Informacje o prawdopodobnym wejściu polskiej gospodarki w recesję i znacznie gorszej, niż wcześniej oceniano, sytuacji budżetu powinny podziałać jak kubeł zimnej wody na głowy naszych polityków. Zarówno tych po stronie rządowej, jak i opozycji. Sytuacja jest poważna, a nadzieje na to, że kryzys wkrótce się skończy, nie mają silnych podstaw. Jego dynamika jest trudna do przewidzenia, a skutki mogą dotyczyć wszystkich dziedzin życia. Należy się liczyć ze znacznym wzrostem bezrobocia, dramatycznym pogorszeniem nastrojów społecznych, coraz głębszymi kłopotami budżetu, które będą wymuszać cięcia wydatków bolesne dla różnych obszarów życia publicznego. Duże grupy społeczeństwa będą doświadczały biedy i lęków związanych z coraz bardziej ponurą przyszłością.
Nawet jeśli minie najostrzejsza faza światowego kryzysu, wiele krajów pogrąży się w długotrwałej stagnacji. Również w Polsce ożywienie po kryzysie może być z kilku powodów słabsze, niż się powszechnie uważa. Świat będzie zbyt obolały i przestraszony, by inwestować w obszary mniej stabilne, takie jak Europa Środkowa.
Kryzys może wywrócić do góry nogami dotychczasową scenę polityczną, doprowadzić do rozpadu głównych partii, promować ugrupowania skrajne, kierowane przez populistycznych przywódców. Może doprowadzić do poważnych zmian geopolitycznych - osłabienia Unii Europejskiej, rozpadu strefy euro, upadku demokracji w krajach, gdzie nie ma ona głębokich korzeni. Ogarnięta głębokim kryzysem
Ukraina, której klasa polityczna jest jeszcze bardziej skłócona niż polska, już pogrąża się niekończącym chaosie i niewykluczony jest jej rozpad. Jest bardzo prawdopodobne, że trudności gospodarcze i polityczne w wielu krajach będą się starały wykorzystać inne kraje, zwłaszcza rządzone autokratycznie. Rośnie więc ryzyko lokalnych konfliktów w pobliżu Polski i poważnych wojen w obszarach od dawna niestabilnych. Polska wraz z całym światem wchodzi w okres bardzo niebezpieczny.
Nasze bezpieczeństwo i gospodarczą przyszłość powierzyliśmy strukturom międzynarodowym, które do niedawna wydawały się stabilne i wiarygodne. Ale kryzys może doprowadzić do ich dekompozycji lub co najmniej osłabienia. W Europie każdy kraj ma dziś problemy, a rządy schlebiają egoizmom własnych obywateli. Nie można liczyć na to, że Polska będzie traktowana jak przed kilku laty - jako beniaminek, któremu należy się wsparcie.
Celowo kreślę tak czarny scenariusz, nie mając żadnych przesłanek, by oceniać jego prawdopodobieństwo. Intuicyjnie czuję, że należy się liczyć z bardzo złymi scenariuszami. Od jesieni 2008 r. moje prognozy są bardziej pesymistyczne niż większości profesjonalnych ekonomistów i, niestety, okazują się bliższe prawdy. Piszę, że może być źle, bo chcę obudzić tych, którzy decydują o sprawach naszego kraju.
Polska, 20 lat po odzyskaniu niepodległości, jest państwem słabym, rządzonym przez ludzi małych, zajętych śmiesznymi gierkami. Sytuacja wymaga, by ci ludzie - z rządu i opozycji - wznieśli się na moralne i intelektualne wyżyny. Muszą uświadomić sobie, że to nie kalendarz wyborczy jest ważny, nie słupki poparcia i wzajemna walka. Rząd musi zacząć naprawdę rządzić, a to znaczy podejmować czasami trudne i niepopularne decyzje. A opozycja musi patrzeć rządowi na ręce, nie próbując jednak wykorzystywać kryzysu dla osłabienia jego pozycji.