Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
W środę Kaczmarek kolejny raz zeznawał w Sejmie za zamkniętymi drzwiami i jak informował przewodniczący komisji ds. nacisków Sebastian Karpiniuk (PO), mówił głównie o zainteresowaniu
PiS "informacjami związanymi z politykami opozycji".
Po przesłuchaniu zaczęły się przecieki (najpierw Radio ZET, potem "Dziennik"). Jeśli prawdziwe, to Kaczmarek mówił nie o tajemnicach śledztw, ale o kwestiach obyczajowych (po co więc tajne jego przesłuchanie?). Były minister wymieniał w tym kontekście Wojciecha Olejniczaka (
SLD), Mirosława Drzewieckiego (PO), Andrzeja Leppera (
Samoobrona).
Według Kaczmarka Lepper miał podobno dostać od ministra Zbigniewa Ziobry próbkę DNA Anety Krawczyk, która ujawniła aferę "praca za seks w Samoobronie". Miał DNA wykorzystać do wykluczenia, że jest ojcem dziecka Krawczyk. Zarówno Lepper, jak i Ziobro zaprzeczyli. Także prokuratura w Łodzi, która prowadziła śledztwo, zaprzeczyła, by Ziobro przekazał próbkę DNA Lepperowi. Lepper był badany, ale na życzenie prokuratury.
Lerpper skorzystał z "przeciekowej" okazji i ogłosił, że zrobienie badań sugerował mu sam premier
Jarosław Kaczyński, ale były to "sidła", by wciągnąć go w seksaferę. Kaczyński milczy na ten temat.
W środę sąd nakazał prokuraturze kontynuować umorzone śledztwo w sprawie oskarżenia Ziobry przez Leppera, jakoby to on zdradził ministrowi rolnictwa tajemnicę akcji CBA, która skończyła się dymisją Leppera. I podejrzeniem rzuconym na Kaczmarka, że był współautorem przecieku. Kaczmarek odpowiedział publicznym praniem brudów PiS, co skończyło się powołaniem komisji śledczej. I tak kółko się zamknęło.