http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Premier Chin odsłania tajemnice po śmierci

Mariusz Zawadzki
2009-05-16, ostatnia aktualizacja 2009-05-15 17:50

Sensacyjne wspomnienia byłego przywódcy Komunistycznej Partii Chin, który próbował zapobiec masakrze na Tiananmen.

Zhao Ziyang był prawą ręką Deng Xiaopinga, ojca chińskich reform, i przewidywanym następcą. Stanął w obronie studentów z Tiananmen, a nie partii - i zapłacił za to wykluczeniem
Fot. AP
Zhao Ziyang był prawą ręką Deng Xiaopinga, ojca chińskich reform, i...
SERWISY
Dwa zdjęcia z placu Tiananmen przeszły do historii. Pierwsze zna prawie każdy: samotny anonimowy bohater stoi na drodze, zatrzymując kolumnę czołgów. Jest 5 czerwca 1989 r., kilka godzin temu zakończyła się rzeź.

Drugie zdjęcie przedstawia starszego pana w okularach otoczonego przez zbuntowanych studentów. Mówi do nich przez megafon: "Jesteście młodzi, wiele lat przed wami, nie jak przed nami, starymi. Czy chcecie oddać życie tak łatwo? Sytuacja jest bardzo poważna, partia i społeczeństwo są zniecierpliwione. Jeśli przerwiecie strajk głodowy, rząd gotów jest prowadzić z wami dialog...".

Ten starszy pan to I sekretarz Komunistycznej Partii Chin Zhao Ziyang. Jest ranek, 19 maja 1989 r. 70-letni Zhao ledwie co wyszedł z nocnego spotkania partyjnej wierchuszki, gdzie zapadła decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego. Tylko Zhao był przeciw.

Jadąc rano do studentów, 70-letni weteran partii okazał się takim samym bohaterem i samobójcą jak anonim, który dwa tygodnie później w tym samym miejscu stanął na drodze czołgów. Oczywiście nie widać tego na zdjęciu, dramatyzm chwili i heroizm człowieka trzymającego megafon są tutaj głęboko schowane, nie rozumieją go studenci, nie rozumie go fotograf, rozumie go prawdopodobnie tylko jeden człowiek - sam Zhao.

To zdjęcie jest ostatnim jego zdjęciem, a spotkanie ze studentami ostatnim jego publicznym wystąpieniem. Towarzysze natychmiast odsunęli Zhao od władzy i umieścili w areszcie domowym.

17 stycznia 2005 r., kiedy umarł, w chińskiej prasie ukazały się jednozdaniowe wzmianki, że odszedł "towarzysz Zhao Ziyang". Żadna nie wspomniała, że był przez wiele lat premierem, I sekretarzem partii i jednym z twórców reformy, która przez ostatnie 30 lat uczyniła z zacofanych Chin gospodarczą potęgę. Wydawało się, że partii udało się unieszkodliwić i skazać zdrajcę na zapomnienie.

Zhao przechytrzył jednak partię. W przyszłym tygodniu do księgarń w USA i Hongkongu trafi sensacyjna, jak twierdzą recenzenci, książka "Więzień stanu: sekretny dziennik premiera Zhao Ziyanga".

Zhao atakuje po śmierci

W latach 1999-2000 były sekretarz Zhao, który miał już wtedy ponad 80 lat i pozostawał w areszcie domowym, potajemnie nagrywał na magnetofonie wspomnienia, a taśmy przekazywał zaufanym przyjaciołom. Jeszcze kilka dni temu nie wiedziała o tym nawet jego córka.

30 kaset zebrał Bao Pu, syn doradcy Zhao skazanego po masakrze na placu Tiananmen na sześć lat więzienia. Bao przeszmuglował je na Zachód. Stały się podstawą książki - fragmenty nagrań zostaną ujawnione razem z książką.

Nagrywanie nie było łatwe, trzeba było przechytrzyć obstawę, która dzień i noc nadzorowała Zhao. Na początku robił to podczas rzadkich wypadów poza dom, na które zezwalała bezpieka. Potem już tylko w mieszkaniu, bo na zewnątrz obstawa była jeszcze większa i bardziej czujna. Nigdy nie dał się złapać.

Być może najciekawsze w dziennikach jest to, że po latach aresztu domowego były I sekretarz stał się bardziej radykalny niż studenci, których w 1989 r. próbował ratować. Zhao uważał, że Chiny muszą stać się demokracją w stylu zachodnim, wprowadzić wolność słowa, niezależne sądy i odebrać partii monopol na władzę.

W nagraniach wyjaśniał, że bez tego kraj rządzony będzie przez powiązane klasy polityczną, gospodarczą i intelektualną elitę, które zawsze przedkładać będą własne interesy nad dobro kraju, tym samym blokując rozwój.

Partia, czyli mafia

Główną część dzienników stanowią jednak, jak pisze recenzent gazety "Washington Post", wspomnienia z gorącej wiosny 1989 r. Zhao twierdzi, że partia mogła z łatwością dogadać się ze studentami, ale wolała rozjechać ich czołgami.

Opisuje model podejmowania decyzji o zgnieceniu buntu. Deng Xiaoping, ówczesny nieformalny przywódca kraju, był według Zhao kimś w rodzaju ojca chrzestnego, w którego łaski próbowały wkradać się różne partyjne frakcje. Nie brał udziału w bezpośrednim rządzeniu, lecz jedynie rozstrzygał spory i wybierał między pomysłami podwładnych.

Dlatego też to nie Deng, jak się powszechnie uważa, jest autorem i pomysłodawcą chińskich reform, ale on - Zhao Ziyang. Choć, jak przyznaje autor dzienników, bez przyzwolenia Denga reformy nie byłyby możliwe.

Choć brzmi to jak przechwałki, wiele potwierdza wersję Zhao. To jego reformy w prowincji Syczuan w latach 70., gdzie jako gubernator przez trzy lata doprowadził niemal do podwojenia produkcji, zachęciły przywódców Chin do budowy chińskiego kapitalizmu z komunistyczną twarzą.

Ojciec chrzestny Deng, który przez lata 80. faworyzował Zhao, w chwili kryzysu na placu Tiananmen posłuchał partyjnego betonu pod przywództwem premiera Li Penga. Twardogłowi wykorzystali wizytę Zhao w Korei Płn., by nakłonić Denga do poparcia rozwiązania siłowego.

Po powrocie Zhao próbował przekonywać towarzyszy, że demonstranci nie chcą obalać ustroju, lecz jedynie dokonać w nim zmian. Nikt go już jednak nie słuchał. Decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego podjęto, jak twierdzi Zhao, bez głosowania, czyli nielegalnie.

Studenci, zamiast się wystraszyć, na co liczyli twardogłowi, stali się bardziej radykalni i nieustępliwi. "Konfrontacja stała się nieunikniona - mówi z kasety Zhao. - W nocy 3 czerwca, kiedy siedziałem z rodziną przed domem, usłyszałem strzały. Tragedii, która wstrząsnęła światem, nie udało się już powstrzymać".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją

Grammy żegna W. Houston

Dziś w nocy po raz 54. rozdane zostaną muzyczne odpowiedniki Oskarów. Twórcy widowiska chcą oddać specjalny hołd zmarłej w sobotę Whitney Houston