http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Piekła Herlinga

Magdalena Grochowska
2009-05-25, ostatnia aktualizacja 2009-05-22 18:21

20 maja minęła 90. rocznica urodzin Herlinga-Grudzińskiego. W literaturze strącał swych bohaterów w sytuacje wyzwalające upodlenie i wyciągał do nich rękę. W życiu odmawiał cudzej słabości słowa "rozumiem" - o Gustawie Herlingu-Grudzińskim - fragment nowej książki Magdaleny Grochowskiej


Po przyjeździe do Londynu w 1947 r. Herling i jego żona Krystyna, malarka, zamieszkali u Lidii i Adama Ciołkoszów, działaczy socjalistycznych, dla których pisarz będzie później jak syn.

Pokój ciemny, wychodzi na studnię podwórza. Z kuchni widzą skład budowlany firmy Kirk and Kirk: deski, zardzewiałe przęsła, połamane maszyny i pęknięte bloki cementu, a na horyzoncie wąziutki szary pasek miasta. Jaki kontrast z ich rzymskim niebem, które jaśniało nad nimi, gdy tuż po wojnie włóczyli się po Zatybrzu i pili tanie wino upojeni miłością!

"Ile lat przy tym oknie i ze wzrokiem utkwionym w tym obrazku! - pisał później w Neapolu Herling. - Ile rozmów dziennych i nocnych, ile życia na obczyźnie ciężkiego jak żadne, ile śmierci najbliższych osób!".

O malowaniu obrazów nie ma mowy. Cierpią biedę i Krystyna dorabia jako modelka w Szkole Sztuk Pięknych. Drukuje wzory na tkaninach, na sprzedaż. Herling pracuje nad "Innym światem" - świadectwem o Gułagu. Chodzi na zebrania PPS-u (nigdy do niego nie wstąpi), pisuje do "Robotnika" i "Wiadomości". Dla polskiego Londynu jest parszywą owcą, bo nie podpisał się pod uchwałą pisarzy emigracyjnych o zakazie publikowania w Polsce.

Zamienili pokój na Dom Pisarza Polskiego przy Finchley Road. Wciąż nie dojadają.

Rok 1952 przynosi nadzieję na odmianę losu - Wolna Europa oferuje Grudzińskiemu dobrą pensję i bezpłatne mieszkanie w Monachium. Jedzie tam i czyni starania, by sprowadzić do Niemiec żonę i jej matkę.

Dwa tygodnie po jego wyjeździe z Londynu, 4 listopada, Krystyna odebrała sobie życie.

"Ona się nagle poczuła przerażona, że została sama z tą matką. To był jakiś moment przerażenia zupełnego - opowiadał w starości. - Tak że po co ja pojechałem?".

W dzienniku nigdy nie dotykał tej rany, czasem tylko pojawia się literka K. - jak światełko w mrocznej ramie londyńskiego pokoju, na tle podwórza studni Dopiero w późnej starości Herling pozwoli sobie na skąpe wspomnienie - szybki sztych w serce: "Siedziałem w jakiejś kantynie wojskowej Czerwonego Krzyża i nagle wpadła taka, dla mnie przepiękna kobieta, przebiegła przez pokój do kuchni".

Boże Narodzenie 1952 r. spędza w podróży-ucieczce do Salzburga. Praca w Wolnej Europie męczy go. Pije. Pijąc, nastawia głośno radio. Ludzie w kamienicy protestują. Przyjechała Lidia Croce, córka włoskiego filozofa Benedetta, którą poznał wiosną 1944 r. w Sorrento.

Pobrali się. W listopadzie 1955 r. przeniósł się do Włoch. Pierwszy napisany w Neapolu utwór ("Książę niezłomny") wysłał Jerzemu Giedroyciowi. W swym pokoju powiesił obraz, który namalowała Krystyna. Oto Herling - w czerwonej kamizelce, pochylony nad stołem - pisze Do patrzącego odwrócony tyłem.

Trędowaty

Neapolu w tamtych latach nie znosił. Podczas wizyt, na które chodził z żoną, wiało prowincją. Gdy mówił o sprawach istotnych, słuchano go grzecznie i za chwilę wracano do lokalnych plotek.

We Włoszech zapatrzonych w Moskwę czuł się trędowaty. Izolowany jako emigrant i antykomunista. Z woli „obozu postępu” internowany na cztery dziesięciolecia w „reakcyjnym leprozorium” - napisze wiele lat później, gdy będzie u szczytu sławy.

Polemiści wytkną mu grubą przesadę: wszak wydawał książki, pisywał w kilku periodykach i uczestniczył w życiu publicznym. Jego wersja własnego losu podeszła goryczą. Ale to kwestia usposobienia, pisali, a pod koniec życia niemal obsesji, że komuniści skazali go na kwarantannę.

Wiadomo jednak, że w 1958 r. wokół włoskiego wydania "Innego świata" panowała głucha cisza. Następne wydanie, w 1965 r., wywołało żądanie rzymskiego lewicowego dziennika, by Herlinga wydalić z kraju.

Polemistom nieżyjącego już pisarza (zmarł w 2000 r.) odpowiedział Miłosz: z ostracyzmem wokół Herlinga we Włoszech było jak z ostracyzmem wokół niego we Francji. To nie było urojenie. Środowisko literackie Włoch nie potrzebowało wiedzy Herlinga o istocie komunistycznego systemu i otoczyło go długotrwałą konspiracją milczenia.

W Polsce jedynie w okolicach Października '56 zaistniał przez chwilę w kilku wypowiedziach. Potem propaganda PRL-u wymieniała go jednym tchem z Giedroyciem i Józefem Czapskim jako antykomunistyczną zarazę, zdrajców, ludzi ogarniętych "zoologiczną nienawiścią" do ZSRR.

Dyskredytowała go jako emigranta. Cóż to za emigrant, który wżenił się w sławną rodzinę Croce, mieszka w przepięknej willi nad Zatoką Neapolitańską i spija śmietankę?

Wygnała go z literatury. Gdy odwiedzali go czasem w Neapolu nieliczni koledzy po piórze z kraju, miał wrażenie, że jest dla nich "żywym nieboszczykiem".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':