http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kłucie krzyżem

Katarzyna Wiśniewska
2009-04-05, ostatnia aktualizacja 2009-04-03 15:05

"Ortodoksyjny Żyd ma obowiązek cichego wymawiania przekleństw na widok chrześcijańskich symboli religijnych - krzyża, kościoła czy kapliczki". Antysemicki zabobon z przedwojennej Polski? Nie, tak uważa doradca Episkopatu w sprawach dialogu religijnego

ZOBACZ TAKŻE
„ »Kościół, Żydzi, Polska « to nie tylko książka, to wydarzenie!” - zapewnia „Fronda” w internecie. Święte słowa, skoro lektura tego dzieła sprowokowała abp. Józefa Życińskiego do ostrych słów: „Miałem wrażenie, iż żyjemy z autorem w dwóch różnych światach, a może nawet należymy do różnych Kościołów” („Gazeta Świąteczna”, 28-29 marca). Zabrzmiało to mocno także dlatego, że sądy ks. Chrostowskiego nie są krzykiem spod lady ojca Rydzyka, gdzie roi się od publikacji o światowym spisku żydowskim. Swoją wykładnię dialogu chrześcijańsko-żydowskiego przedstawił w końcu duchowny uchodzący za eksperta od spraw judaizmu, piastujący w Kościele niepoślednie funkcje konsultora Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego i przewodniczącego Stowarzyszenia Biblistów Polskich. A jego audytorium współtworzą studenci dwóch wydziałów teologicznych, gdzie jest kierownikiem katedr.

Noga na nogę

Abp. Życińskiego uderzyły m.in. uwagi ks. Chrostowskiego, że Jan Paweł II odwiedził synagogę, po to by "swoiście prowokować". Warto przyjrzeć się innym kwiatkom z książki księdza, który widzi relacje z Żydami jako pole nieustannej walki sprzecznych interesów. Ustąpienie o krok może być zgubne, bo wygląda na to, że większość Żydów, jakich Chrostowski miał okazję spotkać, pluło na gojów, na widok koloratki zaś mówiło "Qomer" (żydowski odpowiednik "klechy"). W końcu Żyd to ktoś, kto "nie może siedzieć z założonymi rękoma, by nie przypominało to krzyża, z tego powodu nie może założyć nogi na nogę".

Dalszy fragment tej zdumiewającej egzegezy żydowskiej tradycji zasługuje na zacytowanie w całości: "Ortodoksyjny Żyd ma obowiązek cichego wymawiania przekleństw na widok chrześcijańskich symboli religijnych - krzyża, kościoła czy kapliczki. Mówiąc prawdę, chyba lepiej o tych uwikłaniach [!] nie mówić, bo wywołuje to najpierw zdziwienie, a następnie irytację i wzburzenie". Na pytanie prowadzących rozmowę Grzegorza Górnego i Rafała Tichego, "gdzie ten obowiązek jest zawarty", ks. Chrostowski wyjawia: "to nie jest wiedza, o której można powszechnie czytać. Gdy zapytałem Żydów, odpowiadali ze wzruszeniem ramion: A po co ci to potrzebne? Tak to jest, taka jest tradycja - i to wszystko".

Zaskakuje całkowity brak słuchu na istotę dialogu, jaką jest wzajemne zaufanie. Wobec Żydów trzeba więc mieć się na baczności, dialogu nie można uprawiać z pozycji "miękkości i uległości", nie można - co ks. Chrostowski zarzuca środowisku "Tygodnika Powszechnego", "Więzi" i "Gazety" - nieustannie bić się w piersi. Co zatem trzeba? Odpowiedź daje idealnie dobrane do książki motto - cytat z Vittorio Messoriego: "Wystarczy nie dać się zastraszyć". Ks. Chrostowski jest pod tym względem z siebie zadowolony: "Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku, bo nie dałem się ani kupić, ani zastraszyć". Nigdy nie był też "tubą Żydów" (w odróżnieniu od - co raz po raz zaznacza - wielu przedstawicieli Kościoła zaangażowanych w dialog).



Ignorancja i alergia

Chociaż ks. Chrostowski z funkcji współprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów musiał zrezygnować dopiero w 1998 r., jego antyżydowskie fobie dały o sobie znać już w połowie lat 80. przy okazji konfliktu o klasztor Karmelitanek na terenie obozu Auschwitz. Przedstawiciel Kościoła na mocy deklaracji podpisanej w Genewie zobowiązali się przenieść klasztor. Ks. Chrostowski ubolewa nad tą "ignorancją" "wykorzystaną do procesu, który można nazwać judeizacją Auschwitz".

Nie dziwi, że nie miał zrozumienia także dla problemu Żwirowiska, na którym w latach 90. mimo protestów ze strony żydowskiej Kazimierz Świtoń stawiał krzyże - dla podniesienia ich prestiżu - nazywając je "papieskimi". Żydom nie podobają się krzyże? "Alergia to choroba, którą trzeba leczyć, a wszystkie znaki religijne powinny zostać tam, gdzie są", powie w wywiadzie dla "Frondy" ks. Chrostowski.

Wydaje się, że to nie chrześcijańskiego krzyża broni. Krzyż, który wyznaje (a raczej, którym kłuje w oczy), to przedmiot nie triumfu, ale triumfalizmu, to nie jest krzyż, który - jak wierzą chrześcijanie - otwiera niebo, ale zamyka i antagonizuje.

Ks. Romuald Weksler-Waszkinel w wywiadzie dla "Gazety" mówił niedawno: "Trzeba mieć świadomość, że krzyż dla Żyda nie jest znakiem miłości, tylko piętnem bogobójstwa. W imię tego krzyża go wypędzano, bo inkwizycja pokazywała krzyż, kiedy paliła Żyda na stosie. Przy wszelkiego rodzaju pogromach, co chrześcijanie im podtykali? Krzyż".

Ta wrażliwość przydałaby się doradcy Episkopatu w sprawach dialogu. Powstrzymałaby go przed wygłoszeniem uwagi, że "krzyż papieski nie może być przedmiotem żadnych przetargów".



Ksiądz na głębi

Nasza gra skojarzeń świadczy o nas - stwierdził abp Życiński, komentując to, że dla ks. Chrostowskiego co drugi Żyd to komunista.

A jak skomentować to, że schematem żydokomuny autor książki jest gotów usprawiedliwić nawet rozbuchany antysemityzm II RP? Pytany o getta ławkowe i bojówki antyżydowskie mówi o... "potrzebie konsolidacji społeczeństwa", której mogła zagrozić aktywność Żydów "w zaprowadzanie komunizmu" w Europie.

Ale ks. Chrostowski nie tylko odpowiada, także pyta. Litania pytań rzuconych w przestrzeń w imię zasygnalizowania tego, o czym się "nie pisze ani nie mówi" (a powinno!), zajmuje w książce dobrych kilka stron. Pyta więc ks. Chrostowski: "Kto i dlaczego sprzyjał rewolucji bolszewickiej w Rosji i ją finansował?", "Dlaczego Hitler doszedł do władzy, kto go popierał i finansował jego kampanię?", "Dlaczego Hitler i Stalin sprzymierzyli się przeciwko Polsce i we wrześniu 1939 r. wspólnie na nią napadli i między siebie podzielili?".

Ks. Chrostowski tylko pyta. Ja też mam kilka pytań.

Czym różnią się aluzje ks. Chrostowskiego od antysemickich wynurzeń ks. Stanisława Trzeciaka z seminarium duchownego w Petersburgu, który w swoich książkach w latach 30. ubiegłego wieku przekonywał, że aby powstrzymać Żydów przed uzyskaniem kontroli nad naszym krajem, lepiej zawczasu pozbawić ich obywatelstwa polskiego i wydalić za granicę?

Ile poziomów wyżej od pogłosek o mordowaniu dzieci chrześcijańskich na macę sytuuje się jego "tajemna wiedza" o Żydach przeklinających na widok kapliczki? Może wcale nie tak wiele, skoro tego rodzaju absurdy profesor biblistyki wygłasza z pełną powagą? I skoro nie ma oporów przed tym, żeby doszukiwać się historycznych i teologicznych racji nawet w praprzyczynie antysemityzmu - oskarżaniu Żydów, że zabili Syna Bożego. "Zupełnie inaczej spoglądalibyśmy na historię zbawienia, gdyby za śmierć Jezusa byli odpowiedzialni wyłącznie nie-Żydzi". Inaczej, czyli jak? Tropilibyśmy winnych ukrzyżowania w innej grupie etnicznej? Oto głębiny teologii ks. Chrostowskiego.



Pożegnanie z dialogiem

Jest jednak szansa, że spojrzy on na Żydów łaskawszym okiem. Jeśli się nawrócą.

Bo to, że Żydzi uznają Jezusa za Syna Bożego, byłoby wedle ks. Chrostowskiego "niesłychanie obiecującą wizją żydowskiego życia". Można przypuszczać, że chęć nawracania Żydów (po Soborze Watykańskim II zarzucona przez Kościół) w znacznej mierze bierze się u ks. Chrostowskiego z totalnej ignorancji wobec żydowskiej teologii. Prób redefinicji pojęcia Boga po Auschwitz podejmowali się najwięksi myśliciele, jak Primo Levi czy Hans Jonas, który pisał, że Auschwitz "dodaje do żydowskiego doświadczenia historii coś, z czym nie sposób uporać się za pomocą dawnych kategorii teologicznych".

Tezy o Bogu ukrytym, który w Auschwitz wycofał się ze świata, ks. Chrostowski z lekką pogardą określi jako "religię Holocaustu", "nagłaśnianie stanowiska wyrzucającego Bogu milczenie i bezczynność". Ciekawe, co myślał, słysząc w 2006 r. słowa, które padły w Auschwitz: "Gdzie był Bóg w tamtych dniach? Dlaczego milczał?". Słowa wypowiedziane nie przez żydowskiego teologa, ale przez papieża Benedykta XVI.

Przystań ks. Chrostowski znalazł dziś w "Naszym Dzienniku". W zeszłym roku wraz z żydożercą Jerzym Robertem Nowakiem udzielił pismu wywiadu, w którym zaatakował prof. Władysława Bartoszewskiego, Jana Tomasza Grossa, a także "wydawnictwa i ośrodki, które uchodzą za polskie, a nawet katolickie". Pod ich adresem skierował to samo oskarżenie: "wymuszanie żydowskiego punktu widzenia".

Książka "Kościół, Żydzi, Polska" przypieczętowuje pożegnanie ks. Chrostowskiego z dialogiem chrześcijańsko-żydowskim. Zbyt wyraźnie daje do zrozumienia, że do dialogu serca już nie ma. Przecież "powołaniem chrześcijan nie są rozmowy i debaty, lecz ewangelizacja i świętość".

Z aprobatą używa natomiast w odniesieniu do Żydów słowa "misja", której Kościół niepotrzebnie jego zdaniem zaniechał. Pewnie poza abp. Życińskim nikt z hierarchów nie zabierze w tej sprawie głosu. Oby milczenie Episkopatu jak zawsze opieszałego w przecinaniu podobnych wrzodów nie utwierdziło ks. Chrostowskiego w przekonaniu, że jego próba wypaczenia dialogu chrześcijan i Żydów może się powieść.

"Kościół, Żydzi, Polska. Z księdzem profesorem Waldemarem Chrostowskim rozmawiają Grzegorz Górny i Rafał Tichy", wyd. Fronda 2009

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją