Szwedzi wydali wojnę piratom. Komputerowym. Jak
donosi sobotnia "Gazeta Wyborcza" sąd w Sztokholmie wydał precedensowy wyrok. Po dwutygodniowym procesie skazał czterech Szwedów, właścicieli serwisu Pirate Bay, dzięki któremu aż 20 mln ludzi na całym świecie bezkarnie ściąga sobie na własne komputery filmy, muzykę i gry komputerowe.
Piraci usłyszeli: pójdą na rok do więzienia i 17 wytwórniom zapłacą około 3,6 mln dolarów.
Piotr Miączyński i Tomasz Grynkiewicz na łamach "Gazety" komentują, że ten wyrok niewiele zmieni. "W miejsce Pirate Bay pojawią się kolejne serwisy w Chinach, Indiach, Rosji. Bo Internet jest globalny, a prawo autorskie nie. Koncerny i twórcy przegrywają z całym pokoleniem, któremu obca jest refleksja, że ściągnięcie z sieci nielegalnej kopii filmu to kradzież. Dla milionów nastolatków dzielenie się plikami to styl życia. Z wirtualnych półek wrzucają do koszyka, ile tylko pomieści dysk komputera. Mijają kasę, ale nie płacą. Jutro zrobią to samo". I mają rację komentatorzy "Gazety", bo piraci nie czują się winni. Już zapowiedzieli apelację. Ani myślą płacić odszkodowania. "Nawet gdybym miał pieniądze, wolałbym je spalić, a po popiół musieliby się pofatygować" - upiera się jeden ze skazanych.
Odporny na wszelkie argumenty jest także sędzia z Arabii Saudyjskiej Habib al Habib. W grudniu 2008 roku nie zgodził się na rozwód ośmioletniej dziewczynki z jej o 50 lat starszym mężem.
Historię opisuje "Gazeta". Ojciec dziecka miał długi i znalazł sposób, żeby się od nich uwolnić. Wydał córkę za swojego przyjaciela, inkasując zwyczajowy małżeński dar w wysokości 8 tys. dolarów. Matka dziewczynki próbowała anulować przed sądem ten związek, ale nieugięty sędzia Habib al Habib orzekł: dziewczynka ma mieć męża i już!
Protestują arabskie media, wyrok potępiają Saudyjczycy, międzynarodowa organizacja praw człowieka Human Rights Watch, UNICEF. Sąd Apelacyjny w Rijadzie nakazuje sędziemu ponownie rozpatrzyć sprawę. A sędzia powtarza: "Dopiero kiedy dziewczynka dorośnie, sama zdecyduje, czy się rozwieść".
Jakby nic nie rozumiał.
Wiele zrozumiał za to Leszek Miller, były premier, którego w sobotniej "Gazecie" przepytują Monika Olejnik i Agnieszka Kublik. Między innymi o sprawę Rywina. "Gdybym miał dzisiejszą wiedzę, jak ta sprawa zostanie rozegrana przeciw nam, to pewnie po konfrontacji Rywina i Michnika w moim gabinecie 22 lipca 2002 r. publicznie powiedziałbym, że właśnie przed chwilą dowiedziałem się o propozycji kupienia ustawy i że wszystkie instytucje państwa będą reagowały w zakresie swych kompetencji" - mówi Miller. Dlaczego tak nie zrobił? "Bo to były fantazje i rzeczy urojone". Zresztą cała afera Rywina to - zdaniem byłego premiera - "nic nie znacząca historyjka". "Rywin siedział za zamiar, nikt nikomu nie wręczył żadnych pieniędzy, nikt nie osiągnął żadnej korzyści". Rywin "historię wymyślił", Grupa Trzymająca Władzę nie istniała, a Aleksandra Jakubowska "nie odegrała żadnej roli". Dzisiaj "powiedzenie czegoś złego o Jakubowskiej, Czarzastym czy Kwiatkowskim jest tak łatwe, że aż beznadziejnie banalne".
