Rok 2008 był rokiem kryzysów. Najpierw mieliśmy kryzys żywnościowy, uderzający zwłaszcza w biednych konsumentów, przede wszystkim w Afryce. Towarzyszył mu rekordowy wzrost cen ropy. Wreszcie dość nieoczekiwanie, jesienią, nastąpiło globalne załamanie koniunktury, które pogłębia się z zastraszającą szybkością.
Rok 2009 przyniesie najpewniej dramatyczne pogorszenie. Ucierpiały wielkie fortuny - ale najbardziej ucierpią najbiedniejsi.
Wyłania się z całą ostrością pytanie o istotę kapitalizmu - o to, czy wymaga on zasadniczej zmiany. Niektórzy obrońcy wolnorynkowego kapitalizmu opierają się wszelkim reformom przekonani, że niesłusznie obarcza się system odpowiedzialnością za przejściowe problemy. Te przypisują błędom rządów (np. administracji Busha) lub jednostek (np. temu, co McCain nazwał podczas kampanii wyborczej "chciwością Wall Street"). Inni widzą defekty obecnego systemu ekonomicznego i myślą o alternatywnych rozwiązaniach coraz częściej nazywanych "nowym kapitalizmem".
Idea "starego" i "nowego" kapitalizmu odegrała ważną rolę podczas paryskiego sympozjum "Nowy świat, nowy kapitalizm" z udziałem prezydenta Sarkozy'ego i byłego premiera Blaira, którzy agitowali za zmianą. Wypowiadająca się w tym samym duchu kanclerz Angela Merkel przedstawiła niemiecką koncepcję rynku "socjalnego", ograniczonego pakietem konsensusów, tj. alternatywną wersję kapitalizmu (choć Niemcy nie radzą sobie z kryzysem szczególnie lepiej).
Oprócz doraźnych strategii antykryzysowych niezbędna jest długofalowa wizja przemian społecznych. Pojawiają się trzy kwestie.
• Czy potrzebujemy „nowego kapitalizmu”, czy raczej mniej monolitycznego systemu gospodarowania zbudowanego z różnych, wybieranych pragmatycznie instytucji i realizującego wartości społeczne dające się lepiej bronić na gruncie etycznym? Chcemy „nowego kapitalizmu” czy może nowego świata?
• Druga kwestia dotyczy potrzebnej dziś formuły ekonomicznej - zwłaszcza na czas kryzysu. Co myśleć o zaleceniach ekonomistów uniwersyteckich dla ekonomistów praktyków, a zwłaszcza o odradzaniu się, wraz z zaostrzaniem się kryzysu, keynesizmu? Jakie instytucje i priorytety winniśmy wziąć pod uwagę w dobie kryzysu?
• Rozważając długofalowe zmiany, winniśmy pomyśleć - i to pomyśleć szybko - o tym, jak wydobyć się z kryzysu jak najmniejszym kosztem.
Jak piwowar z piekarzem Jakie cechy decydują o "nowej" lub "starej" kapitalistyczności systemu? Dlaczego to, co uzyskamy w wyniku zreformowania obecnego kapitalistycznego systemu gospodarczego, mielibyśmy nadal nazywać kapitalizmem? Za cechę kapitalizmu uznaje się powszechnie rynkowy charakter zawieranych transakcji. Archetypowe właściwości kapitalizmu to poleganie na zysku jako podstawowej motywacji i na osobistych korzyściach wynikających z własności prywatnej. Lecz skoro tak, czy systemy gospodarcze Europy i Ameryki są rzeczywiście kapitalistyczne?
Zamożne kraje świata - kraje europejskie,
USA,
Japonia, Singapur czy Australia - od dawna wykorzystują umowy i inne płatności realizowane poza rynkiem. Są to zasiłki dla bezrobotnych, emerytury i inne świadczenia społeczne, a także edukacja czy lecznictwo. Uprawnienia w tych sferach nie są związane z własnością prywatną ani z prawem własności.
Gospodarka rynkowa opiera się na maksymalizacji zysków, ale też na szeregu innych działań, jak bezpieczeństwo publiczne i świadczenia społeczne, dzięki którym odeszliśmy daleko od gospodarki rządzonej samym rynkiem. System zwany kapitalizmem działa sprawnie także dzięki takim instytucjom, jak: opłacana z funduszów publicznych edukacja, opieka zdrowotna czy komunikacja.
Czy możemy zatem jeszcze mówić o kapitalizmie? Idea ta odegrała ważną historyczną rolę, ale jej użyteczność mogła się już wyczerpać.
W swoich pionierskich pracach Adam Smith pokazał użyteczność i dynamizm gospodarki rynkowej, jak też dlaczego dynamizm ten funkcjonuje. Przedstawił pouczającą diagnozę mechanizmów rynkowych nabierających dynamiki na jego oczach. Opublikowane w 1776 r. "Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów" były kolosalnym wkładem w zrozumienie tego, co z czasem zaczęto zwać kapitalizmem. Smith pokazał, jak bardzo oswobodzenie handlu przyczynić się może do generowania bogactwa przez specjalizację produkcji, podział pracy i wykorzystanie na ogromną skalę działalności gospodarczej.
Nauki te nie straciły nic na aktualności (analiza mechanizmów handlu zagranicznego, za którą Paul Krugman dostał w zeszłym roku Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii, wiązała się ściśle z proroczymi intuicjami Smitha). XVIII-wieczna teoria rynku i kapitału zaowocowała analizami, które osadziły trwale system rynkowy w głównym nurcie ekonomii.
Badaniu pozytywów kapitalizmu działającego poprzez mechanizmy rynkowe towarzyszyło jednak odkrywanie jego ciemnych stron. Socjalistyczni myśliciele, zwłaszcza Marks, przedstawili mocne argumenty przeciw kapitalizmowi. Jednak nawet Smith rozumiał dobrze ogromne problemy, jakie spowodowałoby poleganie na samym rynku i dążeniu do zysku. Pierwsi obrońcy rynku, w tym sam Smith, nie twierdzili bynajmniej, że jest on wyłącznym gwarantem doskonałości ani że wystarczy motywacja, jaką jest zysk.
Motywem wymiany jest korzyść własna (nic prócz niej nie jest - pisał Smith - potrzebne, by wyjaśnić, dlaczego piekarze, piwowarzy, rzeźnicy i konsumenci handlują ze sobą), jednak gospodarka funkcjonuje dzięki zaufaniu między partnerami tych umów. Kiedy robieniu biznesu - m.in. działalności banków - towarzyszy przeświadczenie, że obietnice mogą być i będą dotrzymane, stosunki między pożyczkodawcami i pożyczkobiorcami układają się dobrze na zasadach wzajemności.
Smith pisał o sytuacji, w której "ludzie w jakimś kraju do tego stopnia ufają fortunie, prawości i roztropności bankiera, że wierzą, iż zawsze spłaci na każde żądanie wszelkie przedstawione mu weksle - weksle tyle warte ile złoto i srebro, wskutek pewności, że w każdej chwili mogą być na nie wymienione". Wyjaśniał też, dlaczego bywa inaczej - moim zdaniem nie zdziwiłyby go specjalnie obecne kłopoty firm i banków wywołane powszechnym lękiem i brakiem zaufania skutkującym zamrożeniem rynków kredytowych.
Państwo opiekuńcze pojawiło się znacznie później, warto więc wspomnieć o jego szczerej trosce o biednych i upośledzonych. Najwyraźniejszym defektem mechanizmu rynkowego jest to, czego mechanizm ten nie załatwia. W swoich analizach wykraczał Smith daleko poza koncepcję niewidzialnej ręki rynku. Bronił państwa dostarczającego usługi publiczne, takie jak edukacja i świadczenia dla ubogich, zarazem niepokoił się nierównościami i ubóstwem w skądinąd prosperującej gospodarce rynkowej.
Niejasna granica między rynkiem jako mechanizmem koniecznym i wystarczającym była przyczyną pewnych nieporozumień co do jego pojmowania przez Smitha. Bronił on np. rynku żywności i krytykował rządowe ograniczenia prywatnego handlu zbożem, co często interpretowano jako argument przeciw interwencjonizmowi państwowemu, mającemu rzekomo pogarszać sytuację głodujących.