Najubożsi płaciliby za prąd według niższej taryfy bądź dostaliby dodatek z gminy. Ministerstwo chce ulżyć tym, którzy zużywają mało prądu, bo uważa, że te właśnie osoby mają najniższe dochody.
Polska rodzina zużywa średnio 1,9 tys. kilowatogodzin rocznie. Płaci 1,1 tys. zł. Ministerstwo chce pomóc tym, którzy zużywają do 1,2 tys. kilowatogodzin rocznie. Dla nich ceny pozostałyby takie jak teraz. Pozostali zapłaciliby więcej o 10-15 zł miesięcznie.
Propozycja znalazła się w tzw. pakiecie antykryzysowym, nad którym kończą prace związki, pracodawcy i rząd. Wynegocjowano już m.in. skrócenie umów o pracę na czas określony do dwóch lat, dopłaty dla pracowników pomagające utrzymać miejsca pracy w kryzysie i zniesienie ustawy kominowej.
Skąd w tym pakiecie prąd? Z powodu kryzysu. Godząc się na podwyżki cen prądu dla gospodarstw domowych - z osłoną dla najbiedniejszych -
Ministerstwo Gospodarki chce ulżyć przemysłowi. W zeszłym roku uwolniono bowiem ceny energii dla przedsiębiorstw - prąd dla nich zdrożał o 100 proc. Do tego doszło spowolnienie gospodarcze. Dziś drogi prąd dusi przedsiębiorstwa.
Dostawcy prądu twierdzą, że zmniejszyliby ceny dla firm - ale jeśliby sami mogli wyznaczać ceny dla gospodarstw domowych. Dziś ceny dla rodzin ustala Urząd Regulacji Energetyki (URE).
A firmy narzekają, że do prądu dla gospodarstw domowych muszą dopłacać. Koncern energetyczny PGE mówi o 400 mln zł strat tylko w tym roku, Energa - o mniej więcej 200 mln zł.
Uwolnienie cen dla gospodarstw domowych oznacza podwyżki - na początek prawdopodobnie o 10 proc., czyli wspomniane 10-15 zł. Nie godzą się jednak na to związki zawodowe ani URE, bo zbyt mocno uderzy to w najbiedniejszych.
Z ubiegłorocznego raportu URE zamówionego w Instytucie Pracy i Spraw Socjalnych wynika, że już dziś na prąd nie stać blisko 800 tys. rodzin. Gdyby ceny wzrosły o 10 proc. - grupa ta wzrosłaby do miliona rodzin!
Do tej pory przeciwnikiem jakichkolwiek podwyżek cen prądu dla gospodarstw domowych był premier. - Jeżeli mamy przykry wybór, gdzie ten prąd będzie droższy, to wybieramy, że nie ma być droższy w domu. Trudno, będzie droższy w firmie - mówił w lutym
Donald Tusk.
Ale na uwolnieniu cen zależy Waldemarowi Pawlakowi, ministrowi gospodarki. Chce, by decyzję podjęła Komisja Trójstronna. Rząd zaś obiecał, że zaakceptuje wszystkie jej ustalenia antykryzysowe.
Co na to związki? Chcą rozmawiać. - Uwolnienie cen prądu dla ludzi musi iść w parze jednocześnie z zabezpieczeniem najbiedniejszych Polaków - mówi Jan Guz, szef OPZZ. - Chcemy też jednak wiedzieć, jak wysokie będą podwyżki prądu. Oczekujemy wyraźnych informacji od rządu i zakładów energetycznych.
Szczegóły będą omawiane na początku mają na spotkaniu wicepremiera Pawlaka, minister pracy Jolanty Fedak oraz ministra finansów Jacka Rostowskiego ze związkowcami i pracodawcami. Cały pakiet antykryzysowy Sejm ma dostać przed wakacjami.