O nowych szykanach powiadomiła słynna kubańska blogerka Yoani Sanchez, której odmówiono dostępu do centrum internetowego w
luksusowym hotelu Melia Cohiba w Hawanie. Urzędniczka powiedziała jej, że przepisy się zmieniły i teraz może sprzedawać kartę dostępu do internetu tylko posiadaczowi zagranicznego paszportu. Sprzedając kartę, hotel musi zanotować dane klienta i przekazać je MSW.
- Widziałam zarządzenie, bo mi je okazano. Datowane jest na styczeń, ale widocznie dopiero teraz weszło w życie - mówi Yoani Sanchez emigracyjnemu portalowi Cubaencuentro.
Mimo braku powszechnego dostępu do internetu na Kubie Yoani Sanchez sobie znanym sposobem dwa lata temu uruchomiła własny blog poświęcony życiu na wyspie, który rozsławił ją na świecie. Od kilku miesięcy łatwiej jej było uzupełniać wpisy, bo reżim zezwolił Kubańczykom na wstęp do luksusowych hoteli, co wcześniej było zastrzeżone dla turystów zagranicznych i biznesmenów. Teraz najwyraźniej pożałował tego kroku i postawił tamę dostępowi do sieci.
Zarządzenie obowiązuje na całej wyspie. - W hotelu Melia Santiago w Santiago de Cuba zrobili to samo. A hotel był jedynym sposobem podłączenia się do internetu - potwierdza dziennikarz Luis Felipe Rojas.
W sieci Melia dostęp do internetu kosztuje 6 pesos wymienialnych (tj. ok. 6 dolarów) na godzinę. Hotele Melia są koncernem hiszpańskim, a na Kubie Hiszpanie zarządzają nimi wspólnie z rządem kubańskim. W siedzibie koncernu Melia odmówiono komentarza w sprawie dyskryminacji Kubańczyków.
- Teraz Kubańczyk musi poprosić obcokrajowca, żeby kupił mu kartę, wejść razem z nim do hotelu z własnym laptopem i w holu połączyć się bezprzewodowo - opowiada portalowi Cubaencuentro inna kubańska bloggerka Claudia Cadelo.
Ostatnio restrykcje objęły też dostęp do internetu na wyższych uczelniach. Coraz więcej stron jest zablokowanych, w tym np. Yahoo.com. Kubańczykom pozostaje sieć kafejek internetowych państwowego monopolu ETECSA, który ma zaledwie po dwa-trzy komputery na każdą prowincję i gdzie można założyć konto elektroniczne tylko na krajowych serwerach. Godzina kosztuje dolara. - Ale do państwowych komputerów Kubańczykom nie wolno podłączać żadnych własnych urządzeń, żeby nie mogli wysyłać lub ściągać plików, zwłaszcza zdjęć i plików
wideo - mówi Luis Felipe Rojas.
Istnieje też sieć 600 lokali internetowych Joven Club należąca do młodzieżówki partii komunistycznej. Ale żeby się tam dostać, trzeba zgłosić się trzy dni wcześniej i uzyskać pozwolenie dyrektora. Osoba zarejestrowana przez służbę bezpieczeństwa dostaje odmowę.
Według organizacji Freedom House Kuba jest jednym z najbardziej represyjnych krajów świata pod względem dostępu obywateli do internetu.
• Ponad stu Kubańczyków z wyspy, w tym wybitni działacze demokratycznej opozycji napisało właśnie list do państw członkowskich ONZ z prośbą, by z powodu systematycznego prześladowania opozycjonistów przez dyktaturę nie wybierano Kuby do Rady Praw Człowieka ONZ. „Kubański reżim istnieje dzięki swojej represyjnej władzy, co jest w jaskrawej sprzeczności z zasadami przyświecającymi Radzie Praw Człowieka. Prawo państwowe zabrania obywatelom korzystania z najbardziej podstawowych praw obywatelskich, politycznych i ekonomicznych, ograniczają wolność słowa, zrzeszania się, zgromadzeń, prasy, poruszania się, pracy i dostępu do własności prywatnej” - piszą m.in. Vladimiro Roca, Martha Beatriz Roque, Jorge Luis Pérez Ant nez, Félix Bonne. Kuba została wybrana do Rady na trzy lata w 2006 roku. Jedna trzecia składu Rady ma zostać odnowiona w głosowaniu 12 maja.