Wszystko, niestety, jest prawdą. Miała 20 lat, kiedy porwali ją radzieccy żołnierze. Musiała się oddawać każdemu, kto miał ochotę na seks, albo umrzeć.
Wywieźli ją do Rosji, wróciła dziesięć lat temu.
- Dlaczego tak późno?
- Bałam się. Oni wszystko mogli. To byli źli ludzie.
Życie skurczyło ją do rozmiarów 12-letniej dziewczynki. Źle słyszy, prawie oślepła. Szwankuje jej pamięć. W głowie plączą się nazwy miast, imiona krewnych i języki: polski, kaszubski, niemiecki i rosyjski.
***
Pociąg Berlin - Brześć Litewski. Lipiec 1945.
- Nu, diewoczka, dawaj. Idi! - śniady chłopak w rozchełstanym mundurze uśmiecha się na widok swojego łupu. Odsuwa szerzej drzwi przedziału i wyciąga do Trudy brudną rękę.
Pięć minut wcześniej stanęli w jakiejś wiosce za Landsbergiem (dziś Gorzów Wielkopolski). Dziewczyna modli się cicho. Patrzy na osmalony budynek stacji. Pasażerowie są zdziwieni: jakaś kontrola czy co? Gdy Azjata otwiera drzwi, trwa jeszcze głośna dyskusja.
- No! - żołnierz przepycha się w głąb przedziału. Na podłodze między nogami leżą piramidy z walizek, toreb i kartonów powiązanych sznurkami.
Wszyscy milkną - już wiedzą, po co maszynista zatrzymał pociąg.
- Dawaj! - krzyczy i szarpie ją za ramię.
Dziewczyna obraca twarz. W kącikach oczu błyszczą łzy.
- Krasiwaja - uśmiecha się. Czuć od niego odór bimbru. Cuchnie starym potem.
Truda podnosi się powoli.
Nie ma pretensji o to, że oczy współpasażerów uciekają na boki. Też nikogo by nie broniła - gdy pijany Ruski słyszy "nie", zabija, a ona śmierci boi się bardziej niż bólu i wstydu.
Jest pewna, że Ruski się nie ulituje.
Wie, co ją spotka, wie też, że jak nie będzie walczyć, to przeżyje.
***
Podróż do Brześcia zaczęła się sześć godzin wcześniej w Berlinie. Na peronie dworca mnóstwo ludzi: głównie radzieccy żołnierze i niemieccy jeńcy, którzy ładują wojenne łupy. Z wagonów sterczą: meble, pierzyny, maszyny do szycia, fortepiany, obrazy, ubrania, krowy, świnie.
Źródło: Duży Format