Gdyby Amerykanie skazali na śmierć cywilną Billa Gatesa, byłoby to równie absurdalne jak to, co zrobiono z Jackiem Karpińskim w Polsce - uważa Adrian Markowski, redaktor naczelny informatycznego czasopisma "CRN".
- Jacek Karpiński to przykład człowieka, który był za wybitny na tamte czasy - mówi Józef Tejchma, wicepremier w latach 70. ubiegłego wieku. - Gdyby należał do partii, jego komputery miałyby pewnie większą szansę na produkcję - dodaje.
- To był geniusz - ocenia Diana Wierzbicka, współpracowniczka Karpińskiego.
Być geniuszem to jednak za mało. Trzeba jeszcze polubić świnie.
Kochali siebie i szczyty Miał przyjść na świat pod szczytem Mont Blanc. - Tak wymarzyli sobie rodzice, którzy poznali się w Tatrach - wspomina Jacek Karpiński. Dziś ma 82 lata. - Kochali siebie i wspinaczkę. Każdy szczyt był dla nich nowym wyzwaniem.
Na miejsce urodzenia dziecka wybrali chatkę pod szczytem Alp. Dopiero znajomi wybili im z głowy ten szalony pomysł - Jacek przyszedł więc na świat zwyczajnie, w Turynie. Rodzice akurat byli za granicą na stypendiach naukowych.
Matka - lekarka. Ojciec - konstruktor.
Tata wymyślił dolnopłat - samolot, który skrzydła ma pod kadłubem, a nie nad nim. Ale polscy urzędnicy uparli się, że nie da się czegoś takiego zrobić, ponieważ samolot przewróci się w powietrzu. Trzy lata później taki samolot skonstruowali Niemcy.
Ojciec Jacka zginął w 1939 roku na wyprawie w Himalaje. Kierował ekspedycją polskich inżynierów. Lawina nocą zasypała obóz.
Kula wzdłuż kręgosłupa Niedługo później matkę i syna obudziło bombardowanie. Był wrzesień 1939 roku. Jacek miał wówczas 12 lat. Wokół płonęły
domy. Matka, która kiedyś dostała Virtuti Militari za noszenie meldunków Piłsudskiemu, wysłała syna do obrony przeciwlotniczej jako gońca.
Dwa lata później Jacek zawyżył swój wiek i przyjęto go do Szarych Szeregów. W batalionie "Zośka" dowodził sekcją pierwszą, a dowódcą drugiej był słynny poeta Krzysztof Baczyński.
Wybuchło Powstanie Warszawskie. Pierwszego dnia - okrążenie. 20 powstańców w budynku. Kilka sztuk broni. Niemców - kilkuset. Czołg. Połowa powstańców zginęła. Karpiński dostał z pistoletu maszynowego. Dużą kulę, kaliber dziewięć. Z góry. Z szóstego piętra. Kula przeszła wzdłuż kręgosłupa. Aż do miednicy.
Upadł sparaliżowany. Półtora roku nie mógł sam wstać z łóżka.
Wróg ludu Po wojnie na nowo uczył się chodzić. Najpierw o dwóch laskach.
- Ćwiczyłem w górach, codziennie wspinałem się coraz wyżej - opowiada Jacek Karpiński. - Pewnego dnia dotarłem na Orlą Perć i tam na grani wyrzuciłem jedną laskę na czeską stronę. Powiedziałem sobie, że teraz będę chodzić, podpierając się tylko jedną.
Ćwiczyłem dalej. Rok później poszedłem w to samo miejsce w górach i odrzuciłem drugą laskę.
Kiedy już znowu potrafił chodzić, musiał wybrać drogę w życiu. - Bardzo lubię muzykę i chciałem być kompozytorem - wspomina. - Ale również chciałem być elektronikiem. Albo chemikiem. Bo to zawody, w których można dużo wynaleźć.