Mariola Wiktor: Wśród epatujących przemocą tegorocznych filmów konkursowych w Cannes bezkrwawa "Biała wstążka" przeraża najbardziej. Michael Haneke: Nie trzeba pokazać makabrycznej jatki, by widza sparaliżował strach. Ja w ogóle w moich filmach staram się uciekać od dosłowności. Nawet w opisywanym przez media jako wyjątkowo okrutnym filmie "Funny Games" nie ma sceny mordu synka pary bohaterów. Raczej koncentruję się na psychicznych torturach, których doświadczają ofiary przemocy, niż na samych jej aktach.
No właśnie. Znamy potworności nazizmu. Tymczasem w "Białej wstążce" pokazuje pan, jak doszło do tego, że z dzieci wychowywanych w protestanckich, dbających o dyscyplinę i dobre maniery rodzinach niemieckich tuż przed wybuchem I wojny światowej wyłania się chłodne emocjonalnie, obojętne na zło, okrutne społeczeństwo. - Właśnie takimi ludźmi najłatwiej jest manipulować. Te dzieci, które w moim filmie mają po 10-13 lat, osiągnęły dojrzałość w okresie formowania się faszyzmu w Niemczech, na wiele lat przed wybuchem II wojny. Starałem się pokazać, jak powstało społeczeństwo, które poddało się nazistowskiej propagandzie i ideologii. Przestudiowałem książki o metodach wychowawczych, które w tym okresie upowszechniano. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, żyjącymi jeszcze świadkami tego systemu.
Na czym te metody polegały? - Dzieci wychowywano w całkowitym posłuszeństwie wobec religii i rodziców, szczególnie ojca, oraz w nieustającym poczuciu winy. Prawdy i zasady, które im wpajano, były jedynie słuszne i absolutne. I to było najbardziej niebezpieczne, bo demoralizujące. Dziecko nie miało prawa, by cokolwiek kwestionować, odbierano mu naturalną potrzebę wątpienia i pytania. Nie uczono empatii, tłumiono ciekawość wobec świata, wrażliwość, potępiano okazywanie słabości. Dorośli karali za najmniejsze przewinienia i spontaniczne zachowania. Kary były niewspółmiernie surowe w stosunku do win. Dzieci były bite, głodzone, także seksualnie molestowane. W filmie jest scena, gdy dzieci pastora spóźniają się na kolację i za karę muszą iść głodne spać, ale przedtem całują ojca w rękę. Pod powierzchnią dyscypliny, dobrych manier i wypełniania obowiązków religijnych skrywała się okrutna
gra pozorów i hipokryzja dorosłych.
Jeszcze bardziej przerażające w pana filmie jest to, że te dzieci już straciły niewinność, czego trochę ironicznym symbolem wydaje się biała wstążka przypinana za dobre zachowanie. - Publiczne noszenie białej wstążki było dla tych dzieci upokarzające. Taki rodzaj napiętnowania i zarazem terror niewinności. To odnosiło odwrotny do zamierzonego skutek wychowawczy. Nie prowadziło do poprawy zachowań. Przeciwnie, rodziło bunt i sprzeciw wobec zakłamania i okrucieństw dorosłych, których dzieci nieustannie doświadczały. Taki bunt wobec zasad jest o tyle niebezpieczny w okresie dorastania, że prowadzi do anarchii, zagubienia i zwyrodnienia. Gdy brakuje mądrego przewodnika, nauczyciela, rodzica, to dziecko nie potrafi odróżnić dobra od zła. Jest zdolne do wszystkiego i pełne nienawiści do świata, którego nie umie zaakceptować.
Chciałbym, by "Biała wstążka" była odbierana jako rodzaj ostrzeżenia przeciw wychowywaniu młodych ludzi w duchu ideologii absolutnej i dogmatycznej. Nie chodzi tylko o nazizm, ale o wszelkie inne - lewicowe, prawicowe czy religijne - doktryny, które nadal są żywotne i mają swoich wojujących zwolenników. Tak przecież rodzą się wszelkie formy terroryzmu. Mieliśmy już łupieżcze wyprawy krzyżowe pod pretekstem krzewienia chrześcijaństwa, dziś mamy ortodoksyjny fundamentalizm islamski. Nie wiem, czy takie ostrzeżenie jak mój film odniesie jakiś konkretny skutek, ale wiem, że uważne przyjrzenie się regułom wpajanym młodym ludziom, za których przecież jesteśmy odpowiedzialni, może być pouczające. Ważne, by nauczyć się wreszcie wyciągać wnioski z historii.
Liczył pan na tę Złotą Palmę? - Gdybym po cichu nie wierzył, że mój film zostanie doceniony, to jaki sens miałoby pokazywanie go w konkursie festiwalu w Cannes? Nie jestem hipokrytą, by teraz to ukrywać.