http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielka Brytania do naprawy

Jacek Pawlicki
2009-05-28, ostatnia aktualizacja 2009-05-27 17:39

Przywódcy trzech głównych partii przedstawili wczoraj propozycje reform, które mają wzmocnić Brytanię. Z fazy posypywania głowy popiołem po grzechach przeszli więc płynnie do snucia wizji i obietnic

Gordon Brown
Fot. Clive Gee AP
Gordon Brown
To znak, że świat brytyjskiej polityki wychodzi z kryzysu, w jaki wpędziła go afera z nadużywaniem przez posłów systemu refundacji ich wydatków. Skandal odsłaniany od 8 maja przez "Daily Telegraph" podważył wiarygodność polityków i nadszarpnął autorytet Izby Gmin, Izby Lordów i rządu.

Nie bez kozery artykuł o politycznych konsekwencjach afery z wydatkami posłów "The Economist" zilustrował rysunkiem tonącej wierzy zegarowej z Big Benem, która jest częścią Pałacu Westminsterskiego, gdzie mieści się parlament.

W zeszłym tygodniu wraz z wymuszoną dymisją przewodniczącego parlamentu okazało się raz jeszcze, że najlepszy parlament jest jednocześnie najbardziej pazerny, a jego posłowie żądali zwrotu pieniędzy niemal za wszystko: od karmy dla psów i korków do wanny, poprzez sztuczne wyspy dla kaczek, do kosztownych remontów domów.

Jak pokazują sondaże, na skandalu skorzystała antyeuropejska Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, która jest za wystąpieniem Wielkiej Brytanii z UE i położeniem kresu imigracji.

Ale wczoraj powiało optymizmem. We wspólnym artykule w "The Independent" premier Gordon Brown z Partii Pracy, przywódca torysów David Cameron oraz szef Liberalnych Demokratów Nick Clegg proponują swoje wizje reform politycznych.

Cameron obiecuje, że jeśli wygra wybory, to zaproponuje m.in. ograniczenie władzy premiera poprzez odebranie prawa wyznaczania daty wyborów. Premier rozpisuje je, kiedy mu pasuje w ramach kadencji. Cameron chce wzmocnić Izbę Gmin, zmniejszając liczbę deputowanych o 10 proc. (dziś jest ich 646) i dając im możliwość głosowania zgodnie z sumieniem, a nie dyscypliną partyjną. A gminom chce dać więcej władzy i możliwość przeciwstawiania się w niektórych obszarach decyzjom Londynu.

Obietnice premiera nie są aż tak szczegółowe. Mówi on o większej przejrzystości w rozliczaniu polityków i reformie wydatków posłów. Chce wzmocnić lokalny szczebel administracji i zwiększyć uprawnienia Izby Gmin. Detale mają być znane za kilka tygodni.

Najradykalniejszy jest Clegg: "Potrzebujemy rewolucji - możliwości wyrzucania deputowanych z parlamentu, sprawiedliwego systemu głosowań, skończenia z Izbą Lordów, zwiększenia władzy dla parlamentu, by mógł kontrolować rząd, i wyplenienia brudnych pieniędzy z polityki". Jego zdaniem pieniądze mają zbyt duży wpływ na politykę. Proponuje więc ograniczenie dotacji dla partii bo - jak pisze - polityka powinna być konkurencją idei, a nie budżetem reklamowym.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':