To pierwszy tak poważny konflikt dziennikarzy z nowym prezesem. Poszło o promowanie na antenie TVP Declana Ganleya, ekscentrycznego milionera, który doprowadził do fiaska traktatu lizbońskiego w Irlandii.
W piątek TVP Info jako jedyna stacja przez 20 minut transmitowała jego konferencję prasową. Gdyby nie skoki Adama Małysza w Planicy, Ganley dostałby od TVP jeszcze tego samego dnia
ekskluzywny wywiad w nowym cyklu "Temat dnia" w prime time, tuż po "Teleexpressie".
"Temat dnia" spadł w piątek z ramówki, ale mimo to - jak nieoficjalnie mówi się w TVP - Farfał kazał nagrać wywiad, aby był gotowy na poniedziałek. Miała go przeprowadzić
Hanna Lis. Odmówiła. Wtedy poproszono Piotra Kraśkę. Zgodził się. Jak mówią dziennikarze "Wiadomości" liczył, że do poniedziałku problem zniknie, a wywiad wyląduje w koszu. Wczoraj wylądował na antenie "Jedynki".
Ganley z puszki Wywiad nagrano w studiu "Wiadomości". Dopiero po kilkunastu sekundach usunięto wczoraj spod znaczka TVP napis: "na żywo". Ganley jak zwykle argumentował, że nie jest przeciwnikiem integracji europejskiej, ale jego zdaniem traktat lizboński powoduje, że Europa przestaje być demokratyczna i 80 procent decyzji będzie podejmowanych przez ludzi, którzy nie są wybierani.
Kraśko usiłował kontrować wypowiedzi lidera Libertas, ale najczęściej jego pytania były zbijane cytatami znanych europejskich polityków.
Decyzję o emisji wywiadu podjął Farfał, choć wiedział, że to oznacza konflikt z "Wiadomościami". Kraśko już w piątek zapowiedział, że jeśli wywiad pójdzie w poniedziałek, to zrezygnuje z prowadzenia "Wiadomości".
Jego koledzy mówią, że poszło o zasady: - Ganley nie był tematem nr jeden w poniedziałek, w ogóle nie był wczoraj tematem dnia. Nie było żadnego merytorycznego powodu, aby to emitować. To klasyczny przypadek upolitycznienia i upartyjnienia TVP. Piotrek nie miał innego wyjścia, jak zrezygnować.
Sam Kraśko wczoraj nie chciał komentować sprawy.
TVP potwierdziła wczoraj: Kraśko zachorował i nie będzie mógł prowadzić "Wiadomości" do czwartku. Zastąpi go Małgorzata Wyszyńska.
Szef KRRiT Witold Kołodziejski (z rekomendacji PiS) jest oburzony emisją wywiadu: - W najbliższych dniach podejmiemy w tej sprawie kroki. Taka sytuacja nie ma prawa mieć miejsca w TVP, obojętnie, czy chodzi o partię Libertas, czy jakąkolwiek inną - powiedział PAP. - Obawiam się, że
telewizja może być wykorzystywana do partykularnych celów.
Co może zrobić KRRiT? Kołodziejski: - Mogę np. ukarać finansowo prezesa telewizji.
Ustawa mówi, że może to być maksymalnie sześć miesięcznych pensji. Kołodziejski nie reagował, gdy za poprzedniego prezesa Andrzeja Urbańskiego w kampanii wyborczej na jesieni 2007 r. telewizja złamała ramówkę. Na żywo transmitowała konferencję prasową szefa CBA, który oskarżał o przyjęcie łapówki posłankę PO.
Giertych doradza Farfałowi? - Ta sprawa pokazała, że promowanie Ganleya to dla Farfała dziś sprawa pierwszorzędna - mówią dziennikarze "Wiadomości". - Prezes na antenie telewizji publicznej realizuje partyjne cele swego środowiska politycznego.
Farfał miejsce w zarządzie TVP zawdzięcza rekomendacji byłego prezesa LPR Romana Giertycha. Ludzie Ligi dziś chcą się przytulić do Ganleya i znaleźć miejsce na listach jego partii Libertas Polska. Dla nich to jedyna szansa wejścia do Parlamentu Europejskiego - Ganley może zapewnić im rozgłos i pieniądze.
Giertych w
TVN 24 chwalił Farfała za to promowanie Ganleya. - Libertas cieszy się jak najbardziej moim poparciem, bo powstrzymał wejście w życie konstytucji europejskiej, niekorzystnej dla Polski. Argumentacja, że Libertas nie powinna być prezentowana w mediach, jest cenzurą.
Czy zatem za obecnością Ganleya na antenie TVP kryje się Giertych? W TVN 24 przyznał, że ma związki, i z Farfałem, i z rada nadzorczą: udziela im porad prawnych. Od razu zastrzegł, że "darmowych", i że nie zamierza zostać prokurentem w zarządzie w TVP ani członkiem rady, ani zarządu.
Tymczasem dwie osoby z rekomendacji LPR w radzie nadzorczej - jej szef Łukasz Moczydłowski i zastępca Ireneusz Fryszkowski - twierdzą, że nigdy żadnych porad prawnych u Giertycha nie zasięgali. - Ani w imieniu rady, ani prywatnie.