http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chavez prosi Brazylię o pomoc

Maciej Stasiński
2009-05-28, ostatnia aktualizacja 2009-05-27 16:08

Kryzys gospodarczy zmusza prezydenta Wenezueli do chodzenia po prośbie. Hugo Chavez zastawia rezerwy naftowe za potężne kredyty od Brazylii

Hugo Chavez (z lewej) i Lula da Silva na wtorkowym spotkaniu w Salvador da Bahia
Fot. HO REUTERS
Hugo Chavez (z lewej) i Lula da Silva na wtorkowym spotkaniu w Salvador da Bahia
Hugo Chavez jest najbardziej butnym przywódcą Ameryki Łacińskiej. Jednak katastrofalny spadek cen ropy, od której uzależnił gospodarkę kraju, sprawił, że w oczy zajrzało mu widmo bankructwa. I choć prezydent Wenezueli nie przyznaje tego publicznie, krajowi grozi w tym roku spadek PKB o 2-3 proc. oraz krach finansów publicznych i programów pomocy społecznej, na których Chavez opiera swa popularność wśród ubogich. Sytuacja jest dramatyczna i nie łagodzi jej wzrost światowych cen ropy w ostatnich tygodniach.

W tej sytuacji Chavez zapomniał o dumie i zdecydował się na krok, który niedawno uznałby za zdradę interesów narodowych. We wtorek na spotkaniu z prezydentem sąsiedniej Brazylii poprosił Lulę da Silvę o ponad 4,5 mld dol kredytu. Jego zabezpieczeniem ma być część wenezuelskich rezerw ropy. Ponieważ zastawianie głównego bogactwa narodowego pod zagraniczne kredyty było nielegalne, Chavez dwa miesiące temu wymógł na posłusznym parlamencie stosowną zmianę prawa.

- To jest bardzo niebezpieczna propozycja. Oznacza, że w razie niewypłacalności Wenezueli obcy bank przejmuje nasze rezerwy naftowe! Niebywały jest brak skrupułów i desperacja prezydenta Chaveza w szukaniu pieniędzy - uważa Orlando Ochoa, jeden z najwybitniejszych ekonomistów kraju.

Chavezowi tak się spieszyło na spotkanie z prezydentem Brazylii, że przyjechał na nie do Salvador da Bahia cztery godziny przed gospodarzem.

W ramach ogromnego kredytu z brazylijskiego banku BNDES Chavez zabiega o udział wielkich firm brazylijskich w rozbudowie infrastruktury, m.in. metra w wiecznie zakorkowanym Caracas. Żeby je do tego skłonić, Wenezuelczyk nie tylko ręczy rezerwami naftowymi, ale i obiecał wczoraj Luli, że powstrzyma swój pęd do wywłaszczania i nacjonalizowania zagranicznych koncernów i oszczędzi firmy brazylijskie. Ostatnio łupem Chaveza padł Banco de Venezuela kontrolowany przez hiszpański Banco de Santander. Rząd Wenezueli ma go przejąć za ponad 1 mld dol.

Chavez chce też skłonić Brazylię do wspólnej budowy wielkiej rafinerii w prowincji Pernambuco, ale ku jego irytacji do porozumienia nie doszło. Przedstawiciele obu państwowych naftowych kolosów - wenezuelskiego monopolu PDVSA oraz brazylijskiego Petrobras - nie dogadali się. W tle jest fakt, że PDVSA za rządów Chaveza stał się firmą przestarzałą, a Petrobras uchodzi za jedną z najnowocześniejszych w świecie firm naftowych. Jeszcze osiem lat temu PDVSA wydobywała 3,5 mln baryłek dziennie, a dziś - ok. 2 mln. Mikrofony dziennikarzy przypadkowo wychwyciły wymianę zdań między prezydentami, gdy Wenezuelczyk mówił, jak jest "wściekły", że nie ma zgody na rafinerię, a Lula uspokajał go, że może da się jeszcze kontrakt uzgodnić w ciągu kolejnych 90 dni.

Lula da Silva studził także awanturnicze nastroje kolegi atakującego imperializm USA, namawiając go do naprawy stosunków jego kraju z prezydentem Barackiem Obamą. Ponadto w parlamencie brazylijskim utknęła zgoda na przyjęcie Wenezueli do regionalnej wspólnoty gospodarczej Mercosur. Parlament Brazylii zwleka z ratyfikacją, bo reżim Chaveza nie spełnia kryteriów demokratycznych wymaganych od członków Mercosuru.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':