http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Poles to Polls, czyli czy Polacy zagłosują

Jacek Pawlicki
2009-05-02, ostatnia aktualizacja 2009-05-05 13:03

Trzy główne brytyjskie partie - laburzyści, torysi i liberałowie zabiegają o polskie głosy w wyborach europejskich. A Polacy mobilizują innych Polaków, by poszli do urn

Klub Labour Friends of Poland (Przyjaciele Polski z Partii Pracy)
Klub Labour Friends of Poland (Przyjaciele Polski z Partii Pracy)
debata wyborcza przed wyborami do Europarlamentu
Fot. Iwona Kadłuczka
debata wyborcza przed wyborami do Europarlamentu
Debata wyborcza przed wyborami do Europarlamentu
Fot. Iwona Kadłuczka
Debata wyborcza przed wyborami do Europarlamentu
- Nikt nie prowadzi żadnych badań socjologicznych, nikt nie robił też wśród Polaków sondaży opinii publicznej. Nie wiadomo więc, jak będą głosowali w czerwcu - mówi "Gazecie" Marta Kaszuba z Polish Professionals in London, zaangażowana w inicjatywę Poles to Polls, czyli Polacy Głosują. Celem akcji jest zachęcenie Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii do korzystania z równouprawnienia wyborczego w UE i do głosowania w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

To już druga po wyborach lokalnych w 2007 r. próba wciągnięcia do życia politycznego Wielkiej Brytanii kilkuset tysięcy Polaków, którzy przyjechali tam po 2004 r. W przypadku wyborów lokalnych było łatwiej dotrzeć do Polaków, bo chodziło o konkretne sprawy dotyczące życia w gminach, dzielnicach czy miasteczkach. Teraz jest trudniej, bo polityka europejska, Strasburg czy Bruksela to dla wielu naszych rodaków abstrakcja.

Wczoraj z inicjatywy Poles to Polls odbyło się w Londynie spotkanie z europosłami i politykami wszystkich brytyjskich partii. Przyszło sporo osób, ale wciąż nie wiadomo, jak będzie wyglądała mobilizacja Polaków przy urnach. - Pytanie nie powinno brzmieć, na kogo zagłosują Polacy, ale czy w ogóle zagłosują. I o to toczy się kampania - mówi nam Adam Komarnicki zaangażowany w ruch Polacy Głosują. Zdaniem Komarnickiego przeszkód jest kilka. Po pierwsze, Polacy ciężko pracują, często biorą nadgodziny, nie zostaje im dużo czasu na interesowanie się brytyjską polityką. Po drugie, wielu z naszych rodaków wciąż żyje problemami Polski, swych rodzinnych miast i miasteczek, mniej wiedzą, co dzieje się w Wielkiej Brytanii niż w Polsce. Po trzecie, żeby zagłosować w wyborach do PE, trzeba się zarejestrować i wypełnić formularz, że zamierza się głosować tylko w Wielkiej Brytanii. Chodzi o uniknięcie sytuacji, w której Polacy głosowaliby np. zarówno w Londynie (gdzie wybory odbywają się 4 czerwca) i w Polsce (7 czerwca).

Właśnie z powodu dość skomplikowanej rejestracji w lokalnych samorządach nie wiadomo, ilu Polaków pójdzie głosować na Wyspach. Samorządy nie udzielają zresztą na ten temat informacji. Kilkadziesiąt tysięcy, sto, dwieście tysięcy? - Nie pokuszę się nawet, żeby zgadnąć. Nie sądzę, żeby frekwencja była wyższa niż w Polsce, a słyszałem, że według sondaży ma być kilkunastoprocentowa - odpowiada Komarnicki.

To nagromadzenie niewiadomych nie przeszkadza głównym brytyjskim partiom zabiegać o głosy Polaków. Wręcz przeciwnie każda z nich inwestuje w kontakty z polską społecznością i założyła w ciągu ostatnich kilku miesięcy kluby przyjaciół Polski, które mają wciągać naszych rodaków w partyjne trybiki.



Najpóźniej, bo dopiero na początku marca powstał Labour Friends of Poland, czyli Przyjaciele Polski z Partii Pracy. - Wiem, że wielu Polaków na Wyspach sympatyzuje z Partią Pracy i jej poglądami. Labour Friends of Poland daje możliwość zrealizowania ich oczekiwań - tłumaczy Mark Lazarowicz, brytyjski parlamentarzysta zaangażowany w ruch. Podobną perspektywę dla Polaków roztacza partia Liberalnych Demokratów i Konserwatyści, którzy partyjny klub przyjaciół Polski założyli pod koniec 2008 r. Komarnicki skarży się, że Polacy są zbyt słabo zorganizowani, by po wyborach rozliczyć partie z obietnic. A bez tego przedwyborczego zainteresowania nie da się zmienić w trwały polityczny sojusz, który wzmocniłby pozycję Polaków w Wielkiej Brytanii.



Najbardziej na głosy Polaków liczy będąca języczkiem u wagi opozycyjna partia Liberalni Demokraci. - Wiem, że Polacy są bardzo dobrze nastawieni do Europy, a to my jesteśmy najbardziej proeuropejską partią w Wielkiej Brytanii - mówi "Gazecie" Nick Clegg, szef Liberalnych Demokratów. Zapytany jednak, czy w programie ma coś szczególnego dla Polaków, odpowiada: - Liczymy na siłę naszych wartości.

- Podejrzewam, że 70 proc. tutejszych Polaków w ogóle nie wie, że są wybory do Parlamentu Europejskiego - mówi nam z kolei Wiktor Moszczyński, działacz polonijny i sekretarz Labour Friends of Poland. Zdaje sobie sprawę z tego, że to rządząca Partia Pracy obarczana jest winą za kryzys i bezrobocie, które uderzają także w Polaków. Ale liczy na wdzięczność.

- Partia Pracy była zawsze przyjazna Polakom. To za rządów Tony'ego Blaira zaakceptowano przyjęcie Polski do NATO i Unii Europejskiej. To także laburzyści dążyli do otwarcia rynku pracy dla Polaków, czemu sprzeciwiali się konserwatyści - wylicza.

Według Moszczyńskiego Polacy z reguły głosują przeciw komuś, a nie na kogoś. Dlatego na spotkaniach tłumaczy, że każdy głos oddany na Partię Pracy zmniejsza szanse BNP, czyli populistycznej i nacjonalistycznej Brytyjskiej Partii Narodowej, która domaga się wyrzucenia imigrantów zarobkowych z Wysp, a więc jest dla Polaków groźna.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy