http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pospolite ruszenie w sieci kulą w płot

Konrad Niklewicz, poz
2009-05-07, ostatnia aktualizacja 2009-05-07 02:00

Trwa walka z piractwem i podróbkami
Trwa walka z piractwem i podróbkami
Internet Fot. Marzena Hmielewicz / AG

Internet aż kipiał od protestów przeciw "cenzurze sieci". Żadnego zamachu na wolność nie było. Ale nikt tego nie sprawdził. Internauci chcieli dobrze, będą mieli gorzej

Internauci
Fot.Stanis3aw Rozpedzik / AG??????????????
Internauci
Anna Streżyńska, b. prezes UKE
Fot. Tomasz Wawer / AG
Anna Streżyńska, b. prezes UKE

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



To, co się przez ostatnie tygodnie działo wokół unijnego "Pakietu telekomunikacyjnego", przejdzie do historii jako przykład niebywałego nieporozumienia. Tysiące internautów - zgromadzonych wokół wielu pozarządowych organizacji, np. francuskiej La Quadrature du Net, szwedzkiej Partii Piratów, polskiej Grupy Jakilinux - głośno protestowało przeciwko tej dyrektywie. Mimo że - o ironio! - wprowadzała ona rozwiązania dla nich korzystne.

Dziesiątki tysięcy europejskich internautów bez zastanowienia podpisało krążącą po sieci e-petycję z protestem. Zasypywali e-mailami eurodeputowanych. Organizowali nawet manifestacje uliczne (kolejna ma się odbyć w Madrycie 24 maja).

Protest zaczął się prawdopodobnie we Francji, gdzie rząd forsuje ustawę o odcinaniu od sieci osób trzykrotnie przyłapanych na piractwie. Ale równie dobrze mogła powstać w Szwecji, gdzie przed kilkoma tygodniami sąd skazał na kary więzienia czwórkę właścicieli serwisu Pirate Bay. Serwis ułatwiał ściąganie pirackich plików z internetu.

W Polsce e-petycję przeciw "Pakietowi" sygnowało ponad 60 tys. osób. Na polskich forach internetowych padały coraz bardziej niedorzeczne oskarżenia. "PE chce wprowadzić cenzurę w internecie" - to jedno z nich.

W Polsce e-petycję przeciw cenzurze internetu, której nie było, podpisało ponad 60 tys. osób



Pospolite ruszenie europejskich internautów rosło, ale maszerowało bez ładu i składu. Nikt nie chciał słuchać ekspertów, którzy próbowali wyjaśnić, że "Pakiet" jest korzystny i nikomu nie zagraża.

- On jest prokonsumencki! Dostęp do internetu wpisano w nim jako jedną z "potrzeb społecznych", które należy zapewnić obywatelom Unii. Internet zrównano z dostępem do wody, kanalizacji czy prądu. To dobry zapis - mówi "Gazecie" Anna Streżyńska, szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

- Ależ "Pakiet" jest prokonsumencki! Dostęp do internetu zrównano z dostępem do wody, kanalizacji czy prądu - mówi Anna Streżyńska, szefowa Urzędu Komunikacji Elektronicznej



- Nie rozumiałem zamieszania. Projekt dyrektywy w niczym nie ogranicza ani nie cenzuruje dostępu do internetu - wtóruje Tomasz Kulisiewicz, analityk rynku telekomunikacyjnego w firmie doradczej Audytel.

Wszystko na odwrót

Przerażone biuro prasowe europarlamentu rozesłało wykaz "prawd i mitów" o dyrektywie. Nie jest prawdą - tłumaczyło - jakoby Strasburg chciał wprowadzić reguły, które dają operatorom prawo do limitowania liczby stron ("pakietowania") dostępnych w internecie dla danego odbiorcy. I nie jest prawdą, że "Pakiet" zezwala dostawcom internetu ograniczać usługi.

Na odwrót. Dyrektywa nakłada na operatorów obowiązek - jeśli chcą ograniczyć dostęp, muszą uprzedzić o tym konsumentów. Oni zaś będą wtedy mogli zerwać umowę bez konsekwencji i przenieść się do innego operatora.

Naprawdę więc oskarżenia internautów waliły kulą w płot.

"Pakiet" proponuje przepisy, które utrudnią operatorom i władzom państw blokowanie dostępu do sieci. Stwierdza bowiem, że dostęp do internetu to swoboda gwarantowana europejską konwencją praw człowieka (obowiązującą w Unii). Każdy Europejczyk odcięty od internetu mógłby odwołać się do sądu.

Co więcej, „Pakiet” przewiduje 12 korzystnych dla konsumentów nowinek. Wśród nich: •  ograniczenie do 24 miesięcy maksymalnej długości umowy operatora z konsumentem - tak by nie wiązać go zbyt długim kontraktem; •  nakaz, by przeniesienie numeru telefonu z jednej sieci do drugiej nie trwało dłużej niż jeden dzień (obecnie - nawet i 30 dni).

Strasburg się wystraszył

Ale wyjaśnienia nie zatrzymały histerii. Popłoch wśród internautów udzielił się europosłom. I w środę postanowili udowodnić, jak dbają o konsumentów.

Miażdżącą większością przegłosowali poprawkę, której wcześniej nie uzgodnili z Radą Unii Europejskiej (reprezentującą unijne rządy): - Nikt nie może zostać pozbawiony dostępu do internetu bez uprzedniej decyzji sądu.

W ten sposób europarlament odrzucił kompromis zawarty z Radą UE - czyli że sąd miał tylko potwierdzać wcześniejsze odcięcie od internetu.

- Teraz zacznie się procedura uzgodnieniowa między Parlamentem i Radą - mówi "Gazecie" Jan Olbrycht, europoseł PO. Jeśli się nie powiedzie, dyrektywa przepadnie. Wszystko pozostanie po staremu. Obowiązywać będą przepisy krajowe, także te niekorzystne dla internautów. Francja bez przeszkód wprowadzi u siebie restrykcyjne przepisy, na mocy których odcinać od sieci będzie urząd, a nie sąd. Rząd w Paryżu chce to zrobić już w przyszłym tygodniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów