http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sześciolatki nie idą do szkoły

Aleksandra Pezda
2009-05-25, ostatnia aktualizacja 2009-05-25 09:43

Raport "Gazety". Niespełna trzy procent sześciolatków pójdzie do pierwszej klasy - zdecydowali rodzice.

Lilka Jakubowska z Warszawy idzie do szkoły, ale do zerówki. Na zdjęciu z mamą Emilią
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Lilka Jakubowska z Warszawy idzie do szkoły, ale do zerówki. Na zdjęciu z mamą...
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



"Gazeta" sprawdziła w kilkunastu miastach w Polsce, ilu sześciolatków rodzice zapisali do pierwszej klasy w szkole. W największych z nich procent sześciolatków w pierwszych klasach waha się między 2 a 3,8. Wyjątkiem jest Gdynia - do pierwszej klasy rodzice zgłosili najwięcej, bo 14 proc. dzieci. To i tak niewiele, bo to niespełna 300 maluchów spośród 2121 sześciolatków w mieście. Są jednak miasta, w których liczba sześciolatków w pierwszej klasie nie przekracza nawet jednego procentu (patrz tabela).

- W ten sposób rodzice zawetowali reformę - mówi Karolina Elbanowska, założycielka ruchu rodziców Ratujmaluchy.pl przeciw obniżeniu wieku szkolnego. - I dowód, że nie da się przeprowadzić reform bez przygotowania i pieniędzy.

W Gdańsku i Łodzi nie chciano podać "Gazecie" liczby sześciolatków w pierwsze klasie.

Zgodnie z nową ustawą oświatową we wrześniu 2009 r. rodzice dzieci sześcioletnich mają wybór - mogą posłać dziecko do pierwszej klasy albo do zerówki w szkole lub przedszkolu. MEN zaleca, żeby do pierwszej klasy szły dzieci, które wcześniej chociaż rok chodziły do przedszkoli. Tak ma być do 2012 r., kiedy wejdzie powszechny obowiązek szkolny od szóstego roku życia. Uczniowie będą wtedy kończyli edukację w wieku 18 lat (teraz maturę piszą 19-latkowie).

Z raportu "Gazety" wynika, że rodzice sześciolatków wolą nawet wybrać zerówki w szkołach, niż posłać maluchy do pierwszej klasy w tej samej szkole. Np. we Wrocławiu aż 1547 sześciolatków pójdzie do zerówek w podstawówkach, a tylko 100 dzieci rodzice zapisali do pierwszych klas w tych samych szkołach. W Lublinie do zerówek w szkołach rodzice zapisali 638 dzieci, ale do pierwszych klas - tylko 91. W obu miastach większość sześciolatków zostanie jednak w przedszkolach - we Wrocławiu 2222, a w Lublinie 2 tys.

Inaczej jest w Warszawie. Tu rodzice mają mniejszy wybór, bo niektóre dzielnice poprzenosiły zerówki do szkół, żeby zrobić miejsca w przedszkolach dla młodszych dzieci. I w szkołach jest trzy razy więcej miejsc dla sześciolatków niż w przedszkolach. Rodzice mają więc często wybór - albo zerówka w szkole, albo pierwsza klasa w tej samej szkole. Co wybierają? Niespełna 5 proc. (500 dzieci) zdecydowało się na pierwszą klasę.

Czy to porażka MEN? Jeszcze w styczniu minister edukacji Katarzyna Hall mówiła w Sejmie, że spodziewa się w pierwszym roku 30 proc. sześciolatków w pierwszych klasach. Pójdzie dziesięć razy mniej. Dzisiaj minister Hall mówi "Gazecie": - Nigdy nie zakładałam, że w pierwszym roku wielu rodziców zdecyduje się na posłanie swoich sześciolatków do pierwszej klasy. Rozumiem obawy rodziców skupione głównie na różnicy w standardach opieki między przedszkolem a szkołą, a nie na samym obniżeniu wieku szkolnego. Sama jestem matką.

Jak to widzi Platforma?

- To media, opozycja i różne inne środowiska dostatecznie silnie zniechęciły rodziców - mówi Michał Boni, minister w kancelarii premiera.

- Negatywna kampania PiS narobiła nam dużo szkód - ocenia Urszula Augustyn, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji (PO).

- Rodzice się PiS o zdanie nie pytali - odpowiada Maja Majewska-Kokoszka, założycielka Forumrodziców.pl, ruchu sprzeciwiającego się reformie. - To dezinformacja o reformie ze strony MEN sprawiła, że rodzice się wystraszyli.

Podobnego zdania jest Krystyna Łybacka (LiD), była minister edukacji (LiD pomogło Platformie odrzucić prezydenckie weto wobec ustawy z obniżeniem wieku szkolnego w zamian za ustępstwa w sprawie prywatyzacji szkół). - MEN nie doceniło akcji rodziców, którzy byli reformie przeciwni, i nie wystąpiło z żadną kontrofensywą. Za to co krok zmieniało założenia reformy - mówi.

- Prawda jest taka, że obniżenie wieku szkolnego to był nasz superprodukt. Niestety, przegraliśmy PR-owską kampanię o to, jak go dobrze sprzedać - komentuje zrezygnowana Izabela Leszczyna, posłanka PO z komisji edukacji.

Czy rząd będzie teraz chciał reformę przesuwać jeszcze dalej niż do 2012 r.?

- Jestem przeciw przesuwaniu reformy. Sprawa sześciolatków to dla rządu nadal jeden z kluczowych celów - mówi Boni. Jego zdaniem trzeba przekonać rodziców, żeby za rok więcej sześciolatków posłali do pierwszych klas. - W budżecie planujemy pieniądze na doposażenie szkół. Trzeba będzie te dobrze przygotowane szkoły pokazać rodzicom.

Dzieci można jeszcze zgłaszać do pierwszej klasy, mimo że główna rekrutacja w większości miast jest zakończona.

Mam pecha, że trafiłam na reformę -

- rozmowa z Emilią Jakubowską z Warszawy, mamą Lilki, która w sierpniu kończy 6 lat

Aleksandra Pezda: Posłała pani córkę do szkoły, ale do zerówki, a nie pierwszej klasy. Dlaczego?

Emilia Jakubowska: Bo Lilka jeszcze nie jest gotowa. Zna literki, ale nie umie czytać ani pisać. Bałam się, że nie nadąży za siedmiolatkami, z którymi byłaby w pierwszej klasie. Te dzieci są po zerówkach, właściwie czytają i piszą. Córka byłaby pod zbyt silną presją. Co innego, gdyby klasy składały się z sześciolatków, wtedy nauczyciele musieliby dostosować poziom do nich.

To może trzeba ją było zostawić w przedszkolu?

- Nie mogłam. W mojej dzielnicy wszystkie zerówki zostały przeniesione do szkół. Tam, gdzie idzie Lilka, zamiast dwóch zerówek jak dotąd będą cztery. Zapowiedzieli naukę na dwie zmiany. Czyli od rana do południa albo od południa do obiadu. Trochę się martwię, jak to zorganizuję. W przedszkolu córka mogła na mnie poczekać do godz. 16. W szkole jest świetlica, ale jedna dla wszystkich uczniów. Już na pierwszym spotkaniu nauczyciele prosili rodziców, żeby na własną rękę zadbali o popołudniową opiekę dla dzieci. A ja przecież pracuję. Na razie zapisałam Lilkę do świetlicy, ale martwię się, czy będzie tam dla niej miejsce.

To co - reforma jest źle przygotowana?

Nie umiem tego ocenić. W zasadzie zgadzam się z jej założeniami - dzieci powinny iść wcześniej do szkoły i kończyć ją w wieku 18 lat. Nie powinny się uczyć dwa razy czytania i pisania, jak to było z zerówką i pierwszą klasą. Rozumiem też, że okresy przejściowe są zawsze trudne, a ja pechowo na taki okres właśnie trafiłam. Dobrze, że chociaż mam wybór i nie muszę posyłać Lilki od razu do pierwszej klasy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 54 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów