Podobno ludzie są coraz bardziej biseksualni. Mówi się nawet o 'generacji bi'. Taka generacja może się dopiero pojawić, jeśli pogłębią się zmiany kulturowe związane z niedookreśleniem ról płciowych i queerowym spojrzeniem na świat. Co prawda teoria powszechnej biseksualności nie jest nowością - już Freud na początku XX wieku twierdził, a za nim wielu seksuologów, że kobiety są o wiele częściej biseksualne niż mężczyźni, a nawet że natura kobieca jest biseksualna. Dlatego porozmawiajmy wyłącznie o kobietach.
To prawda z tym kobiecym biseksualizmem? Coś jest na rzeczy, ale doprecyzowanie proporcji, powszechności i źródła komponentu homoseksualnego jest trudne. Po pierwsze, nie wiadomo, jak to dokładnie zbadać, po drugie, jak to zwykle bywa w seksuologii, interpretacja zależy od przyjętej perspektywy. Na biseksualizm można patrzeć jako na kategorię psychologiczną wynikającą przede wszystkim z uczucia do określonej osoby. Kobiety mają uczuciowość bardziej 'rozlaną' od mężczyzn i częściej (oczywiście nie zawsze) podporządkowują seksualność uczuciowości. Większość kobiet najpełniej i najchętniej otwiera się seksualnie wtedy, kiedy kocha. W relacjach kobiet często trudno odróżnić przyjaźń od miłości, a bliskość od erotyzmu. Mówią o tym dojrzałe kobiety z własnej biograficznej perspektywy. Jeśli je zapytać: kogo kochałaś? - nie w sensie erotycznym, ale kto był dla ciebie najważniejszym człowiekiem - często podają przyjaciółki, które je wspierały w najtrudniejszych chwilach, były przy nich, podczas gdy mężczyźni się zmieniali. Gdyby nie smycz kulturowa, kto wie, kto wie...
Mogłyby nawiązać relację erotyczną? Z perspektywy czysto seksuologicznej mogłoby być im dobrze ze sobą w łóżku przy założeniu, że łączy je więź duchowa, emocjonalna i uczuciowa. To przełożenie z uczuć na seks u kobiety jest dosyć oczywiste. Jeśli przyjrzeć się zachowaniom seksualnym kobiet z historycznej perspektywy - poza tym, że seksualność była tłumiona i podporządkowana celom prokreacyjnym - widać wyraźnie, że to właśnie wśród kobiet wykształconych, uniezależnionych finansowo od mężów i stereotypów kulturowych często dochodziło do satysfakcjonujących relacji homoseksualnych. Zresztą i dziś z badań wynika, że częstotliwość kobiecych zachowań homoseksualnych jest skorelowana bezpośrednio z poziomem wykształcenia. Najwięcej kobiet, które angażują się w relację erotyczną z osobą tej samej płci, jest wśród: pracownic naukowych, artystek, reprezentantek wolnych zawodów i tzw. kobiet sukcesu. Odkrycie pierwiastka homoseksualnego wymaga przecież jakiejś odwagi - nie każda jest (i nie musi być) indywidualistką, którą stać na taką samoświadomość. Ktoś mógłby powiedzieć, nie bez podstaw, że im kobieta bardziej wykształcona, tym większy ma problem ze znalezieniem partnera na odpowiednim poziomie, prawdziwego partnera do rozmowy, do łóżka i do wszystkiego innego. Można więc przewidywać - biorąc pod uwagę, że kobiety się bardziej kształcą i są generalnie odważniejsze w pomysłach na życie - że będzie to tendencja rosnąca. I w takim rozumieniu można mówić o 'generacji bi'. Podkreślam, że to jeden z możliwych scenariuszy i sama jestem ciekawa, co będzie się działo z kobiecą seksualnością za 25 lat.
Oczywiście to nie jest takie proste. Nie jest. Po pierwsze, wzorce kulturowe są silniejsze, niż nam się subiektywnie wydaje, po drugie, czynnik biologiczny nie jest tu bez znaczenia - nie każda kobieta będzie mieć na tyle silne homoseksualne potrzeby, żeby chciała je realizować. Większość odkryje je w sferze wyobraźni i to wszystko. Każda kobieta może odkryć swój pierwiastek homoseksualny - prawdopodobnie każda z nas go ma. Podobnie jak każda z nas ma cechy męskie. Takie odkrycia, wbrew pozorom, mogą nam ułatwić życie. Odkrycie męskiego pierwiastka w sobie umożliwia nam głębsze porozumienie z przedstawicielami odmiennej płci. Robi się jeszcze fajniej, jak nasz partner odkryje w sobie pierwiastek kobiecy - łatwiej o empatię w takim związku. Już w latach 80. Sandra Bem twierdziła, że androginizm psychiczny jest najskuteczniejszą formą funkcjonowania płciowego. Kiedy z kolei odkrywamy pierwiastek homo w sobie, stajemy się bardziej tolerancyjne wobec meandrów seksualności - nie tylko własnej, ale i innych. I w tej otwartości można dostrzegać kolejną przesłankę biseksualizmu psychicznego kobiet - kobiety są w tej sferze o wiele bardziej tolerancyjne niż mężczyźni. Kobieca tolerancja na orientację seksualną, na uczucie bez względu na płeć jest olbrzymia. Jeżeli kobieta widzi, że osoba w otoczeniu kocha osobę tej samej płci, to z reguły to akceptuje.
Z kolei heteroseksualnym mężczyznom łatwiej akceptować miłość lesbijską niż gejowską. Przynajmniej teoretycznie. Większość mężczyzn deklaruje, że akceptują lesbijki, i mówi, że dwie kobiety uprawiające seks są 'mniam, mniam' i 'miło na nie popatrzeć'. Dlatego miłość lesbijska jest jednym z głównych motywów filmów pornograficznych. Traktują seks kobiet z pobłażaniem jako infantylną formę pieszczot, z których nic szczególnego nie wynika. W typowej męskiej interpretacji kobieta w taki sposób się rozbudza albo robi to, bo jest samotna lub ma jakiś uraz do mężczyzn. Różne są męskie teorie na temat tego, dlaczego kobieta z kobietą idzie do łóżka. W filmach porno seks dwóch kobiet to taka gra wstępna, a do 'sedna' dochodzi tylko wtedy, kiedy między kobiety wchodzi mężczyzna. A 'rasowa lesbijka' ma w nosie zarówno mizianie ułożone według heteroseksualnego scenariusza, jak i męskie zainteresowanie, a już zwłaszcza jego uczestnictwo w seksie. Gdy mężczyźni zdają sobie z tego sprawę, lesbijski seks już tak bardzo im się nie podoba.
Czyli bez męskiego udziału seks dwóch kobiet jest mniej ważny? Tak, poruszyłyśmy przy tej okazji ciekawy wątek, że seksualność kobieca w naszej kulturze jest mniej ważna niż seksualność męska, czyli że jest czymś, co można zdusić w imię 'wyższych celów' - roli żony czy matki, która nie powinna epatować swoją seksualnością. Ta seksualność jest czymś drugoplanowym, z czego można, a nawet należy zrezygnować, jeżeli jest z nią 'coś nie tak'. Mnóstwo kobiet w historii miało orientację homoseksualną, ale ją spychały i funkcjonowały jako kobiety oziębłe. Rozmawiałam z kobietą, która przez 20 lat była w małżeństwie, miała dwoje dzieci i nagle po czterdziestce poznała młodą, samoświadomą dziewczynę i odkryła, że uwielbia seks. Właśnie z nią. Do tego momentu była nieświadoma siły swojego homoseksualnego pierwiastka.
Aż tak można tego nie zauważyć? Tak, była zafiksowana na swojej roli. Można też świadomie się poświęcić. Można też - widząc, że funkcjonowanie osoby homoseksualnej w społeczeństwie jest trudne - podjąć decyzję o rezygnacji ze sfery seksualnej i realizować inny plan. Każdy ma do tego prawo.
Porozmawiajmy o tym, co jest wrodzone, a co jest konstruktem społecznym czy kulturowym. Jak już wspomniałam, nie jestem oryginalna i jestem zwolenniczką każdej z tych teorii po trochu. Jestem przekonana, że istnieje jakiś komponent biologiczny. Najbardziej obowiązującą teraz teorią jest ta, że w okresie prenatalnym odpowiednie hormony tak wpływają na ośrodki mózgowe kierujące popędem seksualnym, że człowiek jest albo homo, albo hetero. A właściwie należałoby powiedzieć: albo bardziej homo, albo bardziej hetero. Są przypadki, w których wrodzona homoseksualność jest dostrzegalna w dzieciństwie (u dziewczynek to syndrom Pippi Langstrumpf, choć należy unikać nadinterpretacji - nie każda Pippi będzie lesbijką, niektóre będą po prostu niezależnymi kobietami). U takiej osoby w okresie dojrzewania dominują fantazje homoseksualne i jej pierwsze miłości są miłościami do osób tej samej płci. Skłaniam się też do tezy kulturowej, czyli że podstawa jest biologiczna (a ta w przypadku kobiet może być biseksualna), ale muszą zaistnieć warunki kulturowe, aby orientacja mogła się w pełni ujawnić i dana osoba mogła przyjąć tożsamość biseksualną lub lesbijską... ale musimy jeszcze porozmawiać o Kinseyu.
Który w latach 50. badał seksualność Amerykanów i napisał raport, z którego wynikało, że zaskakująco wielu z nich miało epizody homoseksualne. I pokazał, że rzeczywistość jest inna, niż sobie to ludzie wyobrażali (polecam film 'Kinsey'). Badania Alfreda Kinseya zlikwidowały podział oparty na dwubiegunowej skali - że albo człowiek jest homo, albo hetero i pośrodku bi - i wykazały, jak wiele jest odmian ludzkich zachowań. Podzielił je według 7-stopniowej skali: od osób całkowicie heteroseksualnych, których prawie nie ma, poprzez heteroseksualne z epizodem homoseksualnym - takich osób jest najwięcej, bo człowiek przechodzi w swoim rozwoju tzw. fazę homofilną, kiedy to i dziewczęta, i chłopcy zadurzają się w rówieśnikach i eksperymentują homoseksualnie.