W powieści "Oto idzie Mesjasz!" z empatią opisała pani arabską terrorystkę.
- Wcale nie popieram arabskich terrorystów! Uważam Hamas za organizację przestępczą i boleję, że ostatnia operacja w Gazie nie zakończyła się jego unicestwieniem.
"Oto idzie Mesjasz!" to jednak literatura, a nie moja wypowiedź polityczna. Za to ostatnie Hamas grozi na stronie internetowej, że się ze mną rozprawi. Mimo to jako pisarka staram się racje żydowskie i arabskie wyważyć idealnie jak na wadze aptekarskiej. Moją arabską bohaterkę w stan desperacji wpędzili zresztą swoi: zaszła w ciążę bez ślubu i gdyby to wyszło na jaw - ojciec lub bracia zabiliby ją, żeby zmyć "hańbę" z rodziny. Dlatego uznała, że jedynym honorowym wyjściem będzie śmierć w glorii szahidki.
Operacja Izraela w Gazie spowodowała śmierć ponad tysiąca palestyńskich cywilów.
- Niestety, choć armia Izraela jako jedyna na świecie rozrzuca ulotki z informacją, które obiekty będą zbombardowane, i nawet uprzedza mieszkańców, dzwoniąc do nich na komórki. Hamas jednak bez sentymentów wykorzystuje ludność jako żywą tarczę dla wyrzutni rakietowych i składów z bronią. "Dzisiejsza Strefa Gazy to ogromna sieć podziemnych tuneli z bun-krami pod niemal każdym domem - powiedział mi wysoki izraelski wojskowy. - Wyrosło podziemne miasto, przygotowane do długiej wojny z Izraelem. W tym - wojny informacyjnej, którą niestety przegraliśmy".
Przegraliście?
- Ostatnią kampanię w Strefie Gazy wygrali wojskowi, a przegrali nasi politycy, bo zakończyli ją pod naciskiem "społeczności światowej". W rezultacie Hamas pozostał u władzy i odbudowuje tunele, a tysiące arabskich podrostków szkoli się w obozach szahidów.
Golda Meir swego czasu słusznie zauważyła: "Pokój między nami i Arabami nastąpi wtedy, gdy Arabowie nauczą się kochać własne dzieci bardziej, niż nienawidzić nasze". Na razie się nie nauczyli.
Widzę, że jest pani - emigrantka z ZSRR - gorącą patriotką nowej ojczyzny?
- Mogę głośno krytykować i krytykuję wszystko, co mi się w Izraelu nie podoba, ale jestem Izraelką wojującą i popieram politykę swego państwa.
Na długo przed wydarzeniami w Strefie Gazy austriackie wydawnictwo zaprosiło mnie na promocję mojej książki "Ostatni dzik z lasów Pontevedra". Pełna sala ludzi, znana aktorka przeczytała fragment tekstu. Posypały się pytania dziennikarzy, z których żadne nie dotyczyło literatury: "Kiedy skończy się izraelska okupacja i głodne dzieci palestyńskie przestaną żebrać na ulicy?". "Czy pani, jako matce, nie żal palestyńskiej mamy?". Nie uchylałam się od odpowiedzi, bo pasjonuję się polityką i rozumiem ją szerzej niż dziennikarze z mózgami wypranymi przez telewizje Euronews i CNN. Cała promocja mojej książki w Austrii i Niemczech była bitwą o uznanie racji Izraela.
I nie żal pani palestyńskiej mamy?
- Bardzo żal, bo znam ją i widuję codziennie - mieszkamy w sąsiedztwie od 18 lat. Najbardziej mi żal, gdy jej syn zakłada pas szahida i wysadza się w przedszkolu lub autobusie szkolnym. A ona potem mówi przed kamerami: "Jestem dumna z syna. Gdybym miała 25 synów, chciałabym, aby każdy był taki".
Szczerze jej współczuję, by gdyby po śmierci ukochanego syna powiedziała coś innego - swoi by ją zabili.
Żałuję też palestyńskiej narzeczonej, która ośmieliła się spojrzeć na innego mężczyznę, a potem nasi policjanci badają zwęglonego trupa w spalonym samochodzie.
Bardzo mi żal tego społeczeństwa, które nie umie zorganizować sobie życia. Przecież już wymogli, że Izrael opuścił ogromną część terenów zdobytych w sprawiedliwej wojnie z roku 1967, kiedy to na niego napadnięto. Nikt nie zmuszał Polski, by oddała Wrocław, chociaż powstał jako niemiecki Breslau. Żaden dekret ONZ nie każe Rosji oddać Wysp Kurylskich, mimo że Rosja jest ogromna, a wyspy to okruchy. Izrael natomiast wyszedł ze Strefy Gazy. Zostawiliśmy tam całą infrastrukturę, w tym ogrody uprawne, powstałe na pustyni z krwi i potu żydowskich osadników. Dzięki nim te tereny zaspokajały połowę zapotrzebowania Europy na ziemniaki i miały drugie po Holandii miejsce w produkcji kwiatów.
Zostawiliśmy gospodarstwa rybackie, były gotowe miejsca pracy. Tam są cudowne plaże, można zbudować hotele i stworzyć luksusowe kurorty. A co tam teraz jest? Hamas i terror. Zabijają się nawzajem, a ich rakiety zmieniły w koszmar życie w przygranicznych żydowskich miastach Sderot i Aszkelon.
Proszę spróbować sobie wyobrazić, że od ośmiu lat na Warszawę przez całą dobę spadają rakiety. Nie udaje się im trafić w Pałac Kultury i Nauki, ale a to dom na przedmieściu rozwalą, a to przęsło mostu przez Wisłę, a to szkołę. Co chwila w całym mieście wyją syreny alarmowe, dzieci uczą się w schronach, praca w fabrykach jest kompletnie zdezorganizowana. I stale giną ludzie, głównie cywile. Trwa to, powtarzam, od ośmiu lat. Jaka byłaby reakcja Polaków?
Pani dzieci służyły w wojsku?
- Oczywiście, i jak każda matka z ogromnym niepokojem czekałam na ich powrót. Moja córka Ewa jest wrażliwą dziewczyną, studiuje archeologię i literaturę angielską, gra na gitarze. A tu dostała w ręce automat i uczyła się strzelać. Służyła w tak poważnej formacji, że nawet nie mogę zdradzić gdzie. "Mamo, mogłabym ci powiedzieć, czym się zajmuję, ale potem będę zmuszona cię zabić" - powiedziała tylko. "Dziękuję, nie jestem ciekawa" - odparłam
Źródło: Duży Format