http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czesi mają rząd, a Europa prezydencję

Luboš Palata, Praga
2009-05-09, ostatnia aktualizacja 2009-05-08 18:36

Do początku lipca na czele Unii Europejskiej będą stać ludzie premiera Jana Fischera, dotychczasowego szefa czeskiego GUS. Bardzo możliwe, że pierwsze skrzypce czeskiej prezydencji zagra czołowy eurosceptyk prezydent Vaclav Klaus

Zaprzysiężony wczoraj rząd z kilkoma wyjątkami tworzą ludzie nieznani ani w Europie, ani w Czechach. W dużej części to zastępcy dotychczasowych ministrów lub szefowie urzędów, którzy z polityką europejską nie mają doświadczeń. Z wyjątkiem dwóch - Jana Kohouta, szefa MSZ i byłego ambasadora przy UE, i Stefana Fuleho, ministra ds. europejskich, a wcześniej szefa czeskiej misji w NATO.

Z dotychczasowych ministrów pozostaje tylko odpowiedzialny za prawa człowieka Michael Kocab. Częste ostatnio antyromskie manifestacje neonazistów sprawiły, że odchodzący gabinet przyjął zdecydowany plan walki z ekstremistami. Ma go przeprowadzić bezpartyjny Kocab, bliski przyjaciel Vaclava Havla

A ministrem transportu będzie Gustav Slamecka, Słowak, który nie ma czeskiego obywatelstwa (konstytucja pozwala, by ktoś taki był członkiem rządu) i nie mówi po czesku, choć mieszka w Pradze od 13 lat. - Może zacznę się uczyć - obiecał po złożeniu przysięgi.

Gabinet ten powstał po obaleniu pod koniec marca rządu Mirka Topolanka na mocy umowy dotychczasowych partii rządzących, czyli Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) i Zielonych oraz opozycyjnych socjaldemokratów. Umowa zakłada, że przedterminowe wybory będą w październiku, a od 8 maja do 8 października ma rządzić gabinet fachowców Jana Fischera.

Fischerowi, który za pół roku chce wrócić na stanowisko szefa urzędu statystycznego, pozostała rola statysty - partie podzieliły między sobą nominacje i podyktowały premierowi listę ministrów.

Gdy pod koniec ubiegłego tygodnia premier się zbuntował, wysuwając propozycje własnych kandydatów na niektóre kluczowe stanowiska, ODS i socjaldemokraci zagrozili mu, że nie otrzyma votum zaufania. Wtedy Fischer poskarżył się prezydentowi Vaclavowi Klausowi. Ten zaraz pochwalił Fischera, że "nie chce być marionetką partii", a komentatorzy zaczęli się zastanawiać, czy premier nie sformuje rządu według życzeń prezydenta.

Dodatkowo konstytucjonaliści ostrzegali, że mając wsparcie Klausa Fischer, może rządzić aż do wyborów i bez wotum zaufania parlamentu.

Bunt "letniego premiera" zakończył się równie nagle, jak się rozpoczął. Już w niedzielę szefowie ODS, socjaldemokratów i Zielonych, czyli Mirek Topolanek, Jirzi Paroubek i Martin Bursik, ustalili z Fischerem, że pierwotne ustalenia pozostają w mocy. Premier wycofał swoich kandydatów, a partie uzupełniły listę ministrów nowymi nazwiskami.

Słaby premier, który w żadnym z wywiadów nie wyraził dotąd żadnej opinii, jest dużą szansą dla antyunijnego prezydenta Vaclava Klausa, który osobiście chce sprawować czeskie przewodnictwo w UE. Pałac Prezydencki już oświadczył, że Klaus zamierza prowadzić wszystkie szczyty, które pozostały do lipca, m.in. szczyt UE - Rosja czy zamykający prezydencję szczyt w Brukseli.

Dotychczasowy wicepremier i minister ds. europejskich Aleksander Vondra wyraźnie polecił Fischerowi, aby nie zostawiał Klausowi szczytu w Brukseli, na którym może być ogłoszona decyzja o drugim irlandzkim referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Fischer odpowiada na to: "Rozmawiamy o tym z panem prezydentem".

Na razie skutek jest taki, że Unia coraz bardziej ignoruje czeską prezydencję (zresztą tak się dzieje od czasu obalenia rządu Topolanka). Na czwartkowy szczyt Partnerstwa Wschodniego w Pradze z przywódców najważniejszych państw UE przyjechała tylko Angela Merkel.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':