Szihab jest wysoki, małomówny i apodyktyczny. Ma dobry zawód, jest informatykiem, ale mimo to wpakował się w prawdziwe finansowe bagno. Pozaciągał masę długów u podejrzanych typów, teraz jedynym wyjściem z kłopotów wydaje mu się napad na bank.
Na dodatek Szahib w szalony plan wciąga poczciwego żartownisia Mustafę. Już razem muszą się uporać z masą czasem ponurych, a czasem zabawnych kłopotów. W tle dzisiejszy
Egipt - borykający się z biedą, korupcją i moralnym zakłamaniem.
Tak z grubsza wygląda fabuła "Metra", pierwszego egipskiego komiksu dla dorosłych. - Chciałem napisać zwyczajny thriller, może trochę historię miłosną, ale nie spodziewałem się żadnych kłopotów - opowiada autor Madżdi al Szafi.
Jednak kłopoty ma, i to duże. Zaczęły się w zeszłym roku, kiedy na wydany i rozprowadzony komiks przypadkiem wpadł Salih al Dirbaszi. Cieszący się ponurą sławą adwokat już w 2006 r. razem z innymi nadgorliwymi prawnikami doprowadził do skazania na rok więzienia redaktora gazety "Ad Dustur" za "rozprzestrzenianie fałszywych plotek na temat prezydenta Hosniego Mubaraka". Chodziło o artykuł z sugestiami, że prezydent niewłaściwie dysponuje publicznymi pieniędzmi.
Teraz Dirbasziego oburzyło coś innego. - Ten komiks pochwala brak szacunku dla społecznej przyzwoitości - tłumaczy adwokat. - Pojawia się w nim wzmianka o homoseksualistach czy stwierdzenie, że
policja nie szanuje praw obywateli, a to już prawdziwe wezwanie do anarchii - wylicza. Udało mu się już doprowadzić od wycofania komiksu z księgarni i postawienia "winowajców" przed sądem.
Proces zaczął się kilkanaście dni temu, ale już dwa razy był przekładany. Dopiero dziś Szafi i jego wydawca Muhammad al Szarkawi staną przed sądem. Są oskarżeni ze 178 art. kodeksu karnego, który zakazuje publikowania treści, które naruszają społeczne zasady przyzwoitości. - To skandal, przecież oni są sądzeni z tego samego artykułu co producenci pornografii - oburza się ich adwokat Ahmad Radżib.
Żaden z oskarżonych nie poczuwa się do winy. - Oskarżają mnie o zagrażanie publicznej moralności, ale przecież są w Egipcie dużo bardziej liberalne książki. Owszem jest tu trochę seksu, przemocy, są nawet rozmowy o polityce, ale przede wszystkim władzom podpadła forma - tłumaczy. - Komiks można dużo łatwiej i szybciej przeczytać, w ten sposób dociera do dużo większej liczby odbiorców.
Dirbaszi przyznaje, że właśnie o to chodzi. - Gdyby to była zwykła książka, bez obrazków, przeszłaby niezauważona - tłumaczy. - A tak, każdy może ją przeczytać w 10 minut. To jest po prostu niebezpieczne - dodaje.
Szarkawiego najbardziej irytuje wybiórczość prawnika. - Przecież tam jest mowa o tylu ciekawych zjawiskach, a on zobaczył tylko dwójkę narysowanych bohaterów uprawiających seks, w dodatku pod kołdrą - oburza się.
Autor twierdzi, że jego komiks został skonfiskowany zupełnie niepotrzebnie. - Wcale nie wiem czy zdobyłby popularność, bo pokazałem Egipt bardzo prawdziwie, a więc dosyć ponuro - tłumaczy. - Może Egipcjanom wcale nie spodobałaby się taka prawda o nich samych. Nie wiem, czy chciałbym, żeby ktoś powiedział mi prosto w twarz: Madżdi, jesteś sukinsynem.