Adam Hodysz, b. kapitan gdańskiej Służby Bezpieczeństwa, to postać legendarna. Od końca lat 70. z własnej inicjatywy współpracował z opozycją, a potem z "S". Regularnie przekazywał informacje o agenturze w trójmiejskiej opozycji, ostrzegał przed rewizjami i zatrzymaniami, informował o śledztwach. Wpadł jesienią 1984 r. Został skazany na sześć lat więzienia. - "Solidarność" podziwia i dziękuje panu - mówił w grudniu 1988 r.
Lech Wałęsa, gdy Hodysz opuszczał celę zwolniony dzięki staraniom Episkopatu i "S".
"Okazał się jednym z niewielu sprawiedliwych w tej instytucji represji"- napisał o Hodyszu lider trójmiejskiej opozycji
Bogdan Borusewicz, dziś marszałek Senatu. Hodysz był ostatnim więźniem politycznym PRL.
Organ faktów nie ustala Hodysz, dzisiaj emeryt, od 2006 r. próbuje w
IPN uzyskać materiały dokumentujące jego działalność dla niepodległości Polski. Ale IPN odmawia. Wydano mu tylko część akt śledztwa i procesu, w którym został skazany. Jednocześnie uznano, że nie ma prawa otrzymać akt z okresu, gdy był „agentem »Solidarności « w
SB”. Dla IPN ważniejsze jest, że formalnie pracował wówczas w bezpiece. Taką decyzję podjął najpierw IPN w Gdańsku, a gdy Hodysz poskarżył się prezesowi IPN Januszowi Kurtyce, odpisano mu, że nie ma racji. Pismo z 8 kwietnia 2009 r. na papierze firmowym Kurtyki podpisał wiceszef IPN Franiszek Gryciuk. Beznamiętnie wylicza ustawowe powody, dla których Hodysz jako esbek nie może otrzymać akt o które prosi, bo „wytworzył je”, będąc funkcjonariuszem. Z dokumentu Hodysz może się dowiedzieć, że „organ nie ustala faktów na podstawie dokumentów, lecz odnosi się jedynie do tego, co z tych dokumentów wynika”.
Namówili go, by został w bezpiece Borusewicz w 1993 r. wspominał , że gdy w 1981 r. Adam Hodysz chciał odejść z SB na emeryturę, ludzie "S" namówili go, by został w bezpiece: - Został na naszą prośbę. Dla nas każda osoba po drugiej stronie była na wagę złota.
Ale w napisanej biurokratyczną nowomową decyzji IPN nie ma słowa wskazującego na to, że Instytut ma świadomość specjalnej roli, jaką Hodysz pełnił w SB. Nie ma też mowy o jego zasługach dla niepodległej Polski.
Marszałek Borusewicz jest poruszony formą pisma IPN: - Dziwi mnie, że Instytut jest tak restrykcyjny. Hodysz, bez którego w ogóle nie moglibyśmy w Gdańsku działać, został potraktowany jak zwykły esbek. Nawet jeżeli uznano, że nie ma możliwości udostępnienia mu tych dokumentów, to prezes Kurtyka powinien go zaprosić na rozmowę, wyrazić ubolewanie i jednak znaleźć jakiś sposób. To, jak postąpiono z Hodyszem, jest dla niego uwłaczające. Prezes IPN tak jak wszyscy Polacy powinien być wdzięczny takim ludziom - powiedział "Gazecie" Borusewicz.
Aleksander Hall, który był głównym łącznikiem opozycji z Hodyszem, dodaje: - Mamy złe prawo, które powoduje, że osoba o tak wielkich zasługach dla sprawy polskiej jest traktowana jak każdy pracownik SB. Absurd. Na tym gruncie św. Paweł musiałby do końca nosić stygmat prześladowcy chrześcijan. Mnie się to po prostu nie mieści w głowie. Ilu było takich jak Hodysz, którzy przeszli z tamtej strony na stronę "Solidarności"?. Uważam, że jego rola jest porównywalna z rolą płk. Kuklińskiego. IPN zachował się w sposób niedopuszczalny.
IPN zmienia decyzję Pod decyzją IPN odmawiającą Hodyszowi dostępu do akt napisano, że "jest ostateczna i nie przysługuje od niej żaden środek odwoławczy". Tymczasem wczoraj, kilka godzin po wysłaniu przez nas do IPN maila z pytaniami, rzecznik Instytutu Andrzej Arseniuk, powiedział, że decyzja została uchylona. W zeszłym tygodniu IPN zaliczył inną wpadkę. Franciszek Gryciuk wezwał radę miasta Klimontów, by zmieniła nazwę ulicy Brunona Jasieńskiego. IPN uznał go za stalinowca, lekceważąc fakt, że poeta został rozstrzelany w ZSRR. Po publikacji "Gazety" IPN wycofał swoje żądanie.
*** W wolnej Polsce Hodysz został szefem delegatury gdańskiego
UOP. W 1993 r. prezydent Wałęsa nieoczekiwanie odwołał go z funkcji. Nieoficjalnie mówiono, że powodem dymisji było wydanie przez Hodysza (wiosną 1992 r.) wysłannikom ówczesnego szefa MSW Antoniego Macierewicza akt SB dotyczących Wałęsy. W 1996 r. Hodysza przywrócono do służby. W 2001r. odszedł na emeryturę.