http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Karol Guzikiewicz. Człowiek z piany

Magdalena Grzebałkowska
2009-05-15, ostatnia aktualizacja 2009-05-14 11:58

Kiedy ostatnio był na pochylni albo w warsztacie? Czy wie, jakie teraz statki budujemy?

Karol Guzikiewicz na terenie Stoczni Gdańskiej
Fot. Dominik Sadowski
Karol Guzikiewicz na terenie Stoczni Gdańskiej
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Karol Guzikiewicz stawia krzesło na środku pokoju. Zdejmuje marynarkę. Siada: - Jestem tylko skromnym fanatykiem związkowym. To nie czas, żeby pisać o mnie - mówi . Zmyliła mnie ta jego marynarka w delikatne prążki. Szłam na spotkanie z wiceszefem "Solidarności" Stoczni Gdańsk.

Z człowiekiem w niebieskim kasku i takiej samej kamizelce.

Z wrzeszczącym facetem.

A siedzi naprzeciwko mnie elegant, moduluje głos, uśmiecha się, wymawia miękko literę "r", ma ciepłe oczy pluszowego misia i upudrowaną łysinę, bo umalowali go dziś w studiu telewizyjnym.

Guzikiewicz sam o sobie

- Pochodzę z mieszanej rodziny polsko-ukraińskiej. Rodzina matki mieszkała w Uścieczku nad Dniestrem. Przesiedlili ich po wojnie do Gdańska. Ukraińcy z naszej stoczni [właścicielem Stoczni Gdańsk jest ukraińska firma ISD] wiedzą o tym, że częściowo ich popieram, ale że wiem też, jaką krzywdę wyrządzili Polakom.

Urodziłem się w 1964 roku. Mama wychowała mnie samotnie, mieszkaliśmy w Gdyni. Noszę jej panieńskie nazwisko. Ojca raz widziałem, był chyba księgowym. Przysłał mi na osiemnaste urodziny kartkę z życzeniami. Napisał tam coś w tym rodzaju, że cieszy się, bo nie będzie już musiał płacić alimentów.

Mama była pielęgniarką w szpitalu miejskim w Gdyni oddelegowaną do opieki nad dziećmi w żłobku tygodniowym. Niewiele pamiętam ze swojego dzieciństwa, szkoła podstawowa też mi umknęła. Ale nigdy nie zapomnę grudnia 1970 roku. Szedłem z mamą za rękę przy prezydium w Gdyni. Był ranek. Naprzeciwko maszerowali milicjanci. Nagle jeden wycelował karabin w stronę matki i powiedział "Odsuń się, kurwo, bo już nie żyjesz!". To na zawsze zapadło w mojej osobowości.

Agresja rodzi agresję!

Dzwoni komórka wiceszefa. Cały czas ją trzyma w dłoni, bo dziennikarze łączą się od rana. Karol Guzikiewicz jest dziś najgorętszym towarem na medialnym rynku. Po jego zapowiedzi, że 4 czerwca przyprowadzi protestujących ludzi pod Stocznię Gdańsk, na uroczystości rocznicy 20-lecia upadku komunizmu, Donald Tusk zdecydował się wczoraj przenieść część obchodów do Krakowa.

Zaczyna krzyczeć dziennikarzowi przez telefon: - Agresja rodzi agresję! Jak premier zrezygnuje z debaty, to ma zagwarantowany strajk generalny w całej Polsce. Lato Tuska będzie gorące! Nie wiem, co to będzie. Bo tu nie chodzi o nas. Tu chodzi o Polskę!

Rozpoznaję wreszcie Karola Guzikiewicza, którego znam z telewizji.

Rozglądam się po pokoju, w którym urzęduje. Skromny i mały. Zmieściła się tu szafa, biurko z komputerem i kilka krzeseł. Na ścianie mapa Polski z doczepionym spinaczem zdjęciem prałata Jankowskiego. Na biurku, w wazonie, dwa balony z logo banku zatknięte na patykach.

Kończy rozmowę przez telefon.

- Dobra, musimy gadać szybko, bo tu zaraz będzie pełno dziennikarzy - mówi do mnie.

- Drżą panu dłonie - zauważam.

- A bo mnie pani chwyciła za gardło tą matką. Zmarła niedawno. Nie lubię opowiadać o dzieciństwie.

Guzikiewicz sam o sobie

- W szkole byłem wzorowym uczniem. Żadnych trój. Sam nie wiem, czemu w 1979 roku poszedłem do zawodówki przy Stoczni Gdańskiej. Wykształciłem się na stolarza. To tylko tak się mówi, bo stolarz w stoczni to też i elektryk, i monter, i ślusarz. W stanie wojennym pracowałem już na wydziale stolarskim W-5. Dużo młodzieży tam było. W 1982 roku zorganizowaliśmy jednodniowy strajk. W 200 osób okupowaliśmy bramę główną stoczni. Były zwolnienia. Mnie nie dotknęły, ale zostałem naznaczony jako zadymiarz.

Stocznia oddelegowała mnie karnie na budowy osiedli dla stoczniowców i do wyrębu lasów, skąd pozyskiwano drewno do produkcji. Przez kilka lat przyjeżdżałem do stoczni i byłem wywożony na peryferie miasta do pracy. W tym czasie ukończyłem technikum dla pracujących. Mój drugi zawód to technik mechanik. Mama mnie zachęcała do studiowania, ale ja byłem krnąbrny.

Źródło: Duży Format
  • 2
  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy