http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koka odrasta w cztery miesiące

Daniel Mejia
2009-03-23, ostatnia aktualizacja 2009-03-20 16:12

Rozmowa z kolumbijskim specjalistą od walki z narkotykową przestępczością Danielem Mejią

Maciej Stasiński: Od ośmiu lat rząd Kolumbii przy pomocy USA wdraża wielki program walki z narkobiznesem zwany "Planem Kolumbia". Pan uważa, że plan nie jest skuteczny.

Daniel Mejia: Bo nie udało się zmniejszyć produkcji i szmuglu kolumbijskiej kokainy za granicę. Gangi kolumbijskie nadal wysyłają za granicę 650 tys. ton czystej kokainy rocznie.

„Pan Kolumbia” miał trzy cele: •  ograniczyć uprawy koki, •  ograniczyć produkcję i szmugiel kokainy oraz •  zapewnić bezpieczeństwo na obszarach, gdzie rządziły kartele narkotykowe i partyzanckie armie FARC i AUC.

Dwa cele udało się zrealizować: w latach 2000-06 obszar upraw został zredukowany o połowę. Władzę państwa przywrócono na olbrzymich obszarach. Prawie skończyły się porwania dla okupu na drogach kontrolowanych przez FARC, wymuszenia i szantaże wobec władz lokalnych. To wielkie osiągnięcie rządu prezydenta Alvara Uribe.

Ale produkcji kokainy nie udało się ograniczyć. Nadal rocznie gangi kolumbijskie produkują i wysyłają za granicę ok. 650 tys. ton czystej kokainy. Z połowy areału.

Dlaczego zwalczenie tego procederu jest takie trudne?

- Kolumbijczycy i Amerykanie, którzy współfinansują program, mają różne cele. Rządowi Kolumbii zależy na zniszczeniu upraw i produkcji kokainy. Dla USA najważniejsza jest walka z handlarzami, którzy kokainę przerzucają do Stanów. Pogodzenie tych celów jest bardzo trudne, bo biznes kokainowy wciąż się zmienia.

30 lat temu zajmowały się nim kartele narkotykowe. Ale już ich nie ma. Kartel Medellin sławnego Pabla Escobara został rozbity. Jego następcy, bracia Rodriguez Orejuela z kartelu Cali oddali się w ręce władz, dzisiaj siedzą w USA. Ich miejsce zajęły dwie partyzanckie armie: lewacka FARC i AUC (Samoobrona Kolumbii).

Ale i armie się zmieniają. Dwa lata temu kilkudziesięciu komendantów AUC poddało się władzom. Dziś 16 najważniejszych jest w USA i czeka na procesy. Dalej działa FARC oraz wiele band złożonych z żołnierzy AUC z drugiego szeregu. Wielcy capi kupowali policjantów, wojskowych, prokuratorów, władze lokalne, posłów. Rzucali wyzwanie państwu, domagali się oficjalnego uznania i sięgali po władzę polityczną. Dzisiejsi mali gangsterzy wycofali się do dżungli, są dyskretni. Skupiają się na robieniu interesów. Są bardziej rozproszeni. Współdziałają, ale i zwalczają się bez pardonu.

Jeśli udało się ograniczyć uprawy i przywrócić kontrolę państwa, tam gdzie wcześniej rządziły FARC i AUC, to czemu strumień kokainy wciąż jest taki sam?

- Bo sam proceder także stale się zmienia. W 2000 r. z hektara upraw koki produkowano 4,4 kg czystej kokainy. W 2006 r. - już 7,5 kg. Krzewy są wydajniejsze, techniki uprawy lepsze, technologia produkcji chemicznej w leśnych laboratoriach bardziej wydajna.

Władze próbują niszczyć uprawy herbicydami rozpylanymi z samolotów, ale to jest niebywale kosztowne i mało efektywne. Żeby zniszczyć pole koki, trzeba je opylić 48 razy. Wieśniacy zraszają krzewy koki specjalną melasą, która powstrzymuje truciznę. A zdolność regeneracji krzewów koki jest niezwykła. Po czterech miesiącach nowa plantacja rodzi nowe liście. Gangi stać na niezwykłą ruchliwość i elastyczność, przenoszą plantacje w nowe miejsce natychmiast, mają całe banki nasienne.

Co powoduje, że wykrycie laboratoriów i przerwanie szlaków przemytu jest tak trudne?

- Główne obszary uprawy i produkcji to południe, przy granicach z Ekwadorem i Brazylią. Nieprzebyta puszcza. Laboratoria są małe, proste, bardzo liczne, rozproszone w dżungli i niewidoczne z powietrza. Do produkcji wystarczy koka, kuchenki mikrofalowe do jej suszenia i trochę chemikaliów. Do tego mały generator prądu i benzyna. Są wioski, gdzie jeździ 40 motorowerów, ale zapotrzebowanie na benzynę jest takie jak w dużym mieście...

Chemikalia do produkcji trafiają przez granicę z Brazylią i Ekwadorem, rzekami, na małych szybkich łodziach. Jak to upilnować?

Szlaki wywozu kokainy prowadzą przez granicę długą i trudno dostępną drogą do Wenezueli na północy i do Ekwadoru na południu albo morzem z wybrzeża Pacyfiku na zachodzie. Niewielkie ładunki czystej kokainy nie zajmują wiele miejsca. Płyną często małymi łodziami podwodnymi. A Wenezuela i Ekwador nie współpracują z nami. Wręcz przeciwnie. Oddziały FARC mają bazy w Wenezueli.

Rok temu władze Kolumbii zniszczyły obóz komendanta FARC Raula Reyesa za granicą z Ekwadorem i przechwyciły jego komputery z dowodami współpracy rządów Wenezueli i Ekwadoru. Ale nie zrobiły wielkiego rabanu? Dlaczego?

- Chyba dlatego, że nie pozwalają mu na to kolumbijscy przedsiębiorcy. Wenezuela jest drugim partnerem handlowym Kolumbii po USA. W miarę jak wenezuelski prezydent Hugo Chavez niszczy wytwórczość w swoim kraju, Wenezuelczycy coraz więcej kupują w Kolumbii.

Po wybuchu afery z komputerami Reyesa Hugo Chavez zamilkł, przestał pouczać Kolumbię i proponować usługi mediacyjne z FARC. Ale po cichu dalej FARC wspiera. Z drugiej jednak strony nie naciskają na niego wystarczająco w tej sprawie USA i Europa. Tu z kolei powodem jest ropa naftowa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos