Na koniec nabrała w usta tyle mleka, ile tylko jej się zmieściło. Miseczkę wsadziła mi w ręce, żeby jej nie przeszkadzała, zamachnęła się dobrze głową, niemal wzięła rozbieg i wypluła mi wszystko prosto w gębę.
Od razu poczułem się lepiej. A kiedy wytarłem oczy, zobaczyłem najprawdziwszą fakturę VAT-owską na 800 rubli (80 złotych) za "rytuał oczyszczenia".
Kiedy rozliczałem w redakcji delegację, wpisałem ją jako "wydatek na ochronę zdrowia".
Cennik
To o 500 rubli więcej, niż się umówiliśmy. Za full service, bo nie tylko oczyściła mnie i całą przestrzeń wokół od złych zdarzeń, uczynków, duchów i wspomnień, całej złej energii, którą przez lata zgromadziłem, ale przy okazji połączyła się z moimi przodkami i uprosiła ich, żeby w dalekiej drodze chronili mnie od złego.
Dużo tańsze by były "konsultacje". Biorą za nie co łaska, a więc przynajmniej sto rubli (10 złotych), bo to tylko kilkuminutowe wróżenie z gadalnych kamuszków, które powiedzą, na co jestem chory i co mnie czeka w najbliższych dniach, miesiącach, latach.
Rytuał oczyszczenia samochodu osobowego za 300 rubli, a ciężarowego za 600 sprawi, że auto będzie służyło długie lata bez awarii i wypadków. Z kolei ten sam rytuał w mieszkaniu kosztuje 500 rubli. Oczyszczenie stada kóz, baranów, koni, jaków i wszelkiego inwentarza to aż 3 tysiące, a szkoły, szpitala, biura, restauracji i każdego biznesu - 5,5 tysiąca. Kiedy szamankę, która opluła mnie mlekiem, zaprosili do ministerstwa pracy republiki, zaokrągliła tę sumę do 6 tysięcy.
Pozostałe pozycje z cennika Wspólnoty Szamanów "Dungur" to święcenie źródła i drzewa za 1,5 tysiąca rubli, rodzinne rytuały karmienia ognia albo wody za 2,5, obrzędy pogrzebowe w domu lub na cmentarzu na 7. i 49. dzień po pogrzebie oraz na rok po śmierci za
2 tysiące. Cena za każdym razem rośnie o tysiąc rubli, jeśli trzeba pojechać za miasto. Przy "wygaszeniu histerii", "zbawianiu od strachu", "zapewnieniu sukcesów w biznesie, miłości, nauce i życiu rodzinnym" oraz "pomocy w wyborze zawodu, a także partnera życiowego" cena nie była podana. Zależy, jak skomplikowany jest przypadek. Podobnie jest z leczeniem chorób duszy, ochroną przed czarami i zdejmowaniem różnych klątw.
Bardzo łatwo przeliczam ruble na złotówki, bo wystarczy skreślić jedno zero i mam polską walutę.
Szpital
Spotkałem ją w Szpitalu Dziecięcym miasta Kyzył w Republice Tuwa w syberyjskiej części Rosji. W mojej samotnej podróży samochodowej z Moskwy do Władywostoku musiałem zjechać z drogi prawie tysiąc kilometrów na południe, żeby to zobaczyć.
W białej sali wyłożonej kafelkami, między wyciągami do połamanych nóg i stojakami na kroplówki, uwija się wyjąca baba w indiańskim pióropuszu na głowie i brudnym chałacie do ziemi, z którego zwieszają się setki kolorowych sznurków, szmatek, dzwonków, blaszek, lusterek, kamieni, a także skórek, skrzydeł, kłów, łap i kości różnych zwierząt. To szamanka Anisja Otsur. Z kości piszczelowej barana przerobionej na instrument dęty wydobywa najpotworniejszy dźwięk świata. To także przez ten straszny ryk prawosławni i świadkowie Jehowy z Kyzyłu nazywają szamanów sługami szatana.
Dymiącą iglastą gałęzią kobieta okadza łóżko przerażonego dziewięcioletniego chłopca z maską tlenową na twarzy. Skrzydłem kruka wmiata dym na białą pościel, na zapłakanych rodziców, pielęgniarki i lekarza, którzy stoją obok chorego. Dym wysokogórskiego autysza oczyszcza i uspokaja, odpędza złe moce. Matka chłopca trzyma eren, bardzo podobną do szamanki ohydną lalkę z czarną twarzą. Starucha za pomocą dyngura, czyli szamańskiego bębna z koziej skóry, zapuszcza w niego ducha, który ma uratować umierającego na raka żołądka chłopca.
Wali więc jak opętana i śpiewa przeciągle, strasznie, tran-sowo, a wszystkie dzieci w sali zaczynają rozpaczliwie płakać. Na koniec pałką, którą łomotała w bęben, czyści chłopca jak szczotką do ubrania, a po ścianach, oknach i podłodze chlapie wódką oraz mlekiem z foliowego cyca.
Tuwa to najbardziej zapadły zakątek świata, a już na pewno azjatyckiego kontynentu, którego geograficzny środek znajduje się nad brzegiem Jeniseju, zaledwie kwadrans drogi piechotą od szpitala dziecięcego. Droga, którą się tutaj dostałem, także się tutaj kończy. Tuwa nie ma kolei ani nawet sąsiadów. Jest otoczona porośniętymi tajgą bezludnymi górami. Z jednej strony Sajany, z drugiej Ałtaj, a na południu dzikie mongolskie stepy. Pierwsi chrześcijanie dotarli do Tuwy w XIX wieku, a pierwszy dom stanął dopiero w następnym stuleciu. I kompletnie niczego tutaj nie ma. Żadnych zabytków, okazałych budowli, przemysłu, a 90 procent budżetu republiki to dotacje z Moskwy. Dziura taka, że nawet żaden światowy sprzedawca frytek i hamburgerów nie założył tutaj swojej stołówki.
Tuwińcy to jedyny naród Syberii, który jest w swoim kraju większością narodową. I to zdecydowaną, bo na 314 tysięcy mieszkańców Rosjan jest zaledwie 30 tysięcy.
Najdawniej
Pierwszy raz zamknęli Kuular Chandyżap Medi-Kyzy w 1929 roku. Ludzie nazywali ją
Uł-Cham, co znaczy Wielka Szamanka. Miała wtedy 44 lata. Poprzedniego Wielkiego Szamana bolszewicy rozstrzelali zaraz po rewolucji październikowej.
Źródło: Duży Format