http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Umarł i żyje

Katarzyna Bielas
2009-04-28, ostatnia aktualizacja 2009-05-13 20:17

Niedawno dostałam SMS-a od pracownika naukowego, żeby intensywnie medytować, bo ziemia jest zagrożona złą mocą. Rozmowa z Anną Sobolewską, autorką książki "Mapy duchowe współczesności"

Prof. Anna Sobolewska.  
Krytyk i historyk literatury, pracuje w Instytucie Badań Literackich PAN, wykłada na UKSW, członkini Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz licznych stowarzyszeń na rzecz niepełnosprawnych umysłowo. Autorka m.in. książek
Fot. Albert Zawada
Prof. Anna Sobolewska. Krytyk i historyk literatury, pracuje w Instytucie...
Od lat praktykujesz jogę medytacyjną, siddha jogę. Pamiętam, że na spotkania medytacyjne zabierałaś swoją młodszą córkę, małą Celę.

- Mówi się, że dzieci z zespołem Downa mają niesamowity słuch religijny, wręcz słuch absolutny. Jest w tym wiele prawdy.

Celi nie miałam z kim zostawić, zabierałam dla niej książeczki, rysunki, żeby się czymś zajęła, ale w pewnym momencie zorientowałam się, że ona medytuje jak dorosły człowiek, stała się pełnoprawnym członkiem grupy.

Cela potrafi dzielić się doświadczeniem, wykonać rytuały, które lubi. Sama z siebie wygłasza zdania typu: "Mamy wielką duszę". Jakby czytała "Upaniszady".

Ma talent religijny. Już jako małe dziecko zadawała ważne pytania.

Religijny talent, dziwnie to brzmi

- Widziałam amerykański film "Praying with Lyor" - Modląc się z Lyorem. O żydowskim chłopcu z zespołem Downa przygotowywanym do bar micwy. Był swobodny w kwestiach religijnych, potrafił wykładać, tłumaczyć np., że Bóg nie ma formy, ciała, koloru. On wszystko wiedział, tylko zadawać mu pytania, taki mały rabin. Śpiewał, tańczył w synagodze, była w nim radość modlitwy. Cela też jest taka.

Dlaczego posłaliście ją do komunii?

- Bo chciała. Cela jest chrześcijanką, poszła do komunii i do bierzmowania, a jednocześnie praktykuje jogę. Nie widzę w tym sprzeczności, ona też nie.

Nie stawiam przed nią problemu konfliktu religii, ale ona sama wie, że na lekcjach religii nie należy specjalnie z jogą występować. Dla niej chrześcijaństwo jest bliskie, zrozumiałe i dające wsparcie, wiąże się to też z byciem w środowisku, w grupie. Mam nadzieję, że znajdziemy jeszcze jakąś małą wspólnotę niepełnosprawnych, w której będzie się dobrze czuła. Ale to nie jest najważniejsze. Nie liczy się to, co korzystne, tylko to, co naturalne, bliskie.

Cela jest bardzo dobra z religii, ma same piątki, na każde Boże Narodzenie pisze wspaniałe kolędy, które nas zawsze zaskakują, np. "Dusza prosto do raju". No i to jej "Umarł i żyje", tak po prostu, bo co w tym dziwnego? Ja się z tym borykałam jako dziecko - umarł i co? Grób, rozkład? A dla Celi zawsze było oczywiste - ktoś umarł, ale żyje w jakiejś innej formie.

Gdyby chcieć ją wychowywać ateistycznie, nie byłoby sukcesu. Ona swoje wie.

Na czym polega ta łatwość? Na braku intelektualnych barier?

- Może na tym - pisałam o tym w książkach "Cela" i "Maski Pana Boga" - że ograniczenie intelektu nie jest ograniczeniem duchowości. Duchowość szuka sobie innych ścieżek.

Pisał o tym Oliver Sachs, autor książki "Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem". Opisywał różne dziwaczne formy inwalidztwa intelektualnego i to, że ci ludzie mają duże potrzeby religijne. Właśnie w tej sferze mogą przekroczyć swoje ograniczenia, duchowość ich wynosi poza nie. Taki człowiek w modlitwie zbiera do kupy swoją pokawałkowaną osobowość, a źle funkcjonujący intelekt nie musi być przeszkodą w kontemplacji. W ostatniej książce Sachs zajmuje się muzyką, która też może być środkiem przekroczenia barier.

Powiedziałaś, że jako dziecko borykałaś się z problemem śmiertelności. Jak zaczęły się twoje duchowe poszukiwania?

- Pochodzę z ateistycznego, właściwie agnostycznego domu. Rodzice byli dziennikarzami. Mama, Jadwiga Stańczakowa, 20 lat była naczelną "Pochodni", głównego pisma dla niewidomych. Potem, po spotkaniu z Mironem Białoszewskim, wybuchł jej talent poetycki. Ojciec pracował w radiu, w różnych pismach. Byli zapracowani.

Religia nie była sferą zabronioną, nie podkreślało się, że Boga nie ma, była raczej nieobecna. W święta była choinka i jajeczko, nie wiedziałam jednak, jakie to ma znaczenie. A chciałam wiedzieć. Z tatą chodziłam na Groby.

Dziecko odczuwa czasem intuicje religijne wbrew ateistycznemu wychowaniu. Jest piękny poemat angielskiego romantyzmu Williama Wordswortha "O przeczuciach nieśmiertelności ze wspomnień wczesnego dzieciństwa", który to wyraża. Jako dziecko miałam poczucie, że istnieje fascynująca sfera rzeczywistości wewnętrznej, duchowej, której nie znam i nie mam do niej dostępu. Nurtowało mnie pytanie, czy moje ja i życie moich bliskich kończy się wraz ze śmiercią.

Źródło: Duży Format
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':