1
Nie wiem, kto jest autorem wersji, która przybrała postać druku sejmowego. Na pewno punktem wyjścia był nasz projekt, który przygotowaliśmy jako eksperci. Ale ten druk sejmowy przypomina kurpiowskie wycinanki: ktoś pracowicie powycinał kolejne paragrafy.
2
Preambuła naszego projektu zawierała gwarancje budżetowe dla finansowania zadań publicznych. Ten fragment został usunięty. Dzisiaj nie ma żadnej takiej gwarancji, a sejmowa wersja przewiduje, że o tym, ile pieniędzy przeznaczyć na ten cel, będzie co roku decydował Sejm. A sama procedura negocjowania budżetu jest stricte polityczna.
3
Zaproponowaliśmy ustalenie wskaźnika, dzięki któremu określano by sumę przeznaczoną na zadania publiczne w sektorze audiowizualnym. Byłby to mechanizm działający niezależnie od woli rządzących.
Ale jeśli za każdym razem skazujemy się na ustawę budżetową, to politycy będą przyznawać większe lub mniejsze kwoty zależnie od tego, czy większości parlamentarnej podobają się media publiczne, czy nie.
4
Nie wiem, kto wpadł na nieszczęsny pomysł wyodrębnienia 17 spółek telewizyjnych. To w żaden sposób się nie bilansuje przy pieniądzach, które będą do dyspozycji. Będą to bardzo słabe podmioty.
Duże ośrodki, jak Kraków, Katowice czy Poznań, mają duże zdolności produkcyjne. Mniejsze, jak Opole czy Olsztyn, są w stanie wytwarzać tylko trzy godziny programu na dobę, ale będzie się od nich oczekiwać znacznie większej produkcji. Dlatego będą to słabe, niedofinansowane programy. I ośrodki te będą coraz bardziej zależne, np. od samorządu i polityków, albo będą upadać.
5
Nie powinniśmy się spieszyć ze zmianami ustawy. Jeśli już koniecznie ktoś chce szybko wymienić władze w mediach publicznych, to jest przecież sprawozdanie Krajowej Rady, którego można nie przyjąć. Nie wiem, czy prezydent zdecyduje się je zaakceptować. Być może nie. Jeśli to samo zrobi Sejm i Senat, to zmiany można zacząć od góry, wymieniając Krajową Radę bez uchwalania nowego prawa. A potem spokojnie popracować nad ustawą medialną.
Źródło: Gazeta Wyborcza