http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cosik jednego z Szaflarami

Paweł Smoleński, Bartłomiej Kuraś
2009-05-25, ostatnia aktualizacja 2009-05-22 18:12

Reportaż o nazistowskich badaniach rasowych na Podhalu. Chłopczyk nr 222 płacze. Dziewczynka nr 172 płacze. Ale już chłopczyk nr 675 się uśmiecha. Dziewczynki 198, 453, 992 zdają się bać.

Wyglądało to jak wspominkowe spotkanie po latach, choć miało w sobie odrobinę perwersji. Duża sala urzędu gminy w podhalańskich Szaflarach. Stoły ustawione w trzy rzędy, kawa, herbata, ciasteczka. Idzie o to, by ludzie poczuli się bezpieczne, uruchomili pamięć.

- Bocycie, pamiętacie? - pyta Stasia Trebunia-Staszel, doktor etnografii z Uniwersytetu Jagiellońskiego, starą góralkę z włosami ukrytymi w chuście (tego popołudnia będzie raz po raz skakać z gwary w literacką polszczyznę). - Pleban, dzieci ubrane po góralsku, uroczystość.

- Komunijo świynto - odpowiada góralka.

- Patrzcie uważnie: przystrojone wejście, te dzieci. Nom zależy, bo wy o tym wicie.

- Ni opuscałam nic w kościele. Ni boce, chyba co było dawno.

Gośćmi w sali urzędu gminy są ludzie w wieku sześćdziesiąt plus. Obok nich etnografowie z UJ. Wszyscy wpatrują się w czarno-białe zdjęcia wyświetlane na ekranie rzutnika: chwila milczenia, a potem głośne komentarze.

- Helena Walkosz, rocznik 40 - mówi do mikrofonu Stasia Trebunia-Staszel.

- To bedzie moja siostra - odpowiada głos z sali.

- Żyje?

- Ni. Zmarła trzy lata temu.

- Maria Stanek albo Stasik; tak niewyraźnie zapisali.

- To by Stasikowa była. Albo Stanek z Zaskala. Dziecko. Po wojnie umarło.

- Władysław Szaflarski.

- Kubuścyn po przydomku. Żyje. Fanatyk sportu.

- Jan Gaudyn.

- Kupa u nos Gaudynów. Abo to tyn przy moście, Jasiek. Ale nie, telo roków ni ma.

- Anna Kalata.

- Kalatów tyz pełno.

I tak dalej. Rocznik '39, '38, '37, '20, '19. Aż dziw, jak wielu żyje.

Gdy na ekranie pojawi się fotografia z dzieciństwa lub wczesnej młodości kogoś obecnego na sali, rozlegają się brawa i głośny śmiech. I właśnie to zdaje się lekko perwersyjne, choć trudno dziwić się radości, gdy się ogląda własną młodziutką twarz. Gdyż mamy do czynienia ze zdjęciami szczególnej natury.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W czwartek z ''Gazetą'':