Wałęsa zadeklarował też, że jeśli będzie potrzeba dyskusji o przyszłości Europy, to będzie bywał na spotkaniach . Zdaniem Lecha Wałęsy, Europa bez Traktatu Lizbońskiego jest jak
samochód bez kierowcy, choć polski gość zjazdu przyznał, że sam dokument ma wiele błędów. Jednak - jak stwierdził - zmian trzeba dokonywać od środka, a sposobem na stworzenie szczęśliwej Europy jest znalezienie wspólnych wartości. Dlatego były prezydent nawoływał do dialogu, mówił też o konieczności wejścia do Parlamentu Europejskiego reprezentantów wszystkich nurtów - tak, aby nikt się nie czuł w Europie wykluczony.
Lech Wałęsa zaznaczył, że nie jest członkiem Libertasu, ani żadnej partii. W zjednoczonej Europie walczy o pokój, wolność i demokrację. - Jestem tu, by mówić o wolności i demokracji, by mówić, że wspólnie Europę budujemy, że dla każdego jest miejsce, natomiast nie można mnie szufladkować do żadnej partii, bo (nie) jestem ani z tą partią, ani z innymi. Jestem wolnym człowiekiem, który szuka wszędzie najlepszych rozwiązań - podkreślał b. prezydent.
Jednocześnie przyznał, że diagnozy szefa Libertas Declana Ganleya dotyczące Europy i świata są "naprawdę mu bliskie", natomiast różni się z jego
ugrupowaniem chociażby tym, iż uważa, że
Traktat Lizboński trzeba przyjąć. "Nie dlatego, że mi się podoba, mnie się bardzo nie podoba, tylko że można zmieniać z zewnątrz, ale można zmieniać od wewnątrz. Najgorzej by było, gdybyśmy nie mieli żadnych ustaleń, to tak jakby był samochód bez kierowcy" - argumentował Wałęsa. Według Wałęsy należy pozwolić Libertasowi, i jej szefowi Declanowi Ganleyowi organizować spotkania, by za jego pomocą "kontrolować tę oficjalną Europę, zgłaszać swoje pomysły".
- Ja w takim budowaniu, w takim rozumieniu demokracji będę wszędzie. Powiedziałem nawet kiedyś tak: Z samym diabłem będę rozmawiał, by mu powiedzieć, że ja kocham pana Boga i mimo swojej przeszłości zawsze będę blisko pana Boga, nawet odrzucany. I niech mnie nikt nie próbuje straszyć, przeszkadzać, zabraniać - podkreślał Wałęsa.
Premier zażenowany, ale łagodny w ocenach Donald Tusk: Wystąpienie Lecha Wałęsy na zjeździe partii Libertas nie pomagają one w budowie silnej pozycji byłego prezydenta nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach UE. Wolałbym, aby prezydent Lech Wałęsa był oceniany i w Polsce, i za granicą jako postać nie kontrowersyjna, tylko aby przy naszej pomocy skutecznie budował swój autorytet nie tylko w Polsce, ale we wszystkich krajach UE. Tego typu kontrowersyjne wyprawy niekoniecznie pomagają tej silnej pozycji Lecha Wałęsy.
Tusk poinformował, że uczestniczenie Wałęsy w tych spotkaniach nie było z nim w żaden sposób omawiane. - Domyślacie się wszyscy państwo, jaka mam ocenę tej aktywności. Jestem przekonany, że z punktu widzenia interesów Polski to może budzić emocje i sceptyczne reakcje - podkreślił. Premier odniósł się też do informacji o rzekomym wystawieniu przez Libertas Wałęsy jako swojego kandydata na prezydenta Unii Europejskiej. "Dotychczasowy ustrój UE nie przewiduje stanowiska prezydenta UE, więc temat wydaje mi się nieaktualny w tej chwili - stwierdził Tusk.
Zawisza: przyjechał dwa razy więc wie co robi Artur Zawisza z polskiego oddziału Libertas: Obecność Wałęsy na kongresie Libertas w Rzymie na początku maja nie była przypadkiem, ale przemyślanym wkładem w toczącą się debatę o kształcie Unii Europejskiej. (...) Skoro Wałęsa zjawia się na kolejnych konwencjach Libertas, śledzi reakcje medialne i komentarze na ten temat a jednak ponownie w nich uczestniczy, to znaczy, że wie co robi.
Jakubiak: Wałęsa to jeden z 10 milionów Elżbieta Jakubiak (
PiS): Ma on taki styl uprawiania polityki, który wszystkich zaskakuje i szokuje. Ale - dodała - to nie jest jego wina, tylko PO, która "postawiła na jedną ikonę w Polsce". Podkreśliła, że w Polsce w XX wieku ruch Solidarność był ważny, a Wałęsa był tylko jednym z 10 mln członków tego ruchu. "Dla Polski ważny jest w Europie mit Solidarności. Platforma zrezygnowała z budowania mitu Solidarności na rzecz budowy mitu wodza Lecha Wałęsy i ten mit ją dzisiaj zawiódł" - oceniła posłanka.
Szmajdziński: Polacy odwrócą się od Wałęsy Jerzy Szmajdziński (Lewica) uważa, że Wałęsa, biorąc udział w przedsięwzięciach Libertas, "rozmienia na drobne swoją wielką historyczna kartę", co - według niego - nie przysporzy b. prezydentowi sympatii Polaków. Lech Wałęsa do dzisiaj włącznie cieszy się bardzo dużym poparciem w sondażach na najbardziej popularnych polityków. Myślę, że po tej kolejnej decyzji o udziale w przedsięwzięciu partii Libertas, sądzę, że za większe pieniądze niż 100 tysięcy euro, sympatia do niego w Polsce zacznie bardzo szybko topnieć.
W opinii Szmajdzińskiego Polacy nie akceptują "silnego prymatu pieniądza nad własną postawą i dokonaniami". "Rozmienianie za pieniądze Libertasu swojej wielkiej historycznej karty nie przysporzy Lechowi Wałęsie sympatyków, wręcz przeciwnie" - zaznaczył wicemarszałek.