http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Śmiercionośny coming out

Juliusz Kurkiewicz, dwutygodnik.com
2009-05-31, ostatnia aktualizacja 2009-05-27 16:13

Autobiograficzny komiks amerykańskiej lesbijki Alison Bechdel powstał jako wyraz buntu przeciw literaturze, a zarazem złożony jej hołd

Przekraczaj granice, zasypuj przepaście" - wzywał amerykański krytyk Leslie Fiedler w artykule opublikowanym w 1969 r. w "Playboyu". Był to jeden z manifestów postmodernizmu, zachęta do odrzucenia podziału na kulturę "wysoką" i "masową". Dziś mamy poczucie, że postulat Fiedlera był sformułowany na wyrost. Nabokov, Barth, Calvino, Eco, Rushdie - wszyscy pisali książki przeznaczone dla współczesnych arystokratów, których zamkiem jest biblioteka.

Nic nie stawia tego postulatu w bardziej dwuznacznym świetle niż przykłady ambitnego komiksu tworzonego przez wyrafinowanych artystów dla wyrafinowanych czytelników. Czy te komiksy, wieloznaczne i podejmujące na serio wstydliwe tematy tożsamości, winy i odpowiedzialności, nie są współczesnym odpowiednikiem "totalnych" powieści sprzed kilkudziesięciu lat? "Maus" Arta Spiegelmana wywołuje dziś podobne emocje, jakie przed laty wywoływały rozliczeniowe książki Hannah Arendt.

"Fun home" Alison Bechdel (2006) to - nawet na tym tle - przypadek szczególny. Powstał jako wyraz buntu przeciw literaturze, a zarazem złożony jej hołd, choć jego fabuła wcale tego nie zapowiada. Autobiograficzna opowieść Bechdel to historia śmiercionośnego coming outu. Ujawnienie się bohaterki jako lesbijki mogło być przyczyną samobójstwa jej ojca, też homoseksualisty, który miał kilkoro dzieci, całe życie przeżył w szafie, i w końcu został zdemaskowany przez żonę i córkę.

Komiks Bechdel jest nie mniej wyrafinowany niż cytowane w nim klasyczne dzieła literatury europejskiej i amerykańskiej. Zasypuje natomiast inną przepaść - między społecznym mainstreamem i queerowym undergroundem. Przed jego opublikowaniem Bechdel była znana wąskiej grupie fanów jako autorka serii komiksowych opowieści "Dykes to Watch Out For" (w wolnym tłumaczeniu - "Lesby, których należy się strzec") o codziennym życiu i erotycznych przygodach grupy lesbijek w mieście przypominającym Minneapolis. W "Fun home", który wzbudził aplauz głównych amerykańskich dzienników i zgarnął pokaźną pulę nagród, bynajmniej nie jedynie środowiskowych, dominuje temat kultury jako źródła cierpień.

Tytuł to skrót od "funeral home". Alison i jej bracia mają dwa domy - jeden to odziedziczony po dziadkach dom pogrzebowy niczym dwór z "Rodziny Addamsów", gdzie dokonuje się brutalna konfrontacja z tajemnicami ciała i śmierci. Drugi jest neogotyckim domiszczem, nieustannie remontowanym przez ogarniętego obsesją dekorowania i ogrodnictwa ojca. To tandetna scena, na której rozgrywany jest spektakl rodzinnego szczęścia, z ustawianiem się do fotografii przed niedzielnym wyjściem do kościoła. Właśnie w nim mieści się wielka biblioteka, narzędzie opresji i wyzwolenia.

Podobnie jak Jelinek w "Pianistce" Bechdel portretuje środowisko klaustrofobiczne i wsobne. W tym przypadku to nie Wiedeń i jego konserwatorium, ale prowincjonalna dziura w Pensylwanii, w której żyją bliżsi i dalsi krewni, a ostatecznym przeznaczeniem każdego jest wieczny odpoczynek na miejscowym cmentarzu. Również w tym domu pielęgnuje się artystyczne pasje, jedyne ujście dla emocji i namiętności, w życiu rodzinnym poddanych zamrożeniu.

Obraz rodzinnego szczęścia jako spektaklu ma wykładnię wulgarną. Ojciec bohaterki jest domowym tyranem, hipokrytą, który wymaga od innych, by zachowywali się jak marionetki, co nie przeszkadza mu zatrudniać w charakterze pomocy domowych młodych chłopaków, a nawet zwabiać do samochodu i upijać nastolatków, za co ostatecznie zostaje postawiony przed sądem. Podczas pogrzebu ojca Alison ma ochotę wykrzyknąć w twarz składającym kondolencje żałobnikom: "Zabił się, bo był skrytym, maniakalno-depresyjnym pedałem i nie potrafił żyć w tej zacofanej dziurze ani chwili dłużej".

Jednak samej autorce prawda wydaje się o wiele bardziej skomplikowana. Historii rodzinnej nie opowiada linearnie, ale w siedmiu rozdziałach-przybliżeniach, pokazujących wciąż te same wydarzenia, ale w innym świetle. Czy ojciec był molestowany w dzieciństwie? Czy był "homo", czy "bi"? Czy lesbijska "męskość" córki była rekompensatą gejowskiej "niemęskości" ojca? Czy - w końcu - osobista tragedia ojca nie była rodzajem ofiary, dzięki której córka mogła prowadzić życie bez kłamstw i niedomówień?

Młodość Bechdel przypadła na czas wielkiej zmiany. W komiksie pojawiają się echa walki o równouprawnienie mniejszości seksualnych pod koniec lat 60., afery Watergate, cytowana jest genderowa klasyka. Bohaterka, której udaje się uciec z domu, lekceważy podsuwanego przez ojca "Ulissesa" i odbywa własną odyseję, czytając feministyczne manifesty i spędzając czas w łóżku z kochankami. Tworząc po latach komiks, stawia jednak na to, co kiedyś odrzuciła jako kłamliwe pięknosłowie. Historia matki przypomina jej "Portret damy" Henry'ego Jamesa, a mówiący z prostackim akcentem ojciec - parweniusza Jimmy'ego Gatza, bardziej znanego jako Wielki Gatsby, który pod przebraniem zagubił samego siebie.

Literatura "kłamie", gdy ukazuje szofera Prousta pod postacią kapryśnej Albertyny, ale też mówi prawdę, pokazując nieostrość granic, zagadkowość i splątanie tożsamości. "W jednej z genialnych metafor Prousta dwa kierunki, które rodzina narratora może obrać - strona Swanna i strona Guermantes - są pierwotnie ukazane jako zupełne przeciwieństwa. Burżuazja i arystokracja, homo i hetero, miasto i wieś, seks i sztuka. Jednak na końcu powieści okazuje się, że oba kierunki zawsze miały ze sobą coś wspólnego" - pisze Bechdel w komentarzu, który biegnie równolegle do autobiograficznej opowieści zawartej w rysunkach.

Choć Bechdel pedantycznie odtworzyła dzieje swej rodziny, opierając się (tam, gdzie mogła) na fotografiach, "Fun home" jest jak najdalszy od ekshibicjonistycznego wyznania. Po części to sprawa samej formy. Komiks - nawet oparty na fotografiach - pozwala na natychmiastową identyfikację, ale też niesie dystans. Dzięki rysunkom wszystko zostaje przeniesione na inną płaszczyznę - baśniowości? nierzeczywistości? Podobnie jak odwołujące się do fotografii współczesne malarstwo Gerharda Richtera komiks Bechdel nie tyle "przedstawia", co raczej mówi o kłopotach z "przedstawianiem".

To, co najbardziej wstydliwe, zostaje w nim wypowiedziane za pośrednictwem literackich aluzji. Ale wcale nie dlatego, że ciężko to bez rumieńców wypowiedzieć wprost - opowieść Bechdel bywa przecież bardzo dosadna. Raczej dlatego, że każdy człowiek jest zagadką. U Bechdel zwycięża paradoksalna świadomość, że tylko literatura jest idealnym wehikułem do ujawniania i skrywania tajemnic serca. Nie mam wątpliwości, że również ten komiks jest znakomitą literaturą.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':