http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Syn kata. Na tropie zagadki Demianiuka

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski
2009-05-13, ostatnia aktualizacja 2009-05-13 16:50

Zagadka Johna-Iwana Demianiuka mogłaby być dawno rozwiązana, gdyby ktoś zbadał, co "Iwan Groźny" robił po służbie

Legitymacja SS Iwana Nikołajewicza Demianiuka
- jej autentyczność była
kilkakrotnie
kwestionowana,
wg ostatnich ustaleń jest
to jednak autentyk
Fot. Anonymous AP
Legitymacja SS Iwana Nikołajewicza Demianiuka - jej autentyczność...
Iwan-John Demianiuk na przełomie lat 80. i 90. - zdjęcie z czasów procesu przed
izraelskim sądem
Fot. Nati Harnik AP
Iwan-John Demianiuk na przełomie lat 80. i 90. - zdjęcie z czasów procesu...
Ojciec Władysława Buczyńskiego -
Ojciec Władysława Buczyńskiego - "Iwan Groźny" na portrecie pamięciowym...
Wczoraj rano, po przeszło półwieczu, 89-letni Amerykanin ukraińskiego pochodzenia John Demianiuk powrócił do Europy. Wyczarterowanym specjalnie na tę okazję samolotem, w towarzystwie lekarza i tuzina agentów federalnych doleciał do tego samego Monachium, z którego w 1952 wyemigrował za ocean jako ofiara wojny. Monachijski sąd będzie teraz orzekał, czy schorowany, emerytowany mechanik zakładów Forda winien jest zbrodni popełnionych między 1942 a 1944 rokiem w obozach: Flossenbürg, Majdanek i Sobibór. Być może sędziowie odpowiedzą też na najciekawsze pytanie: czy Demianiuk to krwawy esesman o pseudonimie "Iwan Groźny"?

W1988 roku izraelski sąd orzekł, że tak. Pięć lat później - że nie. Tymczasem jednoznaczna odpowiedź kryje się, być może, w zabitej deskami wsi Grądy, poczta Prostyń, woj. mazowieckie.

Ślub Jadzi

Wczesna wiosna 1943. Jadzia Kucharek Grądów nie miała jeszcze szesnastu lat.

- Była piękna bardzo, włosy płowe, najpewniej mu od razu w oko wpadła - Irena Pyłka, jedna z najstarszych mieszkanek wsi, pokazuje nam miejsce, w którym stało "przed frontem" gospodarstwo Kucharków. "Przed frontem", czyli nadejściem armii sowieckiej, Grądy i sąsiednie Poniatowo były dwoma rzędami drewnianych chałup stojących w połowie polnej drogi między większymi wioskami: Treblinką i Wólką Okrąglik. Chałupy wielkości garaży. Po wojnie ci, którzy najwięcej handlowali z Ukraińcami, położyli sobie blachę na wierzch, w okna powstawiali szyby, niektórzy zaczęli budować murowanki.

Ukraińcy przychodzili na handel zwykle pijani, na czapkach mieli esesmańskie czaszki, w kieszeniach złoto. Chcieli zawsze tego samego: wódki, kiełbasy, kobiet i muzyki. Płacili wyśmienicie: za bańkę bimbru - pierścionek, za kilo słoniny - złoty ząb. Żartowali, że zęby jeszcze ciepłe. Irena Oleszczuk z Poniatowa zeznawała po wojnie - na procesie czwórki ukraińskich strażników: - Chodzili za dziewuchami wszędzie, a kto się dobrowolnie nie oddał, to sami brali. Przychodzili, wyciągali garść złota i mówili "zachoczesz - dam ci". Opowiadali, jak Żydzi płaczą. Gdy byli pijani, mówili, że mogą człowieka zabić tak, jak kiełbasę wziąć na widelec.

Wysokiego, najtężej pijącego Ukraińca wieśniacy nazywali "Iwanem Groźnym". Tak samo określali go później nieliczni Żydzi, którzy przeżyli Treblinkę. Historyk Jacek Wilczur, autor książki "Ścigałem Iwana Groźnego", pisze tak

...odgrywał aktywną rolę we wszystkich etapach eksterminacji, poczynając od przyjmowania transportów, poprzez maltretowanie Żydów, kończąc na upychaniu ich w komorach gazowych i uruchamianiu silników spalinowych.



Wilczur, wieloletni pracownik śledczy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, przyjmuje nas w swoim warszawskim mieszkaniu-archiwum. Posegregowane, opisane flamastrem teczki z zeznaniami świadków stoją - przemieszane z książkami - na półkach sięgających sufitu.

- Wynika z nich, że "Groźny" najpierw stawał przy wejściu do komory uzbrojony w bagnet, metalową rurę albo pejcz - opowiada doktor. - Katował ofiary, odcinając dla zabawy części ciała. Potem puszczał spaliny. Musiał mieć pomocnika, z którym razem wlewali paliwo do generatora. Być może ten pomocnik zwał się Marczenko, zapamiętajcie, to ważne. Po "pracy", w Grądach i Poniatowie, operator komory zachowywał się zupełnie inaczej.

- Strach budził, ale ja nie pamiętam, żeby kogoś tu zabił lub pobił - wiosną 1942 r., kiedy za lasem osłaniającym obie wioski od północy, Niemcy kazali stawiać obóz zagłady, Irena Pyłka miała dwanaście lat i blond warkocze. Obie ze śliczną Jadzią Kucharek chodziły do Prostyni sypać kwiatki na Boże Ciało. Z kościoła wraca się przez Treblinkę. - Tam żołnierze, psy chodziły, wszyscy z karabinami, bardzośmy się bały. Było wiadomo, że tam robią coś strasznego. Rodzice zabraniali chodzić w tamte stronę, co sami z tymi Ukraińcami robili za handle - ja nie wiem. Ale ślub Jadzi z "Groźnym" pamiętam. Tak bardzo się ludzie śmieli, że ona miała fartuch zamiast welona i na śmieciach cały ślub.

- Co to znaczy?

- Pod lasem wesele zrobili, a wódkę pili na polanie, gdzie się śmieci przed wojną rzucało. Żaden to ślub był, tylko taki cyrk. Dla niej, dla rodziców jej i sąsiadów na pokaz, bo przecież już była w ciąży.

- "Groźny" był w mundurze?

- W czarnym. A dziecko się urodziło, kiedy szedł front. Chłopiec. Bardzo podobny do ojca. Dostał za nim imię Władek.

- To "Groźny" był Władysławem? Nie Iwanem?

- Tak mówili. "Iwan" to było... przezwisko jego. A nazwisko miał takie jakieś krótkie.

- Nie Demianiuk?

- Nie.

Wśród kilkudziesięciu kilogramów dokumentów, które w latach 80. zgromadziła prokuratura Izraela, jest notatka z 13 lutego 1989. Tekst omawia artykuły, jakie dwa lata wcześniej opublikował na temat "Groźnego" szwedzki dziennikarz gazety "Göteborgs-Posten" Peter Johnsson. Z notatki wynika, że "Ukrainiec Władysław" -znany mieszkańcom wsi Grądy "członek załogi SS w Treblince" - nazywał się "Władek Szyło lub Żyła", a pochodził z Dniepropietrowska.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Droższe papierosy = mniej palaczy

Podniesienie akcyzy na papierosy zwiększy wpływy do budżetu państwa i uratuje życie 7 proc. Polaków - twierdzi w najnowszym raporcie Światowa Organizacja Zdrowia

Prosty scenariusz z nieoczekiwaną puentą

Fakt, panie władzo, wystąpiłam w filmie porno, w trójkąciku. On jeden i nas dwie. Fakt, dostałam za to 1200 zł, ale liczyłam na dyskrecję! A teraz, fakt, dostałam SMS. Mam zapłacić 500 zł, bo inaczej wpuszczą film do sieci. No jak tak można?!

DODATKI I KOLEKCJE GAZETY WYBORCZEJ

W środę z ''Gazetą'':

  • Gazeta Dom