Mury w Rio de Janeiro już rosną. Pierwsza jest favela Morro Dona Marta na wzgórzu w dzielnicy Botafogo. Otoczy ją mur z betonu i stali - budowa już ruszyła - o średniej wysokości 3 m, choć gdzieniegdzie sięgnie nawet 5 m. Potem przyjdzie kolej na Benjamin Constant w dzielnicy Urca, Parque da Cidade w Gávea czy Morro dos Cabritos i Ladeira dos Tabajaras w Copacabanie. Mieszka tam kilkadziesiąt tysięcy ludzi (a we wszystkich osiedlach nędzy sześciomilionowego Rio de Janeiro żyje grubo ponad milion).
Władze stanu Rio de Janeiro postanowiły zbudować mur, bo uznały, że to jedyny sposób na powstrzymanie dzikiej ekspansji dzielnic biedoty, które pożerają kolejne połacie lasów tropikalnych. Drugim powodem jest wojna, którą władze toczą z gangami. Ich siedliska znajdują się właśnie w favelach.
Mur ma tę wojnę ułatwić. Dotąd, gdy
policja wchodziła do faveli i wypierała bandytów z plątaniny zaułków i zabudowań, uciekali w pobliskie lasy.
Ostatnią wielką akcję policja przeprowadziła w listopadzie 2008 r. w Morro Dona Marta. 130 uzbrojonych po zęby policjantów toczyło walki przez kilka dni. Gangi wyprowadziły się do innych faveli, gdzie na razie mają spokój. Policja nie ma wystarczających sił, by walczyć z nimi w całym mieście naraz.
Spokój wrócił do Morro - nie słychać strzałów, dzieci bez strachu chodzą do szkół, działają targowiska i sklepy. Uzbrojona policja wciąż jednak patroluje favelę przez całą dobę, bo wie, że gdy odejdzie, gangi wrócą.
Mieszkańcy z akcji policji są zadowoleni, ale z budowy muru już nie wszyscy. Niektórzy go nie chcą, bo odetnie ich od lasu, gdzie zbierają owoce. Inni czują, że zostaną zamknięci w getcie. -To sposób, byśmy nie zawadzali tym, którzy mieszkają tam, gdzie jest asfalt - mówił dziennikarzowi hiszpańskiego "El Pais" jeden z mieszkańców faveli.
Jeszcze inni wątpią, by mur powstrzymał gangsterów. Część mieszkańców faveli współpracuje też z gangami lub jest ich klientami. Nie pogodzą się łatwo z utratą władzy, zajęcia i dochodów.
Mieszkańcy Rio de Janeiro są podzieleni w sprawie muru. 47 proc. go popiera, a44 proc. jest przeciw. Od kilku dni władze tłumaczą cel jego budowy na licznych spotkaniach.
Gdzieniegdzie jednak narasta silny sprzeciw. W faveli Rocinha odbyła się kilka dni temu demonstracja przeciwników muru. Powstał komitet protestacyjny.
Krytycy zabierają głos na łamach prasy. Mówią, że otaczającą miasto przyrodę niszczy też dzikie budownictwo w bogatych dzielnicach. Zwracają uwagę, że najdłuższy mur wokół osiedla Rocinha i Vidigal oddzieli je od najlepszych dzielnic miasta San Conrado i Leblon, co nasuwa myśl, że budowa muru ma oddzielić świat biedy od świata bogatych.
Podkreślają też, że betonowym murem nie rozwiązuje się problemów demograficznych, społecznych ani ekonomicznych, jakie rodzą osiedla nędzy. Ludzie nie przestaną się w nich mnożyć, dzikie budownictwo zamiast wszerz pójdzie wzwyż, a stłoczona coraz bardziej biedota wyleje się prędzej czy później poza mury.
„Rio de Janeiro potrzebuje planowej polityki społecznej na długą metę. Favele muszą przestać być białymi plamami i muszą stać się jego częścią. A ich mieszkańców trzeba przestać traktować jako »favelistów « i zacząć ich postrzegać jako obywateli miasta” - napisał w dzienniku „O Globo” Victor Garritano Barone do Nascimento, urbanista i socjolog z Uniwersytetu Rio de Janeiro.