http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Powracający zawracają

Violetta Szostak, współpraca Natalia Mazur
2009-05-31, ostatnia aktualizacja 2009-06-02 13:54

- Jest pan normalny - pocieszył psychiatra. - To tylko zaburzenia adaptacyjne. Zdarzają się wracającym z emigracji

- Wracaliśmy z nadzieją, mieliśmy power taki... To była chyba jednak zła decyzja ten powrót - mówią Ewa i Łukasz, którzy wrócili ze Szkocji do Szczecina
Fot. Cezary Aszkiełowicz
- Wracaliśmy z nadzieją, mieliśmy power taki... To była chyba jednak zła...
Rok temu byli w Dublinie, Edynburgu, Londynie...

Dzisiaj Grzegorz siedzi na walizkach w Zgorzelcu, Ewa pisze list do prezydenta Szczecina, Łukasz dowiaduje się, że jest normalny, a Mariusz kosi trawę w Chełmie. Jakie są losy Polaków, którzy wrócili z emigracji

Grzegorz: W szachy nie zagrałem, psa nie kupiłem

Grzegorz przez telefon: - Siedzę na walizkach. Czekam na telefon. Zadzwonią - to następnego dnia jadę. Do Niemiec, gdzieś pod holenderską granicę. Zbierać szparagi. Coś muszę robić, co nie?

Cztery miesiące temu wracał z Dublina do Zgorzelca, po trzech latach i tylko z jedną walizką. - Będę szukał pracy w Polsce. I kupię psa - mówił, gdy spotkaliśmy się w autobusie jadącym z Irlandii do Polski. - I zagram w szachy. W parku w Zgorzelcu jest taka szachownica - planował. Emigracji miał dość.

Emigrancka historia Grzegorza: zawala rok na studiach matematycznych, wyjeżdża zarobić do Dublina. Ponad dwa lata pracuje w sklepie, bierze nocki, nadgodziny. Któregoś dnia nie wstaje do pracy, po prostu ma dość. Pół roku nie pracuje, siedzi w pokoju w Dublinie, wciąga go gra komputerowa. Na koniec pakuje jedną walizkę, resztę rzeczy wyrzuca i wraca.

Spotykamy się w kwietniu w Zgorzelcu. - Dobrze, że przyjechałaś dzisiaj, bo właśnie po mnie zadzwonili, jutro rano jadę. Na te szparagi, na trzy miesiące - mówi. - Ja to już chyba całe życie będę tak jeździł...

Co było po powrocie do kraju?

- Najlepsza była droga do domu... Potem? Wino stało w butli, zrobione przez mamę, zlałem do butelek. W piwnicy trochę porządków porobiłem... I szukałem pracy.

Po tygodniu poszedłem do urzędu zameldować się jako bezrobotny, żeby mieć jakieś ubezpieczenie. Urzędniczki: "O, bezrobocie rośnie, rośnie, rośnie!". Tak gadały. I stałem z trzy godziny, ale wiesz, jak to w naszych urzędach, jedno okienko, wszystko tak wolno idzie.

W internecie na lokalnych stronach Zgorzelca dałem ogłoszenie: "Język angielski, niemiecki, praca biurowa lub w branży handlowej". Z jednej knajpy oddzwonili, że praca będzie. Miałem czekać. Czekałem, czekałem...

W markecie, szukali kogoś na pomocnika kierownika działu, 1600 zł, wziąłbym, bo nie widziałem nic lepszego. Poszedłem na rozmowę, ale dużo ludzi próbowało, kierownik nie wybrał mnie.

Rozglądałem się tu i tam. Przeszedłem się po mieście. Miałem nawet myśl, żeby zaczepić się w jakimś sklepie. W Dublinie nie miałem oporu, żeby z ulicy wejść i zapytać o pracę. Tu jednak nie zrobiłem tego, nie wiem dlaczego. Bo wiedziałem, że raczej nie będzie tej pracy? Bo jak już, to za marne pieniądze? A może gdzieś taka myśl: co znajomi powiedzą?

Moment paniki był. Po paru tygodniach. Gdy zobaczyłem, że tej pracy jednak nie ma. I zimą to miasto wyglądało tak... biednie. Nic się nie działo... Człowiek miał takie obawy, że tutaj nic nie będzie...

Ja nie oczekiwałem nie wiadomo czego. Może myślałem tylko, że jest... ciut lepiej. Trochę jednak straszne, że wciąż tak mało płacą. Miesiąc czeka się, żeby dostać 1000 zł, a tam... Dopiero jak wrócisz, to widzisz, jak ludzie dają się tutaj wykorzystywać.

Tak, mógłbym zadzwonić do Dublina i spytać szefa w sklepie, czy wciąż jest praca. Jest taka furtka. Ale tak wracać do pracy, z której się odeszło? Nie chciałbym.

Niektórzy pytali: - Dlaczego wróciłeś?

A ja nie chciałem tam przecież siedzieć całe życie, w wynajętym mieszkaniu, sam. Tu jest jednak dom, rodzina, jest do kogo wrócić. Ojczym jest chory, leży teraz w szpitalu. Żałuję, że tak długo tam siedziałem.

No i wiesz, ja nikogo tam nie znalazłem. A człowiek tak myśli, myśli, że ma już te lata, może już czas, żeby... żona, dziecko? Ja zawsze byłem anty, uważałem, że ludzie idą w to małżeńskie życie, bo tak wypada, ale teraz myślę, że może coś w tym jest. Czy po powrocie coś zrobiłem w tym kierunku? No jeszcze nie...

A teraz znajomych spotkałem, jadą na szparagi... Dobre pieniądze, podobno nawet z 2 tys. euro na miesiąc można zarobić. To pojadę, w tej chwili nie mam innej opcji... Wrócę z jakimiś pieniędzmi i będę szukał dalej. Może kumpel, który ma w Dublinie firmę komputerową, założy filię w Polsce, może mógłbym u niego pracować? Przecież coś tutaj chyba jeszcze będzie?

Źródło: Duży Format
  • 378 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Prosty scenariusz z nieoczekiwaną puentą

Fakt, panie władzo, wystąpiłam w filmie porno, w trójkąciku. On jeden i nas dwie. Fakt, dostałam za to 1200 zł, ale liczyłam na dyskrecję! A teraz, fakt, dostałam SMS. Mam zapłacić 500 zł, bo inaczej wpuszczą film do sieci. No jak tak można?!