Lada chwila Sejm uchwali zmianę konstytucji pozbawiającą prawa startu w wyborach do Sejmu i Senatu osoby skazane prawomocnym wyrokiem na karę więzienia za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego.
W środę pomysł poparły wszystkie kluby, sprawa wydaje się przesądzona. I ludziom się spodoba "parlament bez przestępców"! Według badań taki projekt popiera ok. 90 proc. Polaków. Tych samych zresztą, którzy przestępców nierzadko wybierają. Tak jak wybrali Andrzeja Leppera, rekordzistę w liczbie procesów karnych i - najczęściej nieprawomocnych - wyroków.
Jednak ograniczenie prawa wyborczego jest dla demokracji groźniejsze niż dopuszczenie do tego, by osoby skazane były posłami czy senatorami. W państwie, w którym władza potrafi - jak w sprawie posłanki PO Beaty Sawickiej czy premiera Andrzeja Leppera - używać służb specjalnych do prowokowania do przestępstwa, jest też możliwe używanie wymiaru sprawiedliwości do tego, by pozbywać się politycznych konkurentów. Nawet jeśli to niewielkie ryzyko - skórka nie jest warta wyprawki.
Według sejmowego projektu lżenie prezydenta czy "konstytucyjnych organów" albo wysypywanie importowanego zboża w proteście przeciw cenom skupu może oznaczać eliminację z życia publicznego. Natomiast skazani za oszustwa podatkowe (karane grzywną) będą mogli brylować w parlamencie.
Już dziś sąd może pozbawić czasowo praw publicznych osoby, które popełniły przestępstwo dyskwalifikujące je jako kandydatów do funkcji publicznych. Wystarczy ten przepis zmodyfikować, by stworzyć precyzyjne narzędzie do wykluczania niegodnych kandydatów do parlamentu. Zamiast tego proponuje się przepis ograniczający wyborcom możliwość wyboru kandydatów.
Prawo powinno gwarantować pełną informację o kandydacie, w tym to, kiedy i za jakie przestępstwo został prawomocnie skazany. Powinniśmy wiedzieć, na kogo głosujemy.
Jeśli społeczeństwo świadomie głosuje na pijanych kierowców, ludzi znęcających się nad rodziną czy oszustów podatkowych - to smutne, ale takie są reguły demokracji. Jeśli chcemy mieć lepszą demokrację, to zamiast ją ograniczać, edukujmy społeczeństwo, promujmy dobre praktyki i wysokie standardy.
Ale zakazać łatwiej.