http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Branka Armii Czerwonej

Bożena Aksamit
2009-05-05, ostatnia aktualizacja 2009-12-30 10:40

Gertruda Jutrzenka-Trzebiatowska w Domu Pomocy Społecznej w Lęborku, kwiecień 2009 r.
Gertruda Jutrzenka-Trzebiatowska w Domu Pomocy Społecznej w Lęborku, kwiecień 2009 r.
Fot. Damian Kramski

Byłam tylko kobietą. Nic wielkiego nie zrobiłam. Przeżyłam

Wszystko, niestety, jest prawdą. Miała 20 lat, kiedy porwali ją radzieccy żołnierze. Musiała się oddawać każdemu, kto miał ochotę na seks, albo umrzeć.

Wywieźli ją do Rosji, wróciła dziesięć lat temu.

- Dlaczego tak późno?

- Bałam się. Oni wszystko mogli. To byli źli ludzie.

Życie skurczyło ją do rozmiarów 12-letniej dziewczynki. Źle słyszy, prawie oślepła. Szwankuje jej pamięć. W głowie plączą się nazwy miast, imiona krewnych i języki: polski, kaszubski, niemiecki i rosyjski.

***

Pociąg Berlin - Brześć Litewski. Lipiec 1945.

- Nu, diewoczka, dawaj. Idi! - śniady chłopak w rozchełstanym mundurze uśmiecha się na widok swojego łupu. Odsuwa szerzej drzwi przedziału i wyciąga do Trudy brudną rękę.

Pięć minut wcześniej stanęli w jakiejś wiosce za Landsbergiem (dziś Gorzów Wielkopolski). Dziewczyna modli się cicho. Patrzy na osmalony budynek stacji. Pasażerowie są zdziwieni: jakaś kontrola czy co? Gdy Azjata otwiera drzwi, trwa jeszcze głośna dyskusja.

- No! - żołnierz przepycha się w głąb przedziału. Na podłodze między nogami leżą piramidy z walizek, toreb i kartonów powiązanych sznurkami.

Wszyscy milkną - już wiedzą, po co maszynista zatrzymał pociąg.

- Dawaj! - krzyczy i szarpie ją za ramię.

Dziewczyna obraca twarz. W kącikach oczu błyszczą łzy.

- Krasiwaja - uśmiecha się. Czuć od niego odór bimbru. Cuchnie starym potem.

Truda podnosi się powoli.

Nie ma pretensji o to, że oczy współpasażerów uciekają na boki. Też nikogo by nie broniła - gdy pijany Ruski słyszy "nie", zabija, a ona śmierci boi się bardziej niż bólu i wstydu.

Jest pewna, że Ruski się nie ulituje.

Wie, co ją spotka, wie też, że jak nie będzie walczyć, to przeżyje.

***

Podróż do Brześcia zaczęła się sześć godzin wcześniej w Berlinie. Na peronie dworca mnóstwo ludzi: głównie radzieccy żołnierze i niemieccy jeńcy, którzy ładują wojenne łupy. Z wagonów sterczą: meble, pierzyny, maszyny do szycia, fortepiany, obrazy, ubrania, krowy, świnie.

Źródło: Duży Format
  • 286 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':