A jeśli mowa o banałach, to Leszek Miller ma już nowe powiedzenie: "Uważam, że prawdziwy mężczyzna nigdy nie kończy".
Prawdziwym mężczyzną (stosując kryteria Leszka Millera) jest z pewnością prezydent Lech Kaczyński. Nie potrafi skończyć historii o tym, kto powinien go poinformować o pożarze hotelu w Kamieniu Pomorskim.
"Rzeczpospolita" donosi, że "Urzędnicy Kancelarii Prezydenta oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego zaczęli sprawdzać, dlaczego wiadomość o gdzieś utknęła, a prezydent dowiedział się o wszystkim z mediów". Sprawa wydaje się prosta. "Dyżurny Rządowego Centrum Bezpieczeństwa uznał, że w trybie nagłym prezydentowi ta wiadomość nie jest potrzebna". I na tym sprawę można by zamknąć, ale nie. Adam Bielan nie owija w bawełnę. Jego zdaniem chodzi o to, "by Lech Kaczyński nie mógł pojechać na miejsce zdarzenia przed Donaldem Tuskiem". I na tym można by skończyć, ale nie. Grzegorz Schetyna odpowiada Bielanowi: "To żenujące". I na tym można by skończyć, ale nie
W Polsce żyje wielu prawdziwych mężczyzn, bo -
jak donosi "Polska. Dziennik Zachodni" - cudzoziemki są gotowe płacić aż 20 tys. zł za fikcyjny ślub z obywatelem Polski. Nasz kraj wyrasta na europejskie centrum papierowych małżeństw. W 2008 roku chciało u nas zamieszkać po zawarciu małżeństwa aż 9 tys. obcokrajowców. Oprócz importu żon z terenów byłego ZSRR na czoło zaczęli się wysuwać Wietnamczycy. Urzędnicy z oddziału do spraw cudzoziemców w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim ruszyli w teren. Sprawdzają czy małżeństwa nie są fikcją. "W dwóch oddzielnych pomieszczeniach odpowiadaliśmy na te same pytania urzędników. Gdzie spędzaliśmy sylwestra, jakich perfum każde z nas używa, co w środę jedliśmy na obiad i czy na pewno kaszę?" - opowiada Joanna, żona obywatela Armenii, który w Polsce znalazł schronienie. Polscy urzędnicy nie kończą tak łatwo. Polsko-ormiańskie małżeństwo Joanny i Vahe aż dziesięć lat musiało w ten sposób udowadniać, że naprawdę się kochają.
Na koniec niekończąca się historia ze Śląska. Na początku lutego ktoś zauważył u nas wielkiego, dzikiego kota, który zagryzał zwierzęta gospodarzom. Puma? Tygrys? Śnieżna pantera? "Nie ma dnia, by na Śląsku nie pojawiały się nowe informacje o tajemniczym kocie, który grasuje w naszych lasach" -
przypomina "Polska. Dziennik Zachodni". Najnowsze doniesienia pochodzą z Czerwionki Leszczyn. Jeden z gospodarzy we wsi Dębieńsko zauważył dużego, ciemnego kota. Choć policja zaleca, by nie wchodzić do lasu, Helga Wyrobek ani myśli stosować się do tych zaleceń. "Mieszkamy tu już od 30 lat i nigdy jeszcze takiej hecy nie było" - zapewnia pani Helga. Mogłaby zaapelować do mężczyzn: Panowie, zamiast ostrzegać, zakazywać, złapcie tego kota i zakończcie wreszcie sprawę!
Na szczęście wraca Basia Trzetrzelewska, chyba jedyna nasza prawdziwa międzynarodowa gwiazda. Na całym świecie sprzedała już miliony swoich płyt.
Z tekstu w "Rzeczpospolitej" dowiadujemy się, że Basia wraca co jakiś czas z Londynu w rodzinne strony, do Jaworzna w województwie śląskim. Najważniejsze, że już w kwietniu wraca też z nowym albumem "It's That Girl Again". To wspaniała wiadomość na weekend. Basi - jak prawdziwy mężczyzna - mogę słuchać bez końca.