O kogo chodzi? Np. o Olgę Zeninę, która ma 11 lat. Z mamą Ziną Duszko jest w Polsce od kilku miesięcy. We wrześniu, jeszcze we Lwowie, Olga usłyszała diagnozę jak wyrok - białaczka. Ukraińscy lekarze mówili, że nie mogą pomóc. Zrozpaczona matka zaczęła szukać pomocy za granicą. Dziewczynkę zgodził się przyjąć Dziecięcy Szpital Kliniczny w Lublinie. Koszt leczenia oszacował na ok. 300 tys. zł.
Zina, wykładowca akademicki, sprzedała mieszkanie, meble,
samochód, biżuterię. Uzbierało się 150 tys. zł, czyli połowa. Wpłaciła ją na konto szpitala. Olga przeszła trzy chemioterapie. - Rokowania są bardzo dobre - mówi Agnieszka Osińska, rzeczniczka szpitala. Historia Ukrainek poruszyła szpital i okolicę. Pani Duszko dostała bezpłatny pokój w przyszpitalnym hotelu i posiłki. Wciąż jednak nie ma brakujących 150 tys. zł. I nie ma już czego sprzedać. - Leczenia nie przerywamy, ale mama Olgi musi wpłacić całą kwotę. Szpital rozlicza się z każdej złotówki - mówi Osińska.
To jedna z wielu spraw, którymi zajmuje się nowa fundacja Proksenos. Jej podopieczni to głównie Ukraińcy pracujący w Polsce, często nielegalnie. Kajetan Wróblewski: - W Polsce jest przynajmniej 300 tys. Ukraińców. Wielu nielegalnie. Zorientowaliśmy się, jak wiele ich osobistych tragedii rozgrywa się tutaj. Choroba czy wypadek to dla nich gigantyczne kłopoty i trauma. Ich problemów nie rozwiązuje żadna instytucja, bo przecież "nielegalni" są dla urzędników niewidzialni.
Tak było w przypadku Swietłany Jakowlewej z Wołomina, chorej na raka Ukrainki z czwórką dzieci, której historię opisaliśmy w "Gazecie". Czytelnicy złożyli się na jej leczenie, prawie 70 rodzin jest gotowych zaadoptować jej dzieci, a społecznicy z grupy, która założyła Proksenos, doprowadzili do tego, że Swietłana i jej dzieci otrzymały polskie obywatelstwo.
Pomogli też 21-letniej Oksanie Prots, poparzonej od wybuchu gazu w wynajmowanym warszawskim mieszkaniu. Udało się zapewnić Oksanie leczenie.
Swietłana Jakowlewa jest dziś jedną z założycielek fundacji. Oprócz niej i Wróblewskiego w grupie założycielskiej jest jeszcze 12 osób z Warszawy i okolic. Wśród nich lekarka Beata Puchała z Wołomina, która alarmowała o historii Swietłany; inżynier Beata Chojnacka, która z wdzięczności za udaną operację syna stała się społeczniczką; bazylianin o. Piotr Kuszka; szef Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma; Agnieszka Wyszyńska, lekarka lecząca młodego Witalija, który miał być kierowcą autobusów, ale wykryto u niego zaawansowaną chorobę nerek.
Nazwa fundacji nawiązuje do starożytnej Grecji - proksenosem nazywano w niej obywatela polis, który opiekował się przybyszami z innego miasta-państwa. Członkowie fundacji też odczuwają taką powinność.
- Słyszę zarzuty, że pomagamy Ukraińcom, którzy są tu nielegalnie, nie płacą podatków, a my kierujemy ich do naszych szpitali, które ledwo sobie radzą, i jeszcze namawiamy Polaków, by zbierali pieniądze na leczenie przybyszów - wylicza Wróblewski. - Odpowiadam, że wpłaty są dobrowolne, że jeśli nie będziemy zbierać pieniędzy, to ci ludzie i tak trafią do szpitali i spowodują długi, które obciążą nas wszystkich. Pomagamy też dlatego, że każdy Ukrainiec w tarapatach wyrzucony z Polski to wyborcze głosy nie za NATO i Unią, tylko za Rosją. Poza tym człowiekowi w potrzebie po prostu należy pomóc.
Fundacja nie będzie się zajmować tylko doraźną pomocą. - Chcemy wywalczyć zmianę niehumanitarnego prawa - mówi Wróblewski. - Chodzi o absurdalny przepis, który dobrowolnie ujawniających się nielegalnych imigrantów każe deportować z kilkuletnim zakazem wjazdu do Polski. Bez względu na ich sytuację materialną czy zdrowotną.
Pieniądze dla Olgi Zeniny można wpłacać na konto:
Caritas Polska, Bank PKO BP SA 70 1020 1013 0000 0102 0002 6526 z dopiskiem: dla Olgi. E-mail do fundacji:
proksenos@gazeta.pl