Kilka miesięcy temu na moje konto na portalu społecznościowym Nasza-klasa.pl przyszło zaproszenie od Marka Kolasińskiego. Miałem okazję poznać go w życiu zawodowym - to adiunkt na wydziale prawa toruńskiego uniwersytetu, prezes Fundacji Kopernikańskiej, organizator cyklicznych debat, których gośćmi byli już m.in. Lech Wałęsa, Leszek Balcerowicz, Radosław Sikorski. Wtedy na swoim profilu miał kilkuset znajomych, ale kiedy ogłosił, że zamierza kandydować do europarlamentu, zaczęło ich przybywać z dnia na dzień. Obecnie jest ich już ok. 3,7 tys. - to wynik nieosiągalny dla zwykłych posiadaczy kont na Naszej-klasie.
31-letni Kolasiński startuje z drugiego miejsca na kujawsko-pomorskiej liście PO. Wysoką pozycję zawdzięcza wykształceniu (doktorat z prawa europejskiego) i znajomości języków. Ma jednak problem. Do niedawna nawet w rodzinnym Toruniu był praktycznie nieznany. Organizowane przez niego debaty przyciągają co prawda tłumy, ale Kolasiński nigdy nie był na nich główną postacią - publiczność przychodziła posłuchać Balcerowicza, Sikorskiego czy Wałęsy. Kandydat wydał niedawno książkę o Europie. To jednak za mało, aby dorównać popularnością politycznym rywalom, do których należą m.in. Ryszard Czarnecki (PiS), Janusz Zemke (
SLD-UP) czy Tadeusz Zwiefka (nr 1 na liście PO w Kujawsko-Pomorskiem).
Do zwiększenia popularności Kolasiński wykorzystuje więc Naszą-klasę. Na swoim profilu umieścił liczne zdjęcia, m.in. z Wałęsą. W rubryce "Czym się aktualnie zajmuję" na pierwszym miejscu wielkimi literami wpisał "kandydat w wyborach do europarlamentu". Zaprasza wszystkich, nawet tych, którzy się tego zupełnie nie spodziewają. Szczególnie studentów, a ci nie kryją zaskoczenia. - To wykładowca z mojego wydziału, ale nawet nie miałem z nim zajęć - mówi Tomek, przyszły prawnik.
- Dostałam zaproszenie od jakiegoś prawnika, który ma pełno znajomych. Kto to jest? - zastanawia się Agnieszka, studentka politologii.
Jędrek z ochrony środowiska mówi wprost: - Zaproszenie odrzuciłem. Jest ewidentnie polityczne.
Nie tylko Kolasiński docenia wyborcze zalety portali społecznościowych. Prof. Joanna Senyszyn, znana działaczka lewicowa i kandydatka do europarlamentu z Krakowa (2. miejsce na liście SLD-UP) ma na Naszej-klasie prawie 24 tys. kontaktów. Jej konto powstało we wrześniu ub.r. Stroną techniczną zajmuje się asystentka, Senyszyn codziennie zagląda jedna na swój profil i wymienia korespondencję. - Dostałam już ponad 40 tys. różnego rodzaju liścików, w większości są bardzo miłe - zdradza nam kandydatka. - To co innego niż komentarze na moim blogu, który stał się forum wymiany poglądów i toczą się na nim pyskówki.
Początkowo Senyszyn zapraszała swoich znajomych, teraz zaproszenia przychodzą do niej od sympatyków z całej Polski. Nie zauważyła, aby w związku z wyborami do europarlamentu jej profil stał się bardziej popularny.
Konto na Naszej-klasie ma też Bernard Margueritte, rocznik 1938, znany francuski dziennikarz związany z Polską. W nadchodzących wyborach nr 2 na warszawskiej liście
PSL. Nie jest zapisany do żadnej klasy, wysyłając zaproszenia bliższym i dalszym znajomy przypomina o sobie przed nadchodzącymi wyborami. I zachęca oglądających profil: "Witam serdecznie. Bardzo proszę o wsparcie w wyborach do PE". Obok komentarze innych użytkowników portalu: "Dziękuję za zaproszenie, ma Pan mój głos. Powodzenia!". Ktoś inny zasiał wątpliwość, czy to przypadkiem jakiś żartowniś nie podszywa się pod znanego żurnalistę. - Margueritte'a nie znam zbyt dobrze, zdziwiłem się, widząc jego zaproszenie. Dopiero potem dowiedziałem się, że kandyduje do europarlamentu - mówi nam jeden z jego znajomych, który ostatecznie zaproszenia nie przyjął.
Profil Francuza jest na razie skromny zamieścił na nim tylko pięć zdjęć (w tym jedno z
Janem Pawłem II), ma niespełna 1,6 tys. znajomych.
Na Naszej-klasie jest też europoseł Czarnecki - bezpośredni rywal Kolasińskiego. Wygląda na to, że zaprasza tylko prawdziwych kolegów, a nie potencjalnych wyborców - ma 83 znajomych. Nie kryje, że ma inną wizję kampanii niż Kolasiński. - Profil mam od roku - mówi Czarnecki. - Myślałem, aby wykorzystać go w kampanii, ale było mi niezręcznie promować się jako wielki eurodeputowany.
W gąszczu kont na Naszej-klasie są także takie, które nie wiążą się z kandydatami, lecz z samymi wyborami: "Parlament Europejski" (żadnego znajomego), "Eurowybory2009Europarlament" (żadnego znajomego) "7 czerwca idę na wybory" (trzech znajomych) i "Eurowybory Lubelszczyzna" (dwóch znajomych).
Rozmowa z Markiem Kolasińskim, kandydatem PO do europarlamentu województwa kujawsko-pomorskiego. Tomasz Ciechoński: Zauważyłem, że bardzo aktywnie zdobywa pan sympatię wyborców na Naszej-klasie. Skąd taki pomysł? Marek Kolasiński: - Dla mnie to jest po prostu oczywiste. Jako społeczność lokalna powinniśmy komunikować się na wszystkie możliwe sposoby.
Nasza-klasa jest portalem społecznościowym o tak niesamowitej popularności, że aż grzech tego nie wykorzystać. A ktoś, kto angażuje się w życie społeczne, nie może sobie pozwolić na to, żeby takie kanały komunikacyjne pominąć. Zresztą odzew osób funkcjonujących na Naszej-klasie jest pozytywny. To jedno z moich narzędzi kampanii - nie zaklejanie ulic swoimi wizerunkami, ale informacja i interakcja, rozmowa. Przygotowujemy stronę internetową, tam również będą odniesienia do portali społecznościowych.
Jak pan wybiera użytkowników, którym wysyła zaproszenia? - Początkowo były to osoby, z którymi mam bliskie kontakty koleżeńskie, w tej chwili zapraszamy wszystkich. Funkcjonalnie Nasza-klasa spełnia w mojej kampanii wyborczej rolę zbliżoną do aktywnej strony internetowej.
Czy sam pan wysyła zaproszenia, czy też ktoś panu pomaga? - Mam sztab ludzi, który to robi. Korespondencję osobistą prowadzę sam.
Rozmawiał Tomasz Ciechoński