Były arcybiskup Mediolanu Carlo Maria Martini przez wiele lat uchodził za papabile, czyli poważnego kandydata na
papieża po śmierci
Jana Pawła II. Jednak kardynał dowiedział się, że cierpi na chorobę Parkinsona i odszedł na emeryturę w 2002 r., wyjechał do Jerozolimy, a podczas ostatniego konklawe jako przywódca frakcji kościelnych "liberałów" popierał mediolańskiego kard. Dionigiego Tettamanziego. Teraz wypowiada się na temat Kościoła głównie za pomocą książek.
- Uradowała mnie dobroć, z jaką
Ojciec Święty zdjął ekskomunikę z czterech biskupów lefebrystów. Myślę jednak, że jest w Kościele bardzo dużo osób, które cierpią, ponieważ czują się marginalizowane i że należałoby pomyśleć także o nich. Mam tu na myśli przede wszystkim tych rozwiedzionych, którzy zawarli nowy związek - mówi kard. Martini w wydanym właśnie książkowym wywiadzie "Siamo tutti nella stessa barca" ("Wszyscy siedzimy w tej samej łodzi").
Kościół zakazuje rozwodnikom żyjącym w powtórnych związkach m.in. przystępowania do komunii, ale kard. Martini przekonuje, że ta kara nie powinna być stosowana wobec wszystkich: - Niektórzy z rozwiedzionych podjęli nową odpowiedzialność wobec dzieci z drugiego małżeństwa. I nie mają powodu, aby się z niej wycofać. Uważam, że Kościół powinien znaleźć rozwiązanie dla takich osób.
Martini jest jedynym tak wysokim rangą hierarchą, który w sprawie rozwodników głośno wyraża myśli wielu katolickich teologów nawiązujących m.in. do nauczania Kościołów prawosławnych. Prawosławni z jednej strony podzielają katolicką naukę o sakramencie małżeństwa, ale jednocześnie "praktykują zasadę miłosierdzia" i - nie pochwalając rozwodów - dopuszczają powtórne związki rozwiedzionych. Mówią, że ich poprzednie małżeństwa mogły nieodwracalnie "obumrzeć" wskutek słabości i grzechów.
Watykanowi jest niezręcznie polemizować z byłym rektorem papieskiego uniwersytetu Gregorianum, wybitnym biblistą oraz kardynałem, czyli - formalnie - członkiem grona najbliższych współpracowników papieża. Dlatego kuria rzymska przyjęła wobec Martiniego taktykę milczenia, przy którym wytrwała nawet po ubiegłorocznej krytyce kardynała wobec żelaznego zakazu antykoncepcji.