http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Fikcyjne śluby, samobójstwa i znów Zyzak

Adam Leszczyński
2009-04-09, ostatnia aktualizacja 2009-04-09 10:28

Przegląd prasy w Wielki Czwartek

Adam Leszczyński
fot. Piotr Bernaś/AG
Adam Leszczyński
Z gazet najciekawsza dziś - poza, rzecz jasna, "Gazetą" - jest "Rzeczpospolita".

"Prawie 9 tysięcy obcokrajowców rocznie chce zamieszkać w Polsce po zawarciu małżeństwa z obywatelem RP. Nawet co czwarty związek może być fikcyjny. Urzędnicy stanu cywilnego, choćby podejrzewali oszustwo, nie mogą odmówić ślubu" - pisze "Rz" na pierwszej stronie.

"Nie mogą odmówić ślubum nawet jeśli wiedzą, że to fikcja" - mówi prof. Małgorzata Pyziak-Szafnicka, dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego. Nie dowiadujemy się jednak, skąd wiadomo, ile kosztuje zawarcie związku z Polakiem ("Rzeczpospolita" powołuje się na interpelację posła Jarosława Matwiejuka, ale skąd się tego dowiedział poseł?.)

Nie wiadomo także, dlaczego "nawet co czwarty związek może być fikcyjny", bo takich statystyk się nie prowadzi, a poza tym - kto to właściwie ma ocenić? Gdyby nawet jednak rzeczywiście co czwarte z 9 tys. "transgranicznych" (jak pisze "Rz") małżeństw było fikcyjne, w skali liczącego 40 mln mieszkańców kraju trudno 2 tys. dodatkowych imigrantów - bo do tego rzecz się sprowadza - uznać chyba za istotny problem?

Czy to wystarczający powód, aby dawać urzędnikom prawo oceniania, kto zawiera małżeństwo na serio, a kto tylko dla polskiego paszportu? Być może po prostu nie warto tak rozszerzać władzy urzędów nad intymną sferą życia?

*

Dużo ciekawszą informację "Rzeczpospolita" schowała głęboko w środku. "Mniej osób chodzi na niedzielną mszę i przystępuje do komunii. Spada liczba powołań". "Rz" cytuje wyniki badań kościelnych przeprowadzonych w niedzielę 23 listopada 2008 r., z których wynika, że na mszy pojawiło się o 3,8 proc. mniej osób niż przed rokiem. O 2,3 proc. spadła liczba osób przystępujących do komunii.

Komentujący te badania księża tłumaczą ten wynik złą pogodą (a niektórzy też emigracją).

Trudno jednak złą pogodą wytłumaczyć stały spadek powołań kapłańskich i zakonnych. Jeszcze cztery lata temu było 1,5 tys. powołań, a w zeszłym roku - tylko 953, co oznacza spadek o jedną trzecią. "Wśród przyczyn duchowni wskazują niż demograficzny oraz emigrację" - czytam w "Rz".

Możliwe, że takie są rzeczywiście powody. Od lat czytam jednak w różnych gazetach przepowiednie, że Polski - przedmurza chrześcijaństwa i ostatniego bastionu "cywilizacji łacińskiej" - nie obejmie laicyzacja, której doświadczyły inne kraje Europy. Że Polacy są w jakiś szczególny sposób inni od pozostałych Europejczyków, i niezależnie od zmian w dochodach, stylu życia i przeciętnym poziomie wykształcenia będą chodzić do Kościoła jak za dawnych czasów.

Poczekamy, zobaczymy.

*

"Trybuna" i "Wall Street Journal Polska" piszą o kryzysie. "Trybuna" o rosnącym bezrobociu i zbiorowych zwolnieniach. "Eksperci, przynajmniej na razie, nie poprawiają nastrojów. Szacują, że do końca roku stopa bezrobocia skoczy do 14, a może nawet do 15 proc. Jeżeli do 15., to pracy nie będzie miało 2,4 mln osób."

WSJ rozmawia z Mateuszem Morawieckim, prezesem Banku Zachodniego WBK. Morawiecki mówi o problemach polskich banków i wróży, że "w czarnym scenariuszu PKB Polski spadnie w tym roku nawet o ponad jeden procent. A to oznacza bankructwa firm i masowe zwolnienia pracowników". Rada bankowca - stosowana dziś z powodzeniem m.in. we Francji i w Niemczech: zamiast ciąć etaty, skrócić czas pracy i obniżać pensje. W ten sposób - według Morawieckiego - można uratować nawet 300 tys. miejsc pracy.

To dużo, ale co ma ze sobą zrobić pozostałe 2 mln. bezrobonych? Koszty kryzysu są wielorakie: dzisiejszy "The New York Times" (to spoza polskich gazet, ale tekst ciekawy) pisze o tym, jak kryzys odbija się na psychice bezrobotnych (albo bojących się bezrobocia) Amerykanów. Tylko w styczniu liczba telefonów na infolinię, w której pracują psychologowie zniechęcający potencjanych samobójców wzrosła w Stanach Zjednoczonych o jedną czwartą.

*

W "Rzeczpospolitej" sążnisty artykuł historyka Piotra Gontarczyka, polemizującego ze swoim kolegą Sławomirem Cenckiewiczem (z którym wspólnie wydali rok temu głośną książkę o domniemanej współpracy Wałęsy z SB w latach 70.). Panowie spierają się o książkę Zyzaka, którą Gontarczyk - ku zaskoczeniu i rozczarowaniu znacznej części prawicowej blogosfery - skrytykował za warsztatową nierzetelność. Cenckiewicz bronił Zyzaka, a teraz Gontarczyk odpowiada.

"Cenckiewicz pominął szereg innych poważnych uchybień i usterek. Przede wszystkim należy do nich stawianie poważnych sugestii czy hipotez, na które nie ma żadnych dowodów. Tak jest np. z połączeniem dwóch informacji: dotyczącej kupienia samochodu Fiat 126 przez Wałęsę i kwestii tego, że werbując agentów, SB miała obiecywać im także samochody."

Napiszmy to nieco prościej. Mamy tu takie rozumowanie: a) Wałęsa kupił małego fiata; b) SB obiecywała agentom samochody, a zatem c) Wałęsa był agentem. Błyskotliwe, prawda? Nie mogę uwierzyć, że za takie wywody dają na Uniwersytecie Jagiellońskim magisterium.

Gontarczyk jednak - co trzeba tu odnotować - mija się z prawdą, pisząc o własnej książce. "[...] Spokojnie się obroniła, bo była dobrze udokumentowana. Nikt w sposób naukowy nie podważył żadnego z istotnych elementów jej narracji". Pomija w ten sposób recenzje pióra historyków - m.in. Andrzeja Friszke czy Marcina Zaremby - które ukazywały się w gazetach (także w "Gazecie Wyborczej"). Oddajmy jednak Gontarczykowi i Cenckiewiczowi tę sprawiedliwość: to prawda, że ich książka była lepiej napisana i lepiej udokumentowana od paszkwilu Zyzaka. Tyle, że to wątły komplement.

Zasadniczy zarzut Gontarczyka wobec książki Zyzaka da się streścić następująco: jest aż tak zła, że daje pretekst politykom do ograniczenia wolności badań naukowych. Pisze: "Tu [w Polsce] wolność słowa i badań naukowych to wartości kruche i dla wielu niespecjalnie oczywiste. Są tak kruche i wiotkie, że wymagają nadzwyczajnej troskliwości." Myślę, że te obawy są przesadzone: Zyzak robi medialną karierę dzięki swojej książce, podobnie jak nieco wcześniej Gontarczyk i Cenckiewicz dzięki swojej.

Panowie zbyt pochopnie utożsamiają publiczną krytykę własnych prac z zamachami na wolność słowa w ogóle. Przesada, przesada...





  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':