Po przyjeździe do Londynu w 1947 r. Herling i jego żona Krystyna, malarka, zamieszkali u Lidii i Adama Ciołkoszów, działaczy socjalistycznych
, dla których pisarz będzie później jak syn.
Pokój ciemny, wychodzi na studnię podwórza. Z kuchni widzą skład budowlany firmy Kirk and Kirk: deski, zardzewiałe przęsła, połamane maszyny i pęknięte bloki cementu, a na horyzoncie wąziutki szary pasek miasta. Jaki kontrast z ich rzymskim niebem, które jaśniało nad nimi, gdy tuż po wojnie włóczyli się po Zatybrzu i pili tanie
wino upojeni miłością!
"Ile lat przy tym oknie i ze wzrokiem utkwionym w tym obrazku! - pisał później w Neapolu Herling. - Ile rozmów dziennych i nocnych, ile życia na obczyźnie ciężkiego jak żadne, ile śmierci najbliższych osób!".
O malowaniu obrazów nie ma mowy. Cierpią biedę i Krystyna dorabia jako modelka w Szkole Sztuk Pięknych. Drukuje wzory na tkaninach, na sprzedaż. Herling pracuje nad "Innym światem" - świadectwem o Gułagu. Chodzi na zebrania PPS-u (nigdy do niego nie wstąpi), pisuje do "Robotnika" i "Wiadomości". Dla polskiego Londynu jest parszywą owcą, bo nie podpisał się pod uchwałą pisarzy emigracyjnych o zakazie publikowania w Polsce.
Zamienili pokój na Dom Pisarza Polskiego przy Finchley Road. Wciąż nie dojadają. Rok 1952 przynosi nadzieję na odmianę losu - Wolna Europa oferuje Grudzińskiemu dobrą pensję i bezpłatne mieszkanie w Monachium. Jedzie tam i czyni starania, by sprowadzić do Niemiec żonę i jej matkę.
Dwa tygodnie po jego wyjeździe z Londynu, 4 listopada, Krystyna odebrała sobie życie.
"Ona się nagle poczuła przerażona, że została sama z tą matką. To był jakiś moment przerażenia zupełnego - opowiadał w starości. - Tak że po co ja pojechałem?".
W dzienniku nigdy nie dotykał tej rany, czasem tylko pojawia się literka K. - jak światełko w mrocznej ramie londyńskiego pokoju, na tle podwórza studni Dopiero w późnej starości Herling pozwoli sobie na skąpe wspomnienie - szybki sztych w serce: "Siedziałem w jakiejś kantynie wojskowej Czerwonego Krzyża i nagle wpadła taka, dla mnie przepiękna kobieta, przebiegła przez pokój do kuchni".
Boże Narodzenie 1952 r. spędza w podróży-ucieczce do Salzburga. Praca w Wolnej Europie męczy go. Pije. Pijąc, nastawia głośno
radio. Ludzie w kamienicy protestują. Przyjechała Lidia Croce, córka włoskiego filozofa Benedetta, którą poznał wiosną 1944 r. w Sorrento.
Pobrali się. W listopadzie 1955 r. przeniósł się do Włoch. Pierwszy napisany w Neapolu utwór ("Książę niezłomny") wysłał Jerzemu Giedroyciowi. W swym pokoju powiesił obraz, który namalowała Krystyna. Oto Herling - w czerwonej kamizelce, pochylony nad stołem - pisze Do patrzącego odwrócony tyłem.
Trędowaty Neapolu w tamtych latach nie znosił. Podczas wizyt, na które chodził z żoną, wiało prowincją. Gdy mówił o sprawach istotnych, słuchano go grzecznie i za chwilę wracano do lokalnych plotek.
We Włoszech zapatrzonych w Moskwę czuł się trędowaty. Izolowany jako emigrant i antykomunista. Z woli „obozu postępu” internowany na cztery dziesięciolecia w „reakcyjnym leprozorium” - napisze wiele lat później
, gdy będzie u szczytu sławy.
Polemiści wytkną mu grubą przesadę: wszak wydawał książki, pisywał w kilku periodykach i uczestniczył w życiu publicznym.
Jego wersja własnego losu podeszła goryczą. Ale to kwestia usposobienia, pisali, a pod koniec życia niemal obsesji, że komuniści skazali go na kwarantannę.
Wiadomo jednak, że w 1958 r. wokół włoskiego wydania "Innego świata" panowała głucha cisza. Następne wydanie, w 1965 r., wywołało żądanie rzymskiego lewicowego dziennika, by Herlinga wydalić z kraju.
Polemistom nieżyjącego już pisarza (zmarł w 2000 r.) odpowiedział Miłosz: z ostracyzmem wokół Herlinga we Włoszech było jak z ostracyzmem wokół niego we Francji. To nie było urojenie. Środowisko literackie Włoch nie potrzebowało wiedzy Herlinga o istocie komunistycznego systemu i otoczyło go długotrwałą konspiracją milczenia.
W Polsce jedynie w okolicach Października '56 zaistniał przez chwilę w kilku wypowiedziach. Potem propaganda PRL-u wymieniała go jednym tchem z Giedroyciem i Józefem Czapskim jako antykomunistyczną zarazę, zdrajców, ludzi ogarniętych "zoologiczną nienawiścią" do ZSRR.
Dyskredytowała go jako emigranta. Cóż to za emigrant, który wżenił się w sławną rodzinę Croce, mieszka w przepięknej willi nad Zatoką Neapolitańską i spija śmietankę?
Wygnała go z literatury. Gdy odwiedzali go czasem w Neapolu nieliczni koledzy po piórze z kraju, miał wrażenie, że jest dla nich "żywym nieboszczykiem".