Rządzący od dziesięciu lat Chavez od 2007 r. otwarcie mówi o konieczności zniszczenia kapitalizmu i budowie "socjalizmu XXI w.". Dotąd obsadzał swoimi zwolennikami organy państwa, nacjonalizował prywatne koncerny i majątki ziemskie, ustanawiał państwowe ceny, zamykał i przejmował prywatne media. Teraz zabrał się do książek.
Ogłosił wielką kampanię - Rewolucyjny Plan Czytelniczy. Sens wyłożył bez ogródek: - Czytać, czytać i jeszcze raz czytać. To hasło każdego dnia. Musimy krzewić wartości prowadzące do wytworzenia nowego człowieka, nowego mężczyzny i nowej kobiety, którzy staną się podstawą socjalistycznej ojczyzny. To będzie nasz zbiorowy czyn budujący socjalizm.
Wszystkie biblioteki zostaną wyposażone za darmo w zestaw lektur obowiązkowych. Znikają książki ideologicznie niepoprawne.
Na początek do bibliotek trafi zestaw 100 najważniejszych dzieł: "Manifest komunistyczny" Karola Marksa, dzieła Ernesto Che Guevary czy zbiór przemówień samego Chaveza "Idee chrześcijańskie i inne źródła debaty socjalistycznej", w których dowodzi on, że socjalizm wywodzi się od Chrystusa.
W całym kraju powstaną tzw. szwadrony czytelnicze - w myśl instrukcji ministerstwa kultury to "podstawowa jednostka organizacji komunalnej działająca jako grupa czytelnicza, która dobierać będzie bibliografię według zasad ideologicznych w celu umocnienia myślenia krytycznego i rewolucyjnego".
Szwadrony, złożone z 10-12 osób, dostaną wsparcie od rządu i przystąpią do organizowania kółek czytelniczych w dzielnicach, na uczelniach, w przedsiębiorstwach, miasteczkach i wioskach. Mają pączkować - najbardziej aktywni przywódcy będą organizować kolejne.
Szef planu Edgar Paez wyjaśnił, że kampania obejmie wszystkie dziedziny literatury: - Nasze dzieci wciąż uczą się z książek, które inwazję hiszpańskiego imperium nazywają odkryciem Ameryki i stosują rozmaite eufemizmy wobec ludobójstwa tutejszych ludów pierwotnych. My będziemy nazywać rzeczy po imieniu.
Bo plan polega także na niszczeniu i cenzurowaniu obecnych księgozbiorów. Od roku ministerstwo kultury po cichu wycofuje z bibliotek książki ideologicznie "przestarzałe". Najczęściej pod pretekstem, że zaatakowała je wilgoć, mole lub grzyb.
Tylko w stanie Miranda z 56 bibliotek gubernator Diosdado Cabello wycofał i przeznaczył na przemiał 46 tys. tomów. Według byłej dyrektor Biblioteki Narodowej Virginii Betancourt w kraju czystka objęła już ponad 65 tys. tomów: - Trochę dziwne, że wszystkie dotknęła epidemia grzyba albo zgniły z powodu powodzi. Zwłaszcza że takich katastrof nie było.
Wśród wycofywanych jest np. "Mały Książę" Saint-Exupéry'ego czy książki jednego z najwybitniejszych intelektualistów i pisarzy wenezuelskich XX w. Arturo Uslara Petri.
Petri 70 lat temu wymyślił słynne hasło "Posiać ropę" - chciał zaalarmować rodaków, że oparcie całej gospodarki na wydobyciu i eksporcie ropy prowadzi do biedy. Za Chaveza zależność od ropy osiągnęła katastrofalne rozmiary.
Wenezuela ściśle kontroluje też
import książek z zagranicy. By zdobyć pozwolenie, trzeba wysłać listę książek ministerstwu przemysłu i handlu i dostać jego pozwolenie na zakup dewiz po państwowym kursie. Ministerstwo pozwala sprowadzać tylko takie książki, których nie wydaje się w kraju, lub jeśli nad tematem, którego dotyczą, nie pracuje miejscowy autor.
- Rząd jawnie przyjmuje politykę instrumentalizacji kultury stosowaną przez państwa komunistyczne w XX w. To sprzeczne z konstytucją - stwierdziła pisarka Gisela Kozak.