http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nieludzkość jest w ludzkiej mocy - cz. 2

Zygmunt Bauman*
2009-05-25, ostatnia aktualizacja 2009-05-22 18:04

TINA to środek znakomity na oczyszczanie sumienia. I znakomita profilaktyka: wystarczy ją sumiennie stosować, a sumienie nie zazna okazji, by się o swym zabrudzeniu dowiedzieć - ciąg dalszy eseju


Fot. MICHAL KAMARYT ASSOCIATED PRESS
Jean-Paul Sartre zaszokował niegdyś czytającą publikę paradoksalnym stwierdzeniem, że Francuzi nigdy nie byli tak wolni jak w czasie niemieckiej okupacji... Paradoks, twierdził, był pozorny tylko, jako że popada się w niewolę poprzez pułapkę wolnego wyboru maskującego mus - a Francuzom okupanci dostęp do tej pułapki odcięli. Francuzi zostali bez wyboru... A jeśli Francuzi zostali bez wyboru, to Polacy po stokroć! Poniektórzy z niemieckich satrapów przecież się do Francuzów umizgiwali, obiecując miejsca przy biesiadnym stole, gdy Neue Ordnung, przy ich współpracy, wreszcie zatriumfuje. Polakom zaś objaśniono z miejsca, i to w sposób niepozostawiający cienia wątpliwości, że Neue Ordnung nie przewiduje dla nich innej roli poza dolą roboczych wołów, a dla Polski innego zastosowania niż jako Lebensraumu Tysiącletniej Rzeszy. Od walki z okupantem nie było więc ucieczki - co najwyżej można się było sprzeczać o to, jak szybko zaczynać i jakiej broni użyć. Instynkt samozachowawczy, powinność moralna i patriotyzm jednym przemawiały językiem. Zgodnie powiadały: nie dać się, stawiać opór, walczyć...

Jakże inaczej wyglądała "okupacja sowiecka", jeśli już tego sprzecznego z tradycją językową wyrażenia użyć... PRL była państwem zwycięzców, nie pokonanych. Przyrzekała wprowadzić znękany wojną i przedwojenną nędzą kraj w krainę obfitującą w dobrodziejstwa, dotąd jeszcze niezaznane. Ziemia dla chłopów, praca dla robotników, oświata dla dzieci, opieka zdrowotna dla wszystkich... Wolność od strachu przed bezrobociem i nędzą... A co więcej, godność ludzka dla każdego, szacunek dla każdej pracy, skarby kultury dla wszystkich, koniec podziałom narodu na możnych i wyniosłych oraz czapkujących im chudopachołków, kres pomiataniu ludźmi i ludzi upokarzaniu: naród, z pomocą lewaru solidarności (sic!) wydźwignięty wreszcie na wyżyny wspólnoty. Krótko mówiąc, sprawiedliwość społeczna krzepko na oświeceniowym trójnogu wolności, równości i braterstwa usadowiona. Aż się prosiło, by instynkt samozachowawczy, impuls etyczny i patriotyzm znów przemówiły tym samym językiem, tyle że odwrotne do poprzedniego niosąc przesłanie... Trzeba było tylko w te obietnice uwierzyć. Albo powątpiewając w szczerość czy potencje obiecujących, postanowić dać im szansę rozchwiania podejrzeń.

Masowa produkcja hipokryzji

W Polsce, naniesionej na mapę germańskiego Lebensraumu, totalitaryzm niemiecki odtrącał brutalnie nawet tych nielicznych, którzy sympatyzowali z jego światopoglądem bez względu na to, skąd przybywał. Totalitaryzm sowiecki kusił i pociągał swymi hasłami nawet wielu z tych, którzy o cnotach kraju, z jakiego się wywodził, nie byli, mówiąc oględnie, przekonani...

Urokom komunistycznych haseł trudno było się oprzeć ludziom, którzy boleli nad dziedzicznym ubóstwem i cywilizacyjnym zacofaniem, jakie dręczyły ich współziomków. Hasła odwoływały się w równej mierze do poczucia sprawiedliwości społecznej, jak i, po prostu, do umiłowania ojczyzny.

Jakiż to patriota (człowiek, który stawia dobro narodu ponad kastowym interesem) chciałby, aby zapowiadane w hasłach dobrodziejstwa nie stały się jego współziomków udziałem?!

Sęk w tym, że nader szybko okazało się, że hasła sobie a praktyka sobie. Przepaść cywilizacyjna między Polską a resztą Europy pogłębiała się, miast kurczyć. Obiecany dobrobyt nie nadchodził. Nowe podziały mało czym, prócz ostentacyjności, starym ustępowały. A nad tym wszystkim unosiło się widmo władzy okrutnej i bezwzględnej, nieznoszącej sprzeciwu, alergicznej nie tylko na myśli od jej mniemań odmienne, ale także i na wszelkie takie, które nie z jej inspiracji, nakazu czy nadania się wywodziły. Tym, czym były żółte firanki dla przywilejów nowej elity, frazeologia emancypacji społecznej i władzy ludowej była dla bezduszności rządców i ich braku skrupułów.

Okupacja hitlerowska pozostawiła wiele ran na ciele i duszy narodu, ale hipokryzja nie była jedną z nich. Za to w zadawaniu tej właśnie rany celował totalitaryzm stalinowski, a bodaj w jeszcze większej mierze autorytaryzm, jaki po nim nastąpił. Masowa produkcja hipokryzji była nieodłączną (nawet jeśli niezamierzoną, a tym bardziej nienazywaną po imieniu) cechą komunizmu sowieckiego i reżymów, jakie gotów był on tolerować w swojej „sferze wpływów". Od narodu domagano się, by był kongregacją bezmyślnego posłuszeństwa i dyscypliny, niekoniecznie wiary... Z wyjątkiem krótkiego, wstępnego Sturm und Drang Periode mało kto, włączywszy elitę władzy, wierzył w głoszone hasła - obowiązkiem powszechnym było natomiast ich powtarzanie przy każdej publicznej okazji. Z biegiem czasu wiara stawała się dla władzy wręcz niewygodna: przekonanie o nieomylności zasad wiodło wszak nieubłaganie do odkrycia omylności ich interpretatorów.

Wedle niepisanego konkordatu regulującego relacje wzajemne władzy i narodu, władza miała zachowywać się tak, jakby przejęta była bez reszty wdrażaniem głoszonego przez siebie programu społecznego dobrobytu i sprawiedliwości, a naród miał wypowiadać się w miejscach publicznych tak, jakby jej ufał. Do czego jak do czego, ale do codziennych spotkań władzy i polskiego ludu odnosiła się w pełni Veihingerowa reguła als ob... Nie była ona przy tym dodatkiem do systemu, ale niezbędnym warunkiem jego trwania.

Aleksander Sołżenicyn w latach wygnania zaproponował rodakom "dzień bez kłamstwa"; suponował, że wystarczy takiego dnia, by się system sowiecki zawalił. Czy miał rację, nigdy się już nie dowiemy, ale supozycja nie zdawała się bardziej absurdalną od systemu, do jakiego się odnosiła.

Wątpliwości co do realizmu Sołżenicynowej propozycji wynikały z rozważenia czynników, by tak rzec, geopolitycznych. Tak zwany Zachód umył w Jałcie ręce od mieszania się w sprawy ludów zamieszkałych na wschód od Łaby, i od tego czasu potwierdzał wielokrotnie, w czynach bardziej wprawdzie niż w wykrętnych słowach, że poza powtarzaniem ad nauseam swojego własnego zestawu odmiennych od pozałabskich haseł nie ma zamiaru rąk sobie na nowo tymi sprawami pobrudzić. Polacy, nawet najzajadlej antykomunistyczni i najradykalniej zbuntowani, nie mogli liczyć na sukurs albo na pomoc z zewnątrz, a przecież tylko szaleńcy i niepoprawni romantycy mogli marzyć o samotnym pojedynku z potęgą wschodniego sąsiada, który mógłby się dla kraju skończyć nie mniej tragicznie niż wszystkie powstania, od listopadowego poczynając, a na warszawskim kończąc... A znów myśl o implozji, o załamaniu się samoistnym sowieckiego imperium, nie zrodziła się nie tylko w kręgach krajowej, trzeźwo i rzeczowo rozumującej inteligencji, ale i w żadnym z szanowanych i obdarzanych przez nią autorytetem, a opływających w fundusze i pełnych mózgów najwyższego kalibru, instytutów „sowietologicznych" świata; nie zrodziła się taka myśl nawet wiele lat później, gdy kolosowi cherlały już z dnia na dzień jego gliniane nogi. W tych warunkach życie w kłamstwie było bardziej jeszcze warunkiem przetrwania kłamiących niż domagającego się hipokryzji reżymu. Co się tyczy reżymu, mógł on wszak sobie lekce przyzwolenie swych podwładnych ważyć - a to z tychże powodów, dla których mógł się ich pozornym, szczerze nieszczerym przyzwoleniem znakomicie obejść.

Tak czy owak, życie w kłamstwie trwało, i przez długie lata nie zanosiło się na to, by miało rychło dobiec kresu ludowej wytrzymałości. Jak to smętnie opisał Witold Wirpsza w wierszu List o sumieniu:

Mówią: budujemy socjalizm.

I mają rację, chociaż kłamią...

Myśli swoje,

Uczucia, wyobraźnię nauczyli

Czołgania się; pełzają w tej szczelinie,

Którą brzuchami wydrążyli w próżni.

Każdego katechizmu nauczą się

Na pamięć!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':