Śmierć to niewyobrażalnie okrutna, nieludzka i upodlająca kara - pisze w opublikowanym wczoraj raporcie "Wyroki śmierci i egzekucje w 2008 r." sekretarz generalna Amnesty International Irene Khan. "W XXI wieku nie może być miejsca na ścinanie, wieszanie, rażenie prądem czy kamienowanie!".
Z danych zebranych przez AI od organizacji pozarządowych, mediów i działaczy na rzecz praw człowieka w poszczególnych krajach wynika, że liczba wykonanych na całym świecie wyroków śmierci wzrosła z ponad 1250 w 2007 r. do prawie 2400 w 2008 r.
Na pierwszym miejscu jak zwykle są
Chiny, gdzie wykonano ponad 1,7 tys. egzekucji, czyli 72 proc. wszystkich na świcie. Śmiertelny zastrzyk Chińczyk może dostać nawet za defraudację pieniędzy. W dodatku AI podkreśla, że dane dotyczące Chin są najpewniej mocno zaniżone, a prawdziwa liczba jest niemożliwa do ustalenia, bo władze w Pekinie starannie ukrywają statystyki.
Kiedy w listopadzie ubiegłego roku Zgromadzenie Generalne ONZ próbowało przyjąć moratorium na wykonywanie kary śmierci, sprzeciwiły się Chiny, a także
Stany Zjednoczone,
Iran,
Korea Południowa i
Sudan. Pekin przekonywał wtedy, że stopniowo wprowadza politykę "zabijania mniej i bardziej rozważnie".
W Iranie w ubiegłym roku straciło życie 436 skazanych, powieszonych bądź ukamienowanych. W tej liczbie jest co najmniej ośmiu nieletnich. - Iran wciąż wykonuje egzekucje na osobach, które w chwili popełniania przestępstwa miały mniej niż 18 lat, co jest jawnym naruszeniem międzynarodowego prawa - pisze AI.
W Arabii Saudyjskiej skazańców ścina się publicznie mieczem. W 2008 r. ścięto tu co najmniej 102 osoby, a zakres win podlegających karze śmierci w królestwie Saudów jest wyjątkowo szeroki: morderstwo, seks pozamałżeński, homoseksualizm, narkotyki, apostazja, terroryzm, czary. Także tutaj zdarza się, że pod miecz kata trafiają dzieci, a podsądni w każdym wieku często nie mają dostępu do adwokata.
Listę państw, które uśmiercają 93 proc. skazańców z całego świata, zamykają Stany Zjednoczone (37 egzekucji w 2008 r.) i Pakistan (36).
Europa byłaby "kontynentem całkowicie wolnym od kary śmierci", gdyby nie Białoruś. Skazańców zabija się tam strzałem w tył głowy, bez wcześniej ustalonej daty, informowania rodziny, a nawet wydania jej ciała. W 2008 r. na Białorusi wykonano w ten sposób co najmniej cztery wyroki, a od uzyskania niepodległości w 1991 nawet czterysta.
- Taki sposób uśmiercania więźniów to zapewne tradycja z czasów stalinowskich - mówi "Gazecie" Roman Jurgiel z Białoruskiego Komitetu Helsińskiego.
Kulę w łeb można tu dostać m.in. za zabójstwo, zdradę państwa czy terroryzm. - Jednak w ostatnich latach kara śmierci jest orzekana tylko za najbardziej brutalne zabójstwa - podkreśla Aleś Bialacki, szef Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiosna". Taki sposób wykonania wyroku trudno nazwać humanitarnym. Zdarza się, że skazaniec nie umiera od pierwszego strzału i jest później dobijany - dodaje Bialacki.
Aleg Ałkajeua, były szef Mińskiego Więzienia Śledczego nr 1, który od 2001 r. ma azyl polityczny w Niemczech, tak opisał egzekucje: wyrok wykonywany jest nie w budynku więzienia, lecz w jednym z podmińskich lasów. Robi to tzw. komando rozstrzałowe dowodzone przez kierownika więzienia. Do egzekucji używa się pistoletu z mniejszą siłą rażenia, żeby przy strzale z bliska kule pozostawały w ciele ofiary.
Dla przeciwników kary śmierci raport AI zawiera też szczyptę optymizmu: w 2008 r. więźniów zabijano tylko w 25 krajach, choć kara śmierci jest dopuszczalna w 59.
- To dobre wieści, bo skoro egzekucje wykonuje dzisiaj tak mała liczba państw, może to być znak, że zbliżamy się do świata wolnego od kary śmierci - mówi Irene Khan.