http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mój anioł jest kobietą

Jacek Hugo-Bader
2009-04-11, ostatnia aktualizacja 2009-04-10 15:29

Kuular Chandyżap Medi-Kyzy. Ludzie nazywali ją 
Uł-Cham, co znaczy Wielka Szamanka. Poprzedniego Wielkiego Szamana bolszewicy rozstrzelali zaraz po rewolucji październikowej. To zdjęcie zostało zrobione w czasie trzeciego aresztowania przez NKWD w 1947, gdy miała 62 lata 65
Kuular Chandyżap Medi-Kyzy. Ludzie nazywali ją Uł-Cham, co znaczy Wielka Szamanka. Poprzedniego Wielkiego Szamana bolszewicy rozstrzelali zaraz po rewolucji październikowej. To zdjęcie zostało zrobione w czasie trzeciego aresztowania przez NKWD w 1947, gdy miała 62 lata 65
fot. Jacek Hugo-Bader

Myślał, że celuję do niego z karabinu. Niewiele brakowało, a porwałby mi duszę

Okładka książki Jacka Hugo-Badera pod tytułem ?Biała gorączka? (wyd. Czarne), a w niej cała relacja z podróży przez Syberię i inne rosyjskie reportaże
fot. Jacek Hugo-Bader
Okładka książki Jacka Hugo-Badera pod tytułem ?Biała gorączka?...
Przed Angunem ludzie padają na kolana
fot. Jacek Hugo-Bader
Przed Angunem ludzie padają na kolana
Wejście do Wspólnoty Szamanów ?Dungur? w Kyzyle
fot. Jacek Hugo-Bader
Wejście do Wspólnoty Szamanów ?Dungur? w Kyzyle
Szaman Wiktor Cydypow jest w transie. W swoje ciało zapuszcza Anguna
fot. Jacek Hugo-Bader
Szaman Wiktor Cydypow jest w transie. W swoje ciało zapuszcza Anguna
W pióropuszu szamanka Anisja Otsur
fot. Jacek Hugo-Bader
W pióropuszu szamanka Anisja Otsur
ZOBACZ TAKŻE
Na koniec nabrała w usta tyle mleka, ile tylko jej się zmieściło. Miseczkę wsadziła mi w ręce, żeby jej nie przeszkadzała, zamachnęła się dobrze głową, niemal wzięła rozbieg i wypluła mi wszystko prosto w gębę.

Od razu poczułem się lepiej. A kiedy wytarłem oczy, zobaczyłem najprawdziwszą fakturę VAT-owską na 800 rubli (80 złotych) za "rytuał oczyszczenia".

Kiedy rozliczałem w redakcji delegację, wpisałem ją jako "wydatek na ochronę zdrowia".

Cennik

To o 500 rubli więcej, niż się umówiliśmy. Za full service, bo nie tylko oczyściła mnie i całą przestrzeń wokół od złych zdarzeń, uczynków, duchów i wspomnień, całej złej energii, którą przez lata zgromadziłem, ale przy okazji połączyła się z moimi przodkami i uprosiła ich, żeby w dalekiej drodze chronili mnie od złego.

Dużo tańsze by były "konsultacje". Biorą za nie co łaska, a więc przynajmniej sto rubli (10 złotych), bo to tylko kilkuminutowe wróżenie z gadalnych kamuszków, które powiedzą, na co jestem chory i co mnie czeka w najbliższych dniach, miesiącach, latach.

Rytuał oczyszczenia samochodu osobowego za 300 rubli, a ciężarowego za 600 sprawi, że auto będzie służyło długie lata bez awarii i wypadków. Z kolei ten sam rytuał w mieszkaniu kosztuje 500 rubli. Oczyszczenie stada kóz, baranów, koni, jaków i wszelkiego inwentarza to aż 3 tysiące, a szkoły, szpitala, biura, restauracji i każdego biznesu - 5,5 tysiąca. Kiedy szamankę, która opluła mnie mlekiem, zaprosili do ministerstwa pracy republiki, zaokrągliła tę sumę do 6 tysięcy.

Pozostałe pozycje z cennika Wspólnoty Szamanów "Dungur" to święcenie źródła i drzewa za 1,5 tysiąca rubli, rodzinne rytuały karmienia ognia albo wody za 2,5, obrzędy pogrzebowe w domu lub na cmentarzu na 7. i 49. dzień po pogrzebie oraz na rok po śmierci za

2 tysiące. Cena za każdym razem rośnie o tysiąc rubli, jeśli trzeba pojechać za miasto. Przy "wygaszeniu histerii", "zbawianiu od strachu", "zapewnieniu sukcesów w biznesie, miłości, nauce i życiu rodzinnym" oraz "pomocy w wyborze zawodu, a także partnera życiowego" cena nie była podana. Zależy, jak skomplikowany jest przypadek. Podobnie jest z leczeniem chorób duszy, ochroną przed czarami i zdejmowaniem różnych klątw.

Bardzo łatwo przeliczam ruble na złotówki, bo wystarczy skreślić jedno zero i mam polską walutę.

Szpital

Spotkałem ją w Szpitalu Dziecięcym miasta Kyzył w Republice Tuwa w syberyjskiej części Rosji. W mojej samotnej podróży samochodowej z Moskwy do Władywostoku musiałem zjechać z drogi prawie tysiąc kilometrów na południe, żeby to zobaczyć.

W białej sali wyłożonej kafelkami, między wyciągami do połamanych nóg i stojakami na kroplówki, uwija się wyjąca baba w indiańskim pióropuszu na głowie i brudnym chałacie do ziemi, z którego zwieszają się setki kolorowych sznurków, szmatek, dzwonków, blaszek, lusterek, kamieni, a także skórek, skrzydeł, kłów, łap i kości różnych zwierząt. To szamanka Anisja Otsur. Z kości piszczelowej barana przerobionej na instrument dęty wydobywa najpotworniejszy dźwięk świata. To także przez ten straszny ryk prawosławni i świadkowie Jehowy z Kyzyłu nazywają szamanów sługami szatana.

Dymiącą iglastą gałęzią kobieta okadza łóżko przerażonego dziewięcioletniego chłopca z maską tlenową na twarzy. Skrzydłem kruka wmiata dym na białą pościel, na zapłakanych rodziców, pielęgniarki i lekarza, którzy stoją obok chorego. Dym wysokogórskiego autysza oczyszcza i uspokaja, odpędza złe moce. Matka chłopca trzyma eren, bardzo podobną do szamanki ohydną lalkę z czarną twarzą. Starucha za pomocą dyngura, czyli szamańskiego bębna z koziej skóry, zapuszcza w niego ducha, który ma uratować umierającego na raka żołądka chłopca.

Wali więc jak opętana i śpiewa przeciągle, strasznie, tran-sowo, a wszystkie dzieci w sali zaczynają rozpaczliwie płakać. Na koniec pałką, którą łomotała w bęben, czyści chłopca jak szczotką do ubrania, a po ścianach, oknach i podłodze chlapie wódką oraz mlekiem z foliowego cyca.

Tuwa to najbardziej zapadły zakątek świata, a już na pewno azjatyckiego kontynentu, którego geograficzny środek znajduje się nad brzegiem Jeniseju, zaledwie kwadrans drogi piechotą od szpitala dziecięcego. Droga, którą się tutaj dostałem, także się tutaj kończy. Tuwa nie ma kolei ani nawet sąsiadów. Jest otoczona porośniętymi tajgą bezludnymi górami. Z jednej strony Sajany, z drugiej Ałtaj, a na południu dzikie mongolskie stepy. Pierwsi chrześcijanie dotarli do Tuwy w XIX wieku, a pierwszy dom stanął dopiero w następnym stuleciu. I kompletnie niczego tutaj nie ma. Żadnych zabytków, okazałych budowli, przemysłu, a 90 procent budżetu republiki to dotacje z Moskwy. Dziura taka, że nawet żaden światowy sprzedawca frytek i hamburgerów nie założył tutaj swojej stołówki.

Tuwińcy to jedyny naród Syberii, który jest w swoim kraju większością narodową. I to zdecydowaną, bo na 314 tysięcy mieszkańców Rosjan jest zaledwie 30 tysięcy.

Najdawniej

Pierwszy raz zamknęli Kuular Chandyżap Medi-Kyzy w 1929 roku. Ludzie nazywali ją

Uł-Cham, co znaczy Wielka Szamanka. Miała wtedy 44 lata. Poprzedniego Wielkiego Szamana bolszewicy rozstrzelali zaraz po rewolucji październikowej.

Źródło: Duży Format
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':