pewnością najbardziej medialny z latynoskich władców - uważa socjolog Tulio Hernandez. - Czterodniowy maraton ma za zadanie budować mit człowieka o niebywałej sile i woli, który się nie męczy, nie śpi i jest prawdziwym herosem.
Na koniec pierwszego odcinka Chavez zadzwonił do swojego ministra kultury i kazał mu zaprosić do "Halo, Panie Prezydencie!" intelektualistów zebranych na konferencji w Caracas: - Dam im trybunę. Usunę się, wy dyskutujcie, socjaliści i prawica, a ja sobie siądę wśród publiczności. No co? Przyjmą zaproszenie